Słodki lek i gorzkie zmartwienia

ks. Tomasz Lis

|

Gość Sandomierski 20/2020

publikacja 14.05.2020 00:00

Kształtowane przez człowieka środowisko staje się miejscem, gdzie pszczołom coraz trudniej jest nie tylko pracować, ale i przeżyć.

Wiosenny przegląd pasieki. Wiosenny przegląd pasieki.
ks. Tomasz Lis /foto gość

Sandomierszczyzna ma bogate tradycje pszczelarskie i – jeszcze starsze – bartnicze. W dawnych kronikach możemy znaleźć zapisy mówiące o tym, że Puszcza Sandomierska zasobna była w barcie pszczele, z których dawni pszczelarze pozyskiwali miód. Sam zawód bartnika cieszył się dużym uznaniem, a ci, którzy go wykonywali, mieli autorytet społeczny. Wraz z wiekami pszczelarstwo ewoluowało i z leśnego bartnictwa przekształciło się w gospodarkę pasieczną, gdzie pszczoły zamieszkują w ulach, jakie dobrze znamy. Jednym z najbardziej znanych pszczelarzy i badaczy pszczół był ks. Jan Dzierżon, który nie tylko odkrył proces dzieworództwa, ale przyczynił się też do rozwoju badań nad tymi owadami. Niestety, w ostatnich latach nie tylko zmniejsza się liczba samych hodowców pszczół, ale przede wszystkim środowisko zmienia się na niekorzyść tych owadów. Dlatego nie tylko pszczelarze, ale i naukowcy biją na alarm, że trzeba je chronić.

Gdzie te miododajne kwiaty?

Wiosną pasieki budzą się do życia, a pszczoły zaczynają intensywną pracę. – W naszej rodzinnej pasiece zimę przetrwały wszystkie rodziny pszczele. Owady ruszyły już na pierwsze pożytki, które obfitują w pyłek kwiatowy. Jednak ciągła susza powoduje, że rośliny mniej nektarują, a pszczoły przez to mają mniej pożytku nektarowego na produkcję miodu – opowiada Adrian Wołos, pszczelarz z Gorzyczan. – Niestety, w mojej pasiece były zimowe straty. Straciłem trzy pnie, czyli pszczele rodziny. Powodem były choroby, coraz częściej dotykające pszczoły, którym coraz trudniej poradzić sobie z wpływami cywilizacyjnymi. Reszta pszczelich rodzin zaczęła pracę bardzo dobrze. Oczywiście, każdy z uli wymaga osobnej uwagi i interwencji – wyjaśnia Mateusz Lis, pszczelarz ze Świętokrzyskiego. – Jeśli chodzi o zimowlę (zimowanie pszczół – red.), to w naszym regionie odnotowaliśmy około 15-procentowy spadek rodzin pszczelich. To efekt dwóch chorób: Nosema apis i Nosema ceranae, które są chorobami układu pokarmowego pszczół. Musimy wiedzieć, że pszczoła to bardzo pracowity owad, ale jednocześnie bardzo delikatny i podatny na różne czynniki – podkreśla Jan Świś, prezes Okręgowego Związku Pszczelarzy w Sandomierzu. Jak dodaje, jeszcze kilkadziesiąt lat temu, gdy zaczynał swoją przygodę z pszczelarstwem, nikt nie mówił o chorobach pszczół. Miały one swoje szkodniki, jak waroza, jednak ogólnie te owady były synonimem zdrowia i żywotności. Niestety, wraz z rozwojem cywilizacji i zmianami środowiska, jakie za nim idą, pogarsza się także dobrostan pszczół. Pszczoły najbardziej podatne są na środki chemiczne stosowane w nowoczesnym rolnictwie. – Straciły także ważne dla nich miejsca, z których czerpały pokarm. Z naszych krajobrazów zniknęły lipy i akacje, którymi obsadzano pobocza dróg lub które dumnie rosły na miedzach między polami. Pszczoły zbierały nektar z kwiatów, które rosły w naszych przydomowych ogródkach, a dziś każdy chce mieć tylko zielony trawnik, gdzie nie uświadczy się miododajnych kwiatów. Także samo ustawodawstwo nie sprzyja temu, aby coraz więcej osób zajmowało się pszczelarstwem. Wprowadzone ostatnio zarządzenia mocno komplikują założenie i wyposażenie pasieki przez pszczelarza, bo wymagań jest bardzo dużo – uważa pan Jan. W okręgu sandomierskim działa 12 kół, które zrzeszają 470 pszczelarzy. W ich pasiekach pracuje ok. 14 tys. rodzin pszczelich. – Trzeba pamiętać, że poza tymi zrzeszonymi hodowcami pszczół istnieje też duże grono pszczelarzy niezrzeszonych. Jest to ok. 30 proc. liczby pszczelarzy należących do związku – dodaje prezes.

Co w ulu piszczy...

Jest w błędzie ten, kto myśli, że pszczelarze mają iście słodką pracę i miodem płynące życie. Pszczelarska fortuna, czyli ilość pobranego miodu, zależna jest od wielu czynników, a prowadzenie pasieki wymaga fachowej wiedzy oraz dużego nakładu czasu i pracy. Zima to czas uśpienia pasieki, jednak już wczesną wiosną każdy pszczelarz bada stan i kondycję rodzin pszczelich. – Gdy tylko temperatura podniesie się w okolice 12 stopni Celsjusza, pszczelarze sprawdzają, jak pszczoły przezimowały. Te owady nie zasypiają na zimę, jak by się mogło wielu wydawać, tylko działają ze zmniejszoną aktywnością. Ciekawostką jest to, że przez całą zimę są bardzo blisko siebie, tworząc tak zwany kłąb, i tam utrzymują stałą temperaturę, chroniąc siebie i królową przed zimnem. Wiele pszczół nie przeżywa zimy, spadają na dno ula, tworząc tam pewnego rodzaju cmentarzysko, które po zimie pszczelarz musi uprzątnąć. Jeżeli kondycja rodziny pszczelej jest słaba, jeśli jest mało pszczół, trzeba dołożyć do ula ramki z tzw. pierzgą. To bardzo ważny pokarm, którym pszczoły karmią młode osobniki. Każda rodzina pszczela robi zapas tego pokarmu latem i jesienią, aby na wiosnę mieć czym karmić nowe pokolenie pszczół. Gdy jest go za mało, rodzina słabo się rozwija. Często zdarza się także, że trzeba wspomóc rodzinę specjalnym pokarmem, tzw. ciastem pszczelim robionym na bazie cukru lub innych naturalnych produktów – opowiada Jan Świś. Jak wiadomo, główną pszczołą w ulu jest pszczela matka. – Wiosną pszczelarze muszą sprawdzić także jej kondycję i czy jest ona w rodzinie. Czasem się zdarza, że matka padła zimą lub zaginęła podczas wiosennego oblotu. W takiej sytuacji trzeba zadbać o nową matkę lub tak poprowadzić pszczelą rodzinę, aby wyhodowała nową królową – dodaje pszczelarz.

Gryka woli ciepło

By docenić prawdziwy smak i właściwości miodu, najlepiej trafić do pszczelarza na miodobranie, gdy złoty, słodki syrop z plastrów trafia do słoików. – Tak naprawdę to my im ten skarb podkradamy – przyznaje z uśmiechem Mateusz Lis, świętokrzyski pszczelarz, odymiając bzyczące robotnice. – Główne zadanie pszczoły to zapylanie kwiatów, w bonusie za wykonaną pracę pobiera ona z kwiatów pyłek i nektar. Znoszony do ula przerabiany jest na pokarm dla pszczół i gromadzony jako słodkie zapasy. Podbierając miód, ingerujemy trochę w ten proces, ale znając pracowitość pszczół, wiemy, że nadrobią to, z czego uszczuplimy ich spiżarnię – dodaje. Wiosną, gdy tylko pozwala na to temperatura, pszczoły ruszają do pracy. – Już nawet pod koniec lutego czy w pierwszych dniach marca pszczoły wylatują, by zbierać pyłek na kwiatach leszczyny i kwiatostanach wierzby, czyli popularnych baziach. To bardzo ważny pożytek, który służy do karmienia młodych pszczół. Wraz z nadejściem wiosny zaczynają się pierwsze pożytki nektarowe, gdzie oprócz pyłku pszczoły mogą zbierać nektar, z którego potem w ulu powstaje miód. Pierwszymi kwiatami obfitymi w nektar są: mirabelki, stokrotki, mniszek lekarski czy też miododajne rośliny uprawowe, jak rzepak. Oczywiście wielkim zasobem nektarowym są kwitnące sady. Zdarza się czasem tak, że pięknie kwitnące kwiaty nie zawsze zawierają cenny nektar przerabiany przez pszczoły na miód. Aby kwiaty nektarowały, potrzebna jest odpowiednia temperatura otoczenia i wilgotność. Na przykład bardzo popularna gryka, która jest rośliną miododajną, nektaruje tylko wtedy, gdy są ciepłe i wilgotne noce. Sam nektar pszczoły mogą zbierać w godzinach przedpołudniowych, bo gdy tylko wyjdzie słońce, kwiaty tej rośliny przestają produkować cenny płyn – wyjaśnia Jan Świś. Częstą praktyką pszczelarzy jest prowadzenie pasiek wędrownych. Polega to na wywozie uli w miejsca, gdzie aktualnie jest dużo roślin nektarujących, czyli na tzw. pożytek pszczeli. – Takie praktyki, jak doskonale wiedzą pszczelarze, wymagają zgody odpowiednich instytucji weterynaryjnych oraz przestrzegania pewnych zasad koleżeńskich. Nie do końca uczciwe jest przywożenie swoich uli, gdy na danym obszarze pracują pszczoły innego pszczelarza. Chyba że za jego wiedzą i zgodą – podkreśla prezes sandomierskich pszczelarzy. Dużym zmartwieniem hodowców są stosowane w rolnictwie opryski chemiczne na owady, które pasożytują na uprawach. Środki te niewłaściwie stosowane są największym zagrożeniem dla populacji pszczelej. – Jesteśmy zgodni z rolnikami i sadownikami, że współczesne rolnictwo nie będzie istniało bez odpowiedniej ochrony środkami chemicznymi. Jednak rolnicy doskonale znają zasady prowadzenia takich zabiegów chemizacyjnych oraz wytyczne, kiedy mogą je przeprowadzać. Apelujemy, aby stosowali się do zaleceń producentów i prowadzili opryski po oblotach pszczół, wieczorem lub nocą. Dodam tylko, że gdy sad zapylany jest przez pszczoły, plon podnosi się o ok. 30 procent, a same owoce są dużo zdrowsze i bardziej okazałe. Podobnie sytuacja ma się na plantacjach rzepaku lub innych roślin uprawnych. Przy odpowiedzialnie i prawidłowo stosowanych zabiegach i rolnicy uchronią swoje uprawy przed szkodnikami, i nasze pszczoły zbiorą cenny nektar. Źle stosowane opryski szkodzą i pszczołom, ale także ludziom, bo przyniesiony nektar z elementami chemii sprawia, że miód zamiast cennym lekiem staje się nośnikiem szkodliwych substancji. Dlatego apelujemy o współdziałanie w trosce o zdrowie nasze i pszczół – podkreśla pan Jan. – Wiele osób niepotrzebnie pszczołę kojarzy z bolesnym użądleniem. One atakują tylko, gdy są zagrożone. To bardzo pożyteczny owad, bez którego nasz ekosystem nie przetrwa długo. Poznając ich pracę i zorganizowanie, można być pod wrażeniem wielkiej perfekcyjności, porządku i współdziałania, które pod wieloma względami mogą być dla nas, ludzi, wzorem – podsumowuje Mateusz Lis.