• facebook
  • rss
  • Po prostu babcia Hania

    Andrzej Capiga, Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 51-52/2013

    dodane 19.12.2013 00:00

    Ludzie. – Do Wilii wszyscy pościliśmy. Nawet gotującego się w garnku grochu nie można było spróbować, bo zęby by bolały. Tak nas straszono. Za cały posiłek musiała wystarczyć skibka chleba posypana cukrem i polana wodą – wspomina Hanna Rzeszut z Baranowa Sandomierskiego.

    Babcia Hanka to jedna z najbarwniejszych postaci wśród podkarpackich twórców; niezrównana gawędziarka, śpiewaczka, współzałożycielka zespołu obrzędowego Lasowiaczki, który od 1976 r. działa w Baranowie Sandomierskim. Udziela się społecznie, występuje na konkursach i przeglądach – także tych najbardziej znanych, na przykład Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu nad Wisłą czy „Sabałowych bajaniach” w Bukowinie Tatrzańskiej – skąd zawsze przywozi nagrody i medale. Ostatni to medal Komisji Edukacji Narodowej. W swojej kolekcji ma ich prawie 170. Pytana, skąd wciąż ma tyle energii, odpowiada: – Mam to po swojej szalonej babce Magdalenie. Taka sama jest moja wnuczka Agata.

    Gwiazda i miś

    Anna Rzeszut urodziła się w 1937 r. w Dąbrowicy. Dzieciństwo, jak i całe dorosłe życie miała bardzo ciężkie. Pracowała w zakładzie „Wisła” w Tarnobrzegu i Fabryce Firanek w Skopaniu, ale, jak sama przyznaje, najciekawsza była praca inseminatora w Państwowym Zakładzie Unasieniania Zwierząt w Czerminie oraz Mokoszynie. Przygotowywała się do niej na kursach weterynaryjnych w Rzeszowie. Do gospodarstw dojeżdżała motorem. – Unasieniałam krowy. Dwa tysiące rocznie. Dojeżdżałam do sześciu wiosek. W 1964 r. jeździłam simsonem. Baby, jak mnie widziały, to się żegnały – wspomina babcia Hania. Robota była dochodowa. Dzięki niej kupiła ziemię, postawiła dom i budynki gospodarcze. Dla babci Hanny była to także wspaniała okazja, by zbierać skarby kultury ludowej. – Zaglądałam wszędzie – do stodół, stajni – i zabierałam porzucone rzeczy. Niestety, od 14 lat czekam na utworzenie muzeum, w którym moje pamiątki po Lasowiakach można by przechowywać. Do najcenniejszych należą słomiana gwiazda dawnych kolędników czy liczący sobie 140 lat miś – martwi się babcia Hania. A historia gwiazdy jest doprawdy niezwykła. Otóż, kiedy babcia Hania nie była jeszcze babką, ale zaledwie kilkunastoletnią dziewczynką, pewnego poświątecznego wieczoru odwiedzili ją kolędnicy. – Byłam tylko w koszulinie nocnej, bo kładłam się spać, a tu tacy goście. Oj, wysmarowali mnie węglem. Ale tę gwiazdę zapamiętałam, jak i tych, którzy nawiedzili nas tamtego wieczoru. Jakaż była moja radość, gdy po latach zobaczyłam ją już mocno podniszczoną, stojącą smętnie w kącie szopy u jednego z tamtych kolędników. Zabrałam ją, dokładnie odnowiłam, a właściwie to prawie zrekonstruowałam. I jest – wspomina Hanna Rzeszut.

    Hrabiowskie korzenie

    Babcia Hanna jest osobą życzliwą i gościnną. Można u niej spróbować regionalnych potraw i nasłuchać się do woli lasowiackiej gwary. – Nie zdarzyło się, żebym wypuściła kogoś, nie poczęstowawszy wpierw choćby kromką chleba – zarzeka się, wskazując jako świadka wiszącego na ścianie Ukrzyżowanego. – U mnie nawet zwierzę, zabłąkany pies może liczyć, że dostanie coś do jedzenia. Tego nauczył mnie mój tata. W 1942 r., podczas likwidacji przez Niemców getta w Baranowie Sandomierskim, w trakcie pędzenia i załadowywania zgromadzonej ludności do wagonów dwóch młodych mężczyzn, wykorzystując zamieszanie, zdołało zbiec. Schronienie znaleźli u ojca babci Hani. – Mieliśmy stodołę z dwoma klepiskami, które po bokach miały zapola. I w jednym z nich w słomie tato zrobił im pomieszczenie. O ukrywanych Żydach wiedziała jeszcze tylko mama, nam rodzice nic o tym nie powiedzieli. Pewnego dnia zajechali do nas Niemcy na wozach zaprzężonych w konie. Chcieli zostawić je na klepisku obok kryjówki, ale na szczęście pies, który był tam uwiązany, zajadle szczekał. Dlatego wybrali to obok. I tak stali przez kilka dni. Tato, udając wieczorami, że niesie miskę z jedzeniem dla psa, w rzeczywistości dostarczał posiłek dla tych chłopaków. Proszę sobie wyobrazić, jakie niebezpieczeństwo zawisło nad nimi i nad naszą rodziną. Kiedy już Niemcy odjechali na wschód, którejś nocy wyszłam na pole za potrzebą i zobaczyłam dwóch mężczyzn chodzących wokół stodoły. Pobiegłam do taty prawie z krzykiem, ale on uspokajająco powiedział: „a niech sobie chodzą, córuś”. Ta historia byłą lekcją, którą mała Hania zapamiętała na całe życie. Dlatego u niej nikt nie może być głodny. Zwłaszcza, że kuchnia, pichcenie i pieczenie to konik Hanny Rzeszut. Dlatego już od ponad 15 lat organizuje i przygotowuje „Wieczory wigilijne” połączone z degustacją potraw regionalnych. Zaprasza na nie nawet 120 osób. Gotować nauczyła się od mamy, która pracowała w kuchni u hr. Zdzisława Tarnowskiego. Niektóre przepisy babcia Hania wykorzystuje do dzisiaj. – Jutro jadę do Rzeszowa na konkurs „Nasza ryba nie tylko od święta” i zawiozę roladę rybną z jajkami, potrawę zupełnie zapomnianą. Dzieci przywiozły mi gary, ryby już mam zmielone, dostałam je od właściciela stawów w Knapach. Dzisiejsze Wigilie w niczym nie przypominają tych dawnych – zauważa z nutką goryczy. – W niektórych domach gospodynie już nawet barszczu nie potrafią ugotować. W moim rodzinnym domu mama i babcia całą Wilię uwijały się przy kuchni. Musiało być 12 potraw. Na stole zawsze był barszcz – biały, a nie ten czerwony z Ukrainy – z kaszą jaglaną i grzybami, ziemniaki polane olejem lnianym, kapusta z grochem, trzy kasze (jaglana, tatarczana i jęczmienna), pierogi z kapustą oraz kompot z suszonych gruszek. Hanna Rzeszut to nie tylko doskonała kucharka, ale i doskonała zielarka. Wiedzę o leczniczych roślinach zdobyła dość nietypowo, bo podczas odwiedzin u miejscowego znachora, który pomagał ludziom, wykorzystując właściwości ziół. – Są, według mnie, trzy najważniejsze zioła: wierzbownica, kłącze tataraku i dziurawiec. Dzięki nim nie muszę odwiedzać lekarzy – śmieje się. Mówi, że ostatni raz była u lekarza w 1961 r., kiedy urodziła syna.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół