Zakonnica z piłką

Andrzej Capiga

|

Gość Sandomierski 14/2018

publikacja 05.04.2018 00:00

Dziesięć drużyn awansowało do wielkiego finału, który zostanie rozegrany 7 i 8 kwietnia w hali sportowej Zespołu Szkół nr 3 im. Króla Jana III Sobieskiego w Stalowej Woli.

S. Dawida Ryll przyjechała do Stalowej Woli z drużyną chłopców. S. Dawida Ryll przyjechała do Stalowej Woli z drużyną chłopców.
Andrzej Capiga /Foto Gość

Niestety, po jednym remisie i kilku porażkach do dalszej rundy nie awansowała drużyna z Samtela Zbydniów.

Gorycz porażki

– Przyjechaliśmy w osłabionym składzie. Ponadto był to nasz debiut na tym turnieju – tłumaczy swoich graczy Damian Fila, trener i prezes klubu LZS Zbydniów, który założył piłkarską szkółkę dla dzieci. – W klubie uczymy gry w piłkę nożną dzieci już w wieku 4 lat. Trenują u nas chłopcy i dziewczęta z całej gminy Zaleszany. W sumie 70 zawodników. Regularnie uczestniczymy w różnych piłkarskich rozgrywkach. Trenujemy cały rok, na trawie i w hali. I to jest fajne, bo dzieci nie siedzą przed ekranem komputera, lecz czynnie uprawiają sport i poznają, co to jest rywalizacja i współpraca w drużynie – dodał pan Damian. Filip gra w drużynie Samtel Zbydniów jako środkowy pomocnik. Dziś strzelił pięć bramek. – Grało mi się bardzo dobrze. Nie awansowaliśmy, bo przeciwnicy byli lepsi – przyznał, twierdząc, że najlepszą jego stroną jest technika, ale musi jeszcze popracować nad wytrzymałością.

Głodni sukcesu

S. Dawida Ryll, michalitka, przyjechała z drużyną Ora Przemyśl. – Prowadzę świetlicę profilaktyczno-wychowawczą w Przemyślu. Jej uczestnikami jest wielu sportowców. W piłkę grają zarówno chłopcy, jak i dziewczęta. Wystawiliśmy dwie reprezentacje – młodszą i starszą. Młodsi sukcesu nie odnieśli, ale walczyli dzielnie. Kilka lat temu nasze dziewczęta wygrały jednak turniej w Stalowej Woli – powiedziała s. Dawida, która wyznała też, iż fanką futbolu wprawdzie nie jest, ale bardzo kocha dzieci, stąd jej obecność w Stalowej Woli. Katarzyna Chuchra, która obecnie trenuje Orę Przemyśl, osiem lat temu wygrała stalowowolski turniej. – Byłam wtedy bramkarzem w grupie dziewcząt z gimnazjum. Teraz pracuję w świetlicy prowadzonej przez siostry michalitki. Trenuję chłopców w grupie wiekowej od czwartej klasy wzwyż. Na razie nie mamy sukcesów, ale jesteśmy ich bardzo głodni – przyznała pani Katarzyna.

Nie kalosz

Wiktoria Krawiec, kiedyś podopieczna stalowowolskiego Oratorium, również grała w tym turnieju. Teraz jako dorosła osoba udziela się w nim jako wolontariusz. – Piłkę kopałam przez kilka lat. Było różnie, jak to w sporcie. Zawsze jednak chętnie grałyśmy, bo to wspaniała zabawa. Teraz już nie gram, ale mecze w telewizji oglądam – powiedziała Wiktoria. Mieczysław Żurawski jest jednym z trzech arbitrów sędziujących turniej, którego organizatorem jest Stowarzyszenie Opieki nad Dziećmi Oratorium, działające przy parafii Trójcy Przenajświętszej. Jako jedyny robi to od samego początku. I to charytatywnie. – Na pewno trzeba się bardziej przyłożyć do pracy niż z dorosłymi, gdyż młodzi nie znają przepisów, a poza tym są wrażliwi na wszelkie przejawy niesprawiedliwości. Nie ma brutalności w grze, najczęściej jest to łapanie przeciwnika za koszulkę. Z roku na rok coraz lepiej grają też dziewczęta – zauważa pan Mieczysław.