Wigilia u sołtysa

Andrzej Capiga

|

Gość Sandomierski 51-52/2019

publikacja 19.12.2019 00:00

– Do wieczerzy siadaliśmy w sześcioro: moi rodzice, ja i trzy siostry. Była oczywiście choinka, którą ozdabialiśmy orzechami owiniętymi w kolorową bibułę. Za oświetlenie służyły świeczki. Mimo że nie było pod nią prezentów, i tak było bardzo radośnie: życzenia, kolędy. Po wigilii maszerowaliśmy 4,5 km na Pasterkę do kościoła w Zaleszanach – opowiadała Henryka Skwara ze Zbydniowa.

Jasełkowe przedstawienie w wykonaniu uczniów szkoły w Zbydniowie. Jasełkowe przedstawienie w wykonaniu uczniów szkoły w Zbydniowie.
Andrzej Capiga /Foto Gość

Piotr Bednarz jest wieloletnim sołtysem Zbydniowa, miejscowości w gminie Zaleszany, oraz kilkukrotnym zwycięzcą plebiscytu na najlepszego sołtysa stalowowolskiego powiatu. Od kilku lat, razem z KGW oraz kołem Żywego Różańca, organizuje też wigilie dla mieszkańców swojego sołectwa. Najpierw odbywały się one w miejscowej OSP, a od tego roku w zbydniowskiej szkole.

– To chyba już 15. wigilia. Robimy ją w Adwencie, w czasie wyciszenia i pojednania z bliskimi i sąsiadami, w oczekiwaniu na święto Bożej Rodziny, ale poniekąd również naszych rodzin, całej zbydniowskiej społeczności. Wszyscy ochoczo włączamy się w organizację tego spotkania. Ludzie bardzo na nie czekają. Są bardzo wzruszeni. Mogą bowiem spotkać się ze znajomymi, porozmawiać, złożyć sobie życzenia, no i pokosztować wigilijnych dań przygotowanych przez panie z KGW w Zbydniowie i Dzierdziówce – powiedział pan Piotr. Około 30 gospodyń przez trzy dni przygotowywało na Wigilię w Zbydniowie 130 porcji ryby po grecku, pierogów z kapustą i grzybami, barszczu czerwonego z paluchami, kompotu z suszu i wiele ciast. Potrawy te bardzo smakowały 82-letniej Henryce Skwarze i jej o pięć lat starszemu mężowi Stanisławowi. Pani Henryka dobrze pamięta skromne wigilijne wieczerze w rodzinnym domu. – Na stole był barszcz, pierogi z grzybami, kasza z miodem i makiem oraz kapusta z grochem. Do wieczerzy siadaliśmy w sześcioro: moi rodzice, ja i trzy siostry. Była oczywiście choinka, którą ozdabialiśmy orzechami owiniętymi w kolorową bibułę. Za oświetlenie służyły świeczki. Mimo że nie było pod nią prezentów, i tak było bardzo radośnie: łamanie się opłatkiem, życzenia, kolędy. Po Wigilii maszerowaliśmy 4,5 km na Pasterkę do kościoła w Zaleszanach – zwierzyła się pani Henryka. W tym roku na Wigilii u państwa Skwarów będzie cała najbliższa rodzina, w tym dwie wnuczki. Nie zabraknie prezentów pod choinką. Jednym z uczestników Wigilii był także proboszcz parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Zbydniowie ks. Zygmunt Lipiec, który pobłogosławił opłatki. – Jak uwierzyć w prawdę, którą niebo i ziemia objąć nie mogą, a w Chrystusie ona rzeczywistością się staje. W tym roku już po raz 2019. będziemy świętować tę tajemnicę. A my wciąż mamy swoją drogę do Betlejem. I dopóki nie uwierzmy w tę tajemnicę, będziemy, zajęci swoimi sprawami, żyć obok niej. I niby będziemy się radować, ale to będzie tylko choinka i stół. W tych świętach chodzi przecież o coś innego: aby Bóg się w nas narodził. Święty Jan nazwał tę tajemnicę miłością. Życie bowiem narodziło się z miłości i gdy jej w nim zabraknie, nic nie będzie warte – podkreślił proboszcz. W części artystycznej zbydniowskiej Wigilii, której gościem był też wójt gminy Zaleszany Paweł Gardy, z jasełkowym przedstawieniem wystąpili uczniowie Szkoły Podstawowej w Zbydniowie.