Malarski duet

Marta Woynarowska

|

Gość Sandomierski 8/2019

dodane 21.02.2019 00:00

– Pani Maria była wyśmienitą malarką, jej mąż Stanisław zaś specjalizował się w grafice – zauważa Jerzy Krzemiński.

◄	Jubileuszowa wystawa w sandomierskim muzeum. ◄ Jubileuszowa wystawa w sandomierskim muzeum.
Marta Woynarowska /Foto Gość

W drugiej połowie lat 80. Jerzy Krzemiński, ówczesny kustosz i kierownik działu literatury Muzeum Okręgowego w Sandomierzu, uczestniczył w rozmowach z Marią i Stanisławem Dawskimi o przekazaniu kolekcji ich prac do sandomierskiej instytucji. W 30. rocznicę przejęcia spuścizny po artystycznym małżeństwie Muzeum Okręgowe przygotowało monograficzną wystawę olejnych obrazów Dawskich. – Prezentujemy na wystawie 55 dzieł, stanowiących zaledwie mały fragment zbioru malarstwa Dawskich, liczącego 162 płótna – mówi Bożena Ewa Wódz, kustosz działu sztuki, która razem z Bogumiłą Gancarz jest współautorką wystawy.

Sandomierskie muzeum posiada największą kolekcję prac artystycznego małżeństwa, liczącą ponad 600 obiektów, na którą obok obrazów olejnych, grafik, rysunków czy szkiców składają się także listy oraz fotografie. Ekspozycja została podzielona na dwie zachodzące na siebie części – jedna przedstawia prace profesora Dawskiego, druga– profesor Dawskiej. – Ukazane są one w układzie chronologicznym, począ- wszy od obrazów powstałych na początku lat 40. i 50. ubiegłego wieku, w których dominuje jeszcze realizm, poprzez kolejne fazy ich zainteresowań, aż po dzieła z końcowego stadium twórczości, uwidaczniającego fascynację abstrakcją typu geometrycznego i kolorystycznego – mówi Bożena Wódz.

W obrazach Marii Dawskiej pojawiają się nawet elementy surrealizmu. Odnosząc się do twórczości malarskiej Stanisława Dawskiego, kustosz zwraca uwagę na interesujące eksperymenty artysty, prowadzone między realizmem a abstrakcją, ale zaznacza, że był on zdecydowanie lepszym grafikiem niż malarzem. – W swoim notatniku pod datą 4 stycznia 1974 roku zapisał bardzo ładną myśl: „Staram się zawsze dać widzowi taki obraz, by poczuł się on odkrywcą nowego świata, nowego świata w sobie” – przytacza słowa twórcy.

Dlaczego małżeństwo artystów zdecydowało się na Sandomierz? – Niewątpliwie przyczyniła się do tego Ludmiła Marjańska, poetka, prozaiczka, która pojawiła się w Sandomierzu w 1986 roku, tuż po zorganizowaniu tzw. górki literackiej, prowadzonej przez dział literatury naszego muzeum – wyjaśnia Jerzy Krzemiński, emerytowany kustosz działu literackiego. – Znajomość z małżeństwem Dawskich zainicjowała pisarka, która u progu lat 80. pracowała nad powieścią „Stopa trzeciej Gracji”, rozgrywającą się w środowisku malarzy. Dawscy pełnili funkcję konsultantów. Niewykluczone, że mogli również stać się inspiracją dla pisarki. W jaki sposób doszło do naszych rozmów o małżeństwie, nie pamiętam. Być może pani Marjańska coś napomknęła o nich, a dalej już sprawa zaczęła toczyć się sama. Miałem nawet okazję gościć w mieszkaniu artystów w Warszawie, wypełnionym dawnymi dziełami, zabytkami oraz ich pracami. Oboje byli już wiekowi – ona urodziła się w 1909 r., jej mąż cztery lata wcześniej, i szukali miejsca, w którym mogliby zdeponować swoją kolekcję. Wówczas pani Marjańska podsunęła im myśl o Sandomierzu. Ówczesny dyrektor Jerzy Waszkiewicz ochoczo podszedł do sugestii przyjęcia przez muzeum depozytu ze spuścizną artystów.

Razem z ówczesną kustosz działu sztuki Urszulą Stępień wielokrotnie odwiedzali małżeństwo w Warszawie, prowadząc rozmowy, które zakończyły się w 1988 roku podpisaniem porozumienia w sprawie przejęcia depozytu. Do przekazania go muzeum doszło dość szybko, bo już w 1991 roku (profesor zmarł w 1990 roku, jego żona trzy lata później). Ponadto placówka zakupiła od Marii Dawskiej 20 obrazów. 139 prac, w tym głównie grafik jej męża otrzymała w darze. – Pierwsze wizyty odbywały się w towarzystwie Ludmiły Marjańskiej, kolejne miały już charakter bardziej towarzyski – wspomina Urszula Stępień, dzisiejsza kustosz MD. – W mieszkaniu było bardzo dużo doskonałej, unikatowej ceramiki i szkła, należy bowiem podkreślić, że Stanisław Dawski powołał Katedrę Szkła w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu, obecnie Akademii Sztuk Pięknych. Bez Dawskiego, co należy podkreślić, nie zaistniałaby twórczość Józefa Gielniaka, wybitnego grafika parającego się głównie linorytem. Profesor go odkrył, zachęcił do tworzenia i dzięki temu mamy wspaniałe linoryty z Bukowca.

Urszula Stępień podkreśla, że Sandomierz Dawskim nie był obcy. Maria przyjeżdżała do niego w latach 50. i 60. ze swymi studentami na plenery malarskie. Świadectwem tego są szkice sandomierskich zaułków oraz fotografia zrobiona w tym mieście. Małżeństwo Dawskich (ona właściwie Maria Stanisława Moszaro Zimmerman Dawska, on Stanisław Kopciuch) byli po wojnie wykładowcami w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu, a po 1969 r. w warszawskiej ASP.