I choć nie będzie łatwo...

ks. Tomasz Lis


|

Gość Sandomierski 26/2015

publikacja 25.06.2015 00:00

Młodym poświęcają czas na katechezie i w kole misyjnym, samotnym zaniosą ciepły posiłek, porozmawiają chwilę i pocieszą.


Siostra Jolenta wraz z grupą misyjną Siostra Jolenta wraz z grupą misyjną
Zdjęcia ks. Tomasz Lis /Foto Gość

Aby znaleźć dom sercanek w Ćmielowie, trzeba trochę pokluczyć po wąskich uliczkach. To zwykły dom, niczym nie różniący się od innych, może tylko figurką Matki Bożej w ogródku. Jednak mieszkańcom to miejsce jest dobrze znane. Przychodzą do sióstr i starsi, i młodsi, by poczuć atmo-
sferę prawdziwego domu. Jak nakazuje zakonny zwyczaj, odwiedziny zaczyna się od kaplicy.


Ćmielowskie półwiecze


– Nasze zgromadzenie powstało pod koniec XIX wieku. Nasz założyciel, obecnie już święty biskup Sebastian Pelczar, widział potrzebę objęcia opieką i pracą wychowawczą młode dziewczęta, które przybywały z prowincji do Krakowa i często trafiały w złe towarzystwo. Siostry więc otrzymały zadanie otoczenia ich troską oraz chryzmat uwielbienia i wynagrodzenia Sercu Jezusowemu – opowiada s. Gabriela, przełożona ćmielowskiego domu.
W 1959 r. siostry przybyły 
do Ćmielowa. Nie było łatwo, bo przez kilka lat mieszkały w wynajmowanych pokojach u rodzin. „Podstawą utrzymania jest szycie kołder i bielizny kościelnej” – tak zapisano na pierwszych kartach zakonnej kroniki. Na starych fotografiach umieszczonych w księdze można zobaczyć, jak siostry pilnują dzieci podczas parafialnej procesji.
Dziś ich posługa trochę się zmieniła. Jedna z sióstr katechizuje w szkole, a druga posługuje w parafialnej zakrystii. Opiekują się samotnymi i chorymi w ich domach. Jak podkreślają, wiele osób opuszczonych, złożonych chorobą lub niedołężnością jest w tym wszystkim pozostawionych samym sobie, mimo że tuż obok tętni życie społeczne.


Warto iść tą drogą


W domu robi się gwarno. Ale dziecięce głosy nie tyle zakłócają ciszę zakonnego domu, co wnoszą do niego wielkie ożywienie. Siostra Jolenta wraca z kołem misyjnym z rowerowej wycieczki. Podczas cotygodniowych spotkań opowiada dzieciom o dalekich misjach i podsuwa wiele pomysłów, jak można stać się małym misjonