• facebook
  • rss
  • Jak w ulu

    ks. Tomasz Lis


    |

    Gość Sandomierski 25/2013

    dodane 20.06.2013 00:00

    Praca i pasja. Janowskie i świętokrzyskie strony to miejsca, gdzie jednym z naturalnych skarbów są produkty pszczelarskie. Prawie w każdym ogródku stoi po kilka uli, które niestety już niedługo mogą zostać puste.


    By docenić prawdziwy smak i właściwości miodu, najlepiej trafić do pszczelarza na miodobranie, gdy złoty, słodki syrop z plastrów trafia do słoików. – Tak naprawdę to my im ten skarb podkradamy – z uśmiechem tłumaczy pan Józef, świętokrzyski pszczelarz, odymiając bzyczące robotnice. – Cała praca rodziny pszczelej jest nastawiona na zbieranie i zagospodarowanie pokarmu, odchowanie młodych i zgromadzenie zapasów na zimę. Podbierając miód, ingerujemy trochę w ten proces, ale znając pracowitość pszczół, wiemy, że wszystko nadrobią – dodaje.


    Gryka jak śnieg biała


    Rolnicze janowskie strony, nastawione na uprawę gryki, to istny raj dla pszczół. Gdy zakwita popularna tatarka, zapach czuć w całej okolicy. – Kwiaty gryki to bardzo duży pożytek dla pszczół. Gdy jest odpowiednia temperatura i kwiat dobrze nektaruje, to pszczela rodzina potrafi wyprodukować kilkanaście litrów miodu w ciągu kilkunastu dni. A że ta roślina to jakby symbol naszego regionu, to i miód z tego okresu nazwaliśmy „Gryczany Godziszowski” i jest on wpisany na listę produktów regionalnych – tłumaczy Jan Biegas, prezes Rejonowego Koła Pszczelarzy w Godziszowie.
W jego pasiece aż roi się od pszczelich domków. Obecnie w tym brzęczącym gospodarstwie pracuje prawie 130 pszczelich rodzin. Miejscowe koło to ponad 100 miłośników pszczelarstwa i blisko 7 tysięcy pszczelich rodzin. – Koło liczy ponad 40 lat, naszym wewnętrznym świętem jest święto Matki Bożej Gromnicznej, bo w tym dniu po raz pierwszy zrzeszyli się okoliczni pszczelarze. Ponadto co roku wyjeżdżamy na ogólnopolską pielgrzymkę na Jasną Górę, by dziękować i prosić o potrzebne łaski Maryję i św. Ambrożego, naszego patrona. Oczywiście zabieramy ze sobą nasz sztandar – dodaje pan Jan.
W pobliskim sanktuarium w Janowie Lubelskim w jednej z sal urządzono minimuzeum pszczelarskie, gdzie zgromadzono dawne sprzęty, którymi posługiwali się bartnicy i pszczelarze. Można zobaczyć także wiekowy ul i galerię pszczelarskich produktów. Na wystawie ciekawie prezentują się przeróżne woskowe świece, figurki świętych i inne wyroby pochodzące od pszczelego roju. – Tradycje pszczelarskie prawdopodobnie zaszczepili tutaj dominikanie. Przez wieki okoliczni pszczelarze ofiarowywali sanktuarium świece woskowe i inne produkty. Wystawa powstała, aby zachować i utrwalić kulturę związaną z tym zawodem i pasją oraz lokalne produkty – wyjaśnia ks. Jacek Staszak, proboszcz sanktuarium.


    Słodkie życie


    Jest w błędzie ten, kto myśli, że pszczelarze mają iście słodką pracę i miodowe życie. Pszczelarska fortuna, czyli ilość pobranego miodu, zależna jest od wielu czynników. – Na pewno ważne są pogoda i ilość kwiatów, czyli pożytek, z którego mogą korzystać pszczoły. Deszcze i niskie temperatury nie sprzyjają nektarowaniu, co odbija się na miodowych zbiorach. Ważne są także kondycja i zdrowie pszczół oraz doświadczenie pszczelarza – wymienia Jan Biegas. Pszczelarskie związki organizują szkolenia i kursy kwalifikacyjne, które pomagają zdobyć konieczną wiedzę na temat pszczelich tajemnic. – Pomocą służą nam fachowcy z Pszczelej Woli, którzy dzielą się wynikami najnowszych badań oraz przekazują konieczną wiedzę, by dobrze i efektywnie gospodarować pszczołami. Jednak praktyczne umiejętności każdy zdobywa indywidualnie podczas codziennych prac przy ulach lub od starszych pszczelarzy – dodaje.
Praca w pasiece trwa cały rok. Wiosną trzeba przejrzeć ule, usunąć owady, które padły podczas zimy, i zbadać kondycję roju. Gdy zachodzi potrzeba, trzeba je podkarmić, aby pszczoły nie głodowały, gdy jeszcze nie ma należytej ilości pokarmu na zewnątrz. Lato to nieustanna kontrola nad pszczelą rodziną, gdy jest za ciasno w małym domku, rodzina dzieli się i jedna jej część opuszcza ul, co osłabia wydajność miodową. – Oczywiście, miło jest, gdy roju rok jest obfity i możemy pobrać dużo miodu. Ale są lata, gdy miodu pobiera się mało, a pszczoły trzeba dożywiać, aby nie padły z głodu. Nie każdy rok jest miodem płynący – tłumaczy pan Józef.
Nie jest także łatwo sprzedać słodki produkt. Ci, którzy gospodarują dużą liczbą rodzin, najczęściej oddają miód do spółdzielni pszczelarskich, zajmujących się jego dystrybucją lub przerobem na inne produkty. Wielu pszczelarzy prowadzi także sprzedaż indywidualną. – Każde zarejestrowane gospodarstwo jest monitorowane przez służbę weterynaryjną i posiada nadany numer producencki, aby było wiadomo, skąd pochodzi dany produkt. To chroni przed nieuczciwą konkurencją – wyjaśnia pan Jan z Godziszowa. Jak twierdzą pszczelarze, ceny miodów nie odpowiadają kosztom produkcji, ale gospodarowanie jest jeszcze opłacalne. W ostatnich latach polscy spadkobiercy bartników mogą korzystać z unijnych dopłat na lekarstwa dla pszczół oraz unowocześnienie i wyposażenie gospodarstwa pasiecznego.


