• facebook
  • rss
  • Zarejestruj życie

    Andrzej Capiga Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 06/2014

    dodane 06.02.2014 00:00

    Społeczeństwo. Oluś ma 15 miesięcy, Mieszka w Padwi Narodowej. Jest radosnym, ciekawym świata chłopcem. Dwa miesiące temu zachorował na ostrą białaczkę. Jedynym ratunkiem jest dla niego przeszczep szpiku kostnego.

    Apeli podobnej treści jest coraz więcej. Ratunek nie zawsze przychodzi na czas. By tak się nie zdarzało, prowadzone są akcje rejestracji potencjalnych dawców szpiku. 2 lutego w Padwi Narodowej i 9 punktach w Stalowej Woli przeprowadziło je Stowarzyszenie „Dobro Powraca” wraz z Fundacją DKMS Baza Dawców Komórek Macierzystych Polska. Następnego dnia chętni, by zostać dawcą, zgłaszali się w Tarnobrzegu.

    Cenna każda osoba

    Stalowowolskie Stowarzyszenie „Dobro Powraca” działa dwa lata. – Pracujemy w myśl motta, które mówi, że kimkolwiek jesteś, masz szansę dzielić się sercem z innymi, a każdy dobry uczynek w dwójnasób zostanie ci wynagrodzony. Każdy, kto chce pomóc innym ludziom, od dzieci po starszych, może w naszym stowarzyszeniu znaleźć swoje miejsce. Bo i kultura fizyczna w swych różnych wcieleniach, i kultura rozumiana jako strawa dla ducha, a także popularyzacja zdrowego stylu życia, wspieranie edukacji w szkole i poza nią – to dziedziny, w których chcemy dać mieszkańcom regionu szanse szerszego sięgania po zdrowie i pełny rozwój duchowy i fizyczny – wyjaśnia prezes Konrad Mężyński. Stowarzyszenie, którego członkowie i sympatycy rekrutują się z całego stalowowolskiego powiatu, angażuje się w wiele prozdrowotnych akcji. Jedną z nich są właśnie Dni Dawcy Szpiku. Pierwszy raz taki dzień zorganizowano w listopadzie 2012 r. w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Stalowej Woli (szkoła w 2010 r. sama przeprowadziła taką akcję dla Nataszy – córki wykładowcy). – Zarejestrowaliśmy wtedy około 80 osób, chociaż zgłosiło się dużo więcej. Nie wszyscy spełniali bowiem surowe wymagania obowiązujące potencjalnych dawców, jak wiek, waga czy stan zdrowia. Liczba zarejestrowanych to sprawa drugorzędna. Nawet tysiąc osób zarejestrowanych w dużym mieście może przez wiele lat nie stać się dawcami, a czasami jedna w małej miejscowości spełni od razu wymagania biorcy – przekonywał pan Konrad.

    Sto procent pewności

    Kolejny Dzień Dawców Szpiku stowarzyszenie zorganizowało w styczniu br. w LO im. KEN, także w Stalowej Woli. Tam bowiem narodziła się bardzo pożyteczna tradycja. Otóż tuż przed studniówką organizowany jest Dzień Dawcy Szpiku Kostnego. – Podjęliśmy tę inicjatywę, aby młodzież naszej szkoły w czasie dla siebie tak radosnym i w oczekiwaniu na egzamin maturalny zdała też egzamin dojrzałości z pomocy innym ludziom. Stąd maturzyści mogli zarejestrować się jako potencjalni dawcy szpiku kostnego – mówi dyrektor szkoły Mariusz Potasz. W akcji biorą udział głównie uczniowie klas trzecich, chociaż zapisują się również nauczyciele i osoby z zewnątrz. Tym razem zarejestrowało się 53 kandydatów na dawców. W pozostałych klasach prowadzona jest akcja informacyjna na temat białaczki, rozwiewane są też mity związane z samym zabiegiem pobierania szpiku kostnego. – Rzecz w tym, by uczniowie świadomie i pewnie podejmowali decyzję o rejestracji. Ta pewność musi być stuprocentowa – akcentuje Konrad Mężyński. Uczniowie zostali poinformowani, że zarejestrowanie się jako potencjalny dawca to bardzo poważna decyzja. „W przypadku gdy okaże się, że właśnie Ty jesteś genetycznym bliźniakiem, dasz komuś nadzieję na nowe życie. Jeśli wtedy zrezygnujesz, odbierzesz komuś tę nadzieję. Zastanów się, zanim podejmiesz decyzję o rejestracji” – czytamy w specjalnej ulotce.

    Chwila dla życia

    Rejestracja zajmuje tylko chwilę i polega na przeprowadzeniu wstępnego wywiadu medycznego, wypełnieniu formularza i pobraniu śliny na specjalną pałeczkę z wacikiem lub 4 mililitrów krwi. To nieprawda, że pobranie szpiku polega na wkłuwaniu się w kręgosłup. W 80 proc. pobór ten odbywa się przez przetaczanie krwi z jednej ręki do drugiej, a w pozostałych przypadkach przez nakłucie pod znieczuleniem kości talerza biodrowego Zarejestrować się może każdy zdrowy człowiek między 18. a 55. rokiem życia, ważący min. 50 kg (bez dużej nadwagi). Aby to zrobić, niezbędne jest posiadanie dokumentu tożsamości. – Co godzinę w Polsce, a co 5 minut na świecie ktoś dowiaduje się o białaczce. Potencjalny dawca z Polski dostępny jest dla pacjenta z Niemiec, Australii czy Norwegii, tak samo jak potencjalny dawca z USA, Francji czy też Włoch może uratować życie choremu z Polski – podkreśla Konrad Mężyński.

    Na ratunek żonie

    – To był 8 marca 2000 r., dzień, w którym w pierwszej chwili świat nam się zawalił – wspomina Piotr Błaszkiewicz, członek Ogólnokrajowego Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Przewlekłą Białaczkę Szpikową. – Otrzymaliśmy wówczas ostateczne wyniki, które wskazywały, że żona jest chora na przewlekłą białaczkę szpikową. Ponieważ należeliśmy do wspólnoty neokatechumenalnej, wiedzieliśmy doskonale, że na barki każdego z nas może spaść krzyż. Mieliśmy za sobą już pewne doświadczenia, gdyż przez 11 lat nie mogliśmy doczekać się potomstwa. Byliśmy więc psychicznie w pewien sposób przygotowani, wiedzieliśmy bowiem doskonale, Kto jest dawcą i panem życia. Kiedy przyszła choroba, Celina i Piotr Błaszkiewiczowie cieszyli się już trójką małych dzieci. Lekarze dawali pani Celinie szansę na przeżycie od pół roku do 8 lat. Ratunkiem i sposobem na wyleczenie mógł być przeszczep. Badaniom zostali poddani wszyscy członkowie rodziny, niestety, żaden z nich nie kwalifikował się na dawcę. – Po ochłonięciu zaczęliśmy szukać pomocy – opowiada pan Piotr. – Pierwsze kroki skierowaliśmy do Urszuli Jaworskiej, która poleciła nam, abyśmy zwrócili się do doktor Moniki Sankowskiej. Pani Celina była w tym czasie pod opieką lekarzy w Warszawie. Co dwa tygodnie musiała jeździć do odległej o 250 km stolicy na badania, konsultacje. Państwo Błaszkiewiczowie nie mieli wówczas samochodu, z pieniędzmi też zaczęło być krucho, bo mąż stracił pracę. Nigdy jednak nie zwątpili, zawierzyli bowiem wszystko Bogu. – Okazało się, że wokół nas jest bardzo wielu przyjaciół – mówi pan Piotr. – Zawozili i przywozili żonę, najpierw do Warszawy, a później do Krakowa, Katowic, Kielc. W sumie przejeździli kilkadziesiąt tysięcy kilometrów. Zorganizowali także zbiórkę pieniędzy, m.in. na opłacenie specjalistycznych badań na zgodność antygenów kilku osób, które mogły być dawcami. Składali się zupełnie obcy ludzie, pomogła parafia na Serbinowie. Nie mogę powiedzieć, że było źle, bo pomoc była wręcz niesamowita. Ale najważniejszą sprawą było znalezienie dawcy. 50 osób udało się swoimi samochodami do Warszawy do firmy zajmującej się poszukiwaniem. Po tym grupowym wyjeździe zrodził się pomysł, by tu, na miejscu, w Tarnobrzegu, zorganizować akcję propagująca oddawanie szpiku. – Przeprowadziliśmy wtedy dwie akcje – jedną w Miejskiej Bibliotece Publicznej, której pracownicą była żona, drugą w kościele pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy na Serbinowie. Stanisława Mazur, dyrektor biblioteki, i ks. Michał Józefczyk udostępnili pomieszczenia, pomagali w zorganizowaniu przedsięwzięcia – wspomina Piotr Błaszkiewicz. – Zgłosiło się wówczas ponad 300 osób. W Polsce w bazach dawców zarejestrowanych było tylko 15 tys. osób, obecnie Fundacja DKMS Baza Dawców Komórek Macierzystych ma ich ponad 400 tys., 904 zaś oddały swój szpik, ratując życie chorym z Polski i zagranicy. W oczekiwaniu na dawcę pani Celina rozpoczęła terapię nowym lekiem na przewlekłą białaczkę szpikową. Pomimo upływu już blisko 14 lat od diagnozy dla żony pana Piotra nadal, pomimo poszukiwań w bazach na całym świecie, nie znaleziono dawcy. – Wytypowanych zostało pięć osób, które po badaniach w pierwszej klasie dawały szansę, niestety po drugim stopniu okazało się, że brak jest zgodności antygenowej – wyjaśnia Piotr Błaszkiewicz. – Lekarze stwierdzili, że żona najprawdopodobniej należy do 4 proc. chorych, dla których, niewykluczone, dawca nigdy się nie znajdzie. Na szczęście bardzo dobrze reaguje na leczenie i w tej chwili jest pełna remisja. Ale nie wiadomo, na jak długo.

    Młodzież w akcji

    Choroba żony i zabiegi związane z poszukiwaniem dla niej ratunku wyzwoliły w panu Piotrze ducha społecznikostwa. Poznał doskonale problemy, z jakimi muszą borykać się chorzy na białaczkę i ich rodziny. Wiedział, jakimi ścieżkami należy podążać. Dlatego postanowił pomagać innym w ich pokonywaniu. Razem z żoną zostali członkami Ogólnokrajowego Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Przewlekłą Białaczkę Szpikową, podjęli współpracę z Fundacją Urszuli Jaworskiej oraz Fundacją DKMS Baza Dawców Komórek Macierzystych, z którymi zorganizowali już kilka akcji propagujących rejestrację potencjalnych dawców szpiku. – Właściwie koordynuję przygotowania do takich akcji, które organizują przede wszystkim tarnobrzeskie szkoły, jak choćby Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych nr 3 czy Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. prof. S. Tarnowskiego. W 2012 r. nauczycielka ZSP nr 3 Barbara Piekutowska, która zainicjowała akcję „Mam haka na raka”, postanowiła przeprowadzić Dzień Dawcy Szpiku. O pomoc w przygotowaniu zwróciła się do Urszuli Jaworskiej, a ta „scedowała” wszystko na pana Piotra, działającego jako wolontariusz jej fundacji. – I tak powstała akcja „Młodzież Tarnobrzega ratuje życie chorym na białaczkę” – wyjaśnia Piotr Błaszkiewicz. Idąc za przykładem młodszych kolegów, Patrycja Głowacka, studentka PWSZ w Tarnobrzegu, wyszła z propozycją zorganizowania takiego dnia w uczelni. – To była pierwsza tak duża akcja, w której uczestniczyli nasi studenci – mówi Joanna Szmigielska, pracownik naukowo-dydaktyczny PWSZ i zarazem opiekun Koła Wolontariatu. – Naturalnie wspierali nas ludzie, którzy już wcześniej organizowali takie przedsięwzięcia, oraz przedstawiciel DKMS. Pomysł pojawił się podczas wakacji i wtedy ruszyła pierwsza faza przygotowań. Studenci z entuzjazmem odpowiedzieli na propozycje swej koleżanki. W efekcie podczas Dnia Dawcy Szpiku pobrano próbki od ponad 300 osób, głównie uczniów klas maturalnych oraz studentów. Efektem obu przeprowadzonych akcji było uratowanie życia trzech osób. Wśród zarejestrowanych wówczas znalazła się uczennica ZSP nr 1, która przyrównała oddanie szpiku do urodzenia. Wszak dała nieznajomemu człowiekowi „drugie” życie. Członkowie Koła Wolontariatu włączyli się również w akcję pomocy dla Olusia. Odpowiadali za plakatowanie, opiekę i informowanie osób pragnących zostać dawcami, które przyszły do dawnej polikliniki.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół