Spoza krat

ks. Tomasz Lis

|

Gość Sandomierski 18/2016

publikacja 28.04.2016 00:00

Błędem jest myślenie, że więzienie może jedynie popsuć. Myli się ten, kto sądzi, że w więzieniu jest tylko samo zło. W osadzanych jest wiele wiary i nadziei, że uda się odbudować na nowo utracony kiedyś świat – opowiada mjr Simona Wojtowicz, kierownik penitencjarny Aresztu Śledczego w Nisku.

Więzienie to nie jest dom pełen zła, ale miejsce żalu i nadziei na przyszłość. Więzienie to nie jest dom pełen zła, ale miejsce żalu i nadziei na przyszłość.
zdjęcia HENRYK PRZONDZIONO/foto gość

tomasz.lis@gosc.pl Idąc główną ulicą Niska, mija się budynek, który choć mimo tego, że ma dobrze zabezpieczone okna, nie przypomina więzienia. Dopiero solidny mur zabezpieczony drutem kolczastym, mijany na ulicy obok, może nam to sugerować.

Widzieć bardziej dobro

W niżańskim areszcie śledczym karę pozbawienia wolności odbywają kobiety. Jest tu też oddział terapeutyczny dla tych uzależnionych od alkoholu. Niełatwo jest wyobrazić sobie więzienną codzienność. Najczęściej myślimy, że osadzeni cały dzień przebywają w celach, wychodząc na zewnątrz jedynie na czas więziennego spaceru. Tymczasem zadaniem służby więziennej jest pomoc osadzonym w resocjalizacji i powrocie do społeczeństwa po odbyciu kary. – W naszej pracy nie chodzi o to, aby rozgrzeszać lub usprawiedliwiać osoby, które tutaj się znalazły. Trzeba jednak dostrzec dobro, które w nich jest, i jak małą iskierkę rozdmuchać. Jeśli ktoś nie stara się dostrzec w nich ludzi o trudnym bagażu życiowym, którzy potrzebują i oczekują pomocy, to nie da rady tutaj pracować – wyjaśnia pani Simona. Jak opowiada, każda osadzona to osobna historia życia.