    Kraina miodem kapiąca?


    Od kilku lat nie tylko naukowcy, ale i sami pszczelarze biją na alarm, że sytuacja tych pracowitych owadów staje się bardzo poważna. Zmniejsza się nie tylko liczba samych hodowców, ale przede wszystkim kształtowane przez człowieka środowisko staje się miejscem, gdzie pszczołom coraz trudniej jest nie tylko pracować, ale i przeżyć. – Albert Einstein miał powiedzieć, że jeśli z ziemi zniknie pszczoła, człowiekowi pozostaną tylko cztery lata życia. Nie brzmi to zachęcająco w sytuacji, kiedy obserwujemy naprawdę duże upadki rodzin pszczelich. Przyczyn jest wiele. Główna to zbyt duża ilość chemii w naszym otoczeniu. My tego tak nie odczuwamy, ale maleńki organizm pszczoły szybko reaguje na zatrucia. Stosowane w rolnictwie i sadownictwie opryski niszczą chwasty, których kwiaty dla pszczół są źródłem pobierania pokarmu. Robione są również opryski na owady szkodniki, które nie są obojętne dla pszczół. Ponadto pszczoły mają także swoje szkodniki i choroby – opowiada Jan Biegas.
Jeszcze kilka lat temu pszczelarze obserwowali roje pszczół żyjące poza pasiekami, dziś to już coraz rzadszy widok. – Stare, spróchniałe drzewa dawały im schronienie i możliwość budowy swojego gniazda, dziś gospodarka leśna usuwa takie drzewa i występowanie pszczół w stanie dzikim jest prawie zerowe – dodaje. Jak się okazuje, dużym zagrożeniem dla tych owadów jest także sam cukier podawany przez pszczelarzy w formie syropu, jako pokarm na zimowe miesiące. – Kiedyś cukier czyszczony był wapnem, dziś stosuje się chlor i sole chemiczne, dla pszczół są one jednak zabójcze, i coraz więcej rodzin nie przeżywa zimy – żali się pan Józef, który kilka lat temu stracił wiele pszczelich rodzin. Do tego dochodzą choroby, które coraz częściej dotykają pszczelą populację. 
– Głównym pasożytem jest waroza, która może zniszczyć całą pasiekę. Oczywiście są odpowiednie leki, ale w ostatnim czasie prawo unijne zabrania korzystania z tych najbardziej skutecznych, a pszczele szkodniki uodparniają się na te, które są dostępne – wyjaśnia pszczelarz z Godziszowa.


    Podtrzymać tradycję


    Dla wielu pszczelarstwo to pasja przejęta w rodzinie lub zaszczepiona przez innych bartników. Jan Biegas podchwycił ją w młodości od wujka, który sprezentował mu pierwsze ule i pszczoły. – Kończyłem szkołę rolniczą, gdy dostałem pierwsze dwie rodziny, które do dziś rozwinęły się w pasiekę liczącą od 130 do 150 uli. Pracuje przy niej cała rodzina. Jeden z synów też już ma własną, a drugi, który także zaraził się tą pasją, jest księdzem – opowiada godziszowski miłośnik pszczelarstwa.
Podobnie w świętokrzyskim gospodarstwie pana Józefa, choć liczy ono niewiele uli, stanowi jednak także oczko w głowie syna Mateusza, który od lat podpatruje, jak doglądać pszczele rodziny. – Wiele osób niepotrzebnie pszczołę kojarzy z bolesnym użądleniem. One atakują tylko wtedy, gdy są zagrożone. Obchodząc się z nimi umiejętnie, nie trzeba się ich obawiać. Poznając ich pracę i zorganizowanie, można być pod wielkim wrażeniem perfekcyjności i porządku. W naszych rodzinnych planach mamy powiększenie pasieki, która staje się rodzinnym hobby – komentuje Mateusz.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół