• facebook
  • rss
  • Odzyskane skarby

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 35/2013

    dodane 29.08.2013 00:00

    536 obiektów zdaniem Sądu Okręgowego w Rzeszowie powinno wrócić do rodziny Tarnowskich.

    Rodzina Tarnowskich od dziesiątków lat zabiegała o odzyskanie swoich zbiorów, które po wojnie trafiły do różnych instytucji. Część z nich sami właściciele Dzikowa przed wrześniem 1939 r. zdeponowali m.in. w Ossolineum, chcąc w ten sposób uchronić je przed zniszczeniem lub grabieżą. Starania swojego ojca Artura, kontynuowane przez matkę Różę, podjęły również ich dzieci. Janowi Tarnowskiemu udało się już podpisać kwity depozytowe z Biblioteką Narodową i Biblioteką Jagiellońską, odzyskał również obrazy złożone w Muzeum Narodowym w Krakowie na Wawelu.

    Większość jednak obiektów, znajdujących się na wyposażeniu Zamku Dzikowskiego, trafiła w latach powojennych do Muzeum – Zamku w Łańcucie. I o nie upomniał się przed sądem. Wśród przedmiotów, które Sąd Okręgowy w Rzeszowie przyznał Tarnowskim, są cenne obrazy, grafiki, antyczne rzeźby przywiezione przez Walerię i Feliksa, założycieli kolekcji, rodowe srebra, meble, w tym słynne biurko księcia Poniatowskiego. – Pozostały jeszcze wazy, które można zobaczyć na starych zdjęciach Dzikowa, ale niestety nie ma ich w żadnych spisach – mówi Jan Tarnowski. – Będziemy o tym rozmawiać z dyrekcją Zamku w Łańcucie. Zabytki, które sąd nakazał zwrócić, są na ogół w bardzo dobrym stanie, łańcuckie muzeum dbało o nie. Owszem, w magazynach jest troszkę destruktów, ale stanowią niewielką część. W trakcie procesu sądowego rolę eksperta pełnił dr Adam Wójcik, dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Tarnobrzega. – Pan Jan Tarnowski spytał mnie, czy byłbym w stanie opracować ekspertyzę, w której należałoby udowodnić, że obiekty znajdujące się obecnie w zbiorach Muzeum – Zamku w Łańcucie stanowiły niegdyś własność jego rodziny – wyjaśnia Adam Wójcik. – Przy czym należy zaznaczyć, że w inwentarzach łańcuckiego muzeum jest wyraźnie wpisane, że wspomniane zabytki pochodzą z Dzikowa. Były one bowiem przekazywane przez szkołę rolniczą sukcesywnie w kilku rzutach, w różnych okresach. I w Łańcucie nikt nie ukrywał źródła ich pochodzenia. Ale problem polegał na czymś innym. Chodziło o to, by na podstawie posiadanej wiedzy, zachowanej dokumentacji historycznej udowodnić, że owe przedmioty rzeczywiście należały do rodziny Tarnowskich i były na wyposażeniu Zamku Dzikowskiego. – Tutaj pomocne były głównie inwentarze zamku, spisy, relacje, a także fotografie, na których można było zidentyfikować interesujące obiekty. Naturalnie muzeum w Łańcucie posiada dokumentację inwentaryzacyjną nie tylko w postaci opisów, ale również zdjęć. Porównując nasze, historyczne, powstałe w 1917 r. fotografie z łańcuckimi, można było bardzo łatwo rozpoznać poszczególne przedmioty – wyjaśnia A. Wójcik. W trakcie przygotowywania ekspertyzy, przeglądając dokumenty Archiwum Dzikowskiego, znajdujące się w wawelskim oddziale Archiwum Narodowego w Krakowie, natrafił na korespondencję pomiędzy hrabią Zdzisławem Tarnowskim a paryskimi marszandami odnośnie niektórych obrazów. Sprawa dotyczyła wypożyczenia płócien na wystawy w Paryżu. – Był to zatem jeszcze jeden niezbity dowód przynależności obrazów do państwa Tarnowskich – podkreśla Adam Wójcik. – Pojawiła się jednak jeszcze jedna wątpliwość dotycząca ewentualności złożenia niektórych przedmiotów w zamku dzikowskim jako depozytu przez osoby trzecie – opowiada dyrektor MHMT. – Ale na takie informacje nikt nigdy nie natrafił. Ponadto wiadomo, że Tarnowscy sami swoje zbiory tuż przed wybuchem II wojny światowej przekazali jako depozyt do innych instytucji, jak choćby do Ossolineum. Najtrudniej przedstawiała się kwestia przedmiotów, co do których nie zachowały się żadne przekazy. Wówczas należało szukać informacji pośrednich. – Tak było w przypadku sreber opatrzonych herbami Pilawa i Leliwa, które przygotowano w związku ze ślubem Zofii Potockiej i Zdzisława Tarnowskiego, był to bowiem jedyny taki mariaż w historii obu tych arystokratycznych rodów – wyjaśnia Adam Wójcik. Ekspertyza dr. Wójcika była tak przekonująca, że w trakcie rozprawy przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie prawnicy reprezentujący Muzeum – Zamek w Łańcucie oraz Podkarpacki Urząd Marszałkowski nie mieli do niego żadnych pytań. – Sędzia skomentował to uwagą, że jest to chyba pierwszy taki przypadek w tym sądzie, gdy strony nie mają do eksperta żadnych pytań – dodaje z uśmiechem dr Wójcik. – Dla nas, mam na myśli muzeum tarnobrzeskie, jest to bardzo ważne wydarzenie. Mamy bowiem nadzieję, że obiekty te, powracając na swoje miejsce, wzbogacą sale Zamku Dzikowskiego. O powrocie odzyskanych pamiątek do Dzikowa zapewnia również Jan Tarnowski: – Większość obiektów zapewne złożymy jako depozyt rodzinny w Zamku Dzikowskim, zgodnie z wolą naszych rodziców – mówi. Po uprawomocnieniu wyroku i ostatecznym wyjaśnieniu sprawy z muzeum łańcuckim rodzina Tarnowskich zapowiada podjęcie podobnych kroków w stosunku do obiektów znajdujących w gestii Muzeum Okręgowego w Rzeszowie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół