Naprawdę Chrystus

Gość Sandomierski 36/2016

publikacja 01.09.2016 11:44

Z Ewą Czaczkowską, autorką bestselleru „Siostra Faustyna. Biografia świętej”, która spotkała się ze swoimi czytelnikami w Niżańskim Centrum Kultury „Sokół” w Nisku, rozmawia Andrzej Capiga.

◄	Dziennikarka podczas spotkania z czytelnikami w Nisku. ◄ Dziennikarka podczas spotkania z czytelnikami w Nisku.
Andrzej Capiga /Foto Gość

Andrzej Capiga: Dlaczego zainteresowała się Pani właśnie św. Faustyną i Bożym miłosierdziem?

Ewa Czaczkowska: Jest to związane z moimi osobistymi poszukiwaniami duchowości. Ponadto św. Faustyna odegrała bardzo ważną rolę w moim osobistym życiu. To była połowa lat 90. Zaczęłam jeździć do miejsc związanych z życiem świętej, na przykład do Świnic Warckich, Warszawy na ul. Żytnią, gdzie znajduje się klasztor, do którego wstąpiła św. Faustyna, czy do Łagiewnik. Czytałam też „Dzienniczek” oraz poznawałam ludzi, w których życiu s. Faustyna odegrała ważną rolę. Potem dopiero pojawiła się myśl napisania jej biografii.

Jak zbierała Pani materiały do biografii świętej?

Książka „Siostra Faustyna. Biografia świętej” ma charakter reportażu. Jest bowiem dla ludzi, którzy jeżdżą śladami tej świętej. Opisane są w niej wszystkie miejsca, gdzie św. Faustyna mieszkała czy tylko była. Poznawałam te miejsca, zapoznałam się z ponad stu wspomnieniami, przede wszystkim sióstr zakonnych, które z nią mieszkały, oraz jej rodziny – matki, braci i siostry. Korzystałam też z zachowanych klasztornych kronik.

Jaki obraz św. Faustyny wyłania się z kart Pani książki?

Była to normalna osoba, przechadzająca się ul. Smolną w Warszawie w 1924 roku. Tą samą, którą sama się teraz przechadzam. Z drugiej strony bogata w mistyczne życie, które w niej się rozwijało. Była niezwykle silną osobowością, mocno stąpającą po ziemi. Inteligentna mimo słabego wykształcenia. Ogromnej pokory z przywódczymi nawet zdolnościami. Lubiła gromadzić wokół siebie inne osoby. Cierpiała fizycznie i moralnie. Szczególnie ciężki był dla niej okres od pierwszych objawień w Płocku, czyli od 22 lutego 1931 roku. Wówczas przez półtora roku nie spotkała nikogo, kto był ją upewnił, że jej objawienia to nie złuda ani fantazja, ale naprawdę Chrystus.

Potem pojawiły się inne książki, w tym „Cuda św. Faustyny”. Czy były to cuda dotyczące uzdrowień fizycznych czy duchowych?

Pisząc „Cuda św. Faustyny”, poznawałam ludzi, w których życiu s. Faustyna odegrała wielką rolę właśnie poprzez cuda. Specjalnie dobrałam do tej książki 12 historii, które opisują różnego typu cuda. Pokazują one, że Boże miłosierdzie nie zna granic. Dotyczą ono zarówno osób wierzących, jak i niewierzących, chrześcijan, muzułmanów i żydów. Cuda dotyczą uratowania życia, uzdrowienia, wyjścia z nałogów i magii czy urodzenia dziecka po dziesięcioletnim okresie bezowocnych starań. Jedna historia wiąże się na przykład ze zmarłym niedawno kard. Franciszkiem Macharskim, który został uzdrowiony z nowotworu jelita grubego. Były to lata 1992–1993 i nikt nie dawał mu wtedy większych szans na przeżycie. Dla mnie najmocniejsza dotyczy jednak Włocha Luciana Boschetta, który został uzdrowiony w 2004 r. z częściowego paraliżu. Do szpitala w Mediolanie przyszła do niego w nocy św. Faustyna. Luciano nie znał świętej, nie odmawiał Koronki do Miłosierdzia Bożego, nawet nie wiedział, co to jest. Jego siostra była jednak bardzo religijna i założyła w północnych Włoszech ogniska Bożego miłosierdzia.

Czy kontaktują się z Panią ludzie, którzy twierdzą, że po przeczytaniu tych książek ich życie się zmieniło?

Dostaję takie maile i są one bardzo wzruszające, pokazują bowiem, że to, co robię, ma sens. Nawet ostatnio otrzymałam list od polskiego księdza z Toskanii. Napisał, że po przeczytaniu książki o św. Faustynie musiał przemyśleć i przewartościować pewne rzeczy w swoim życiu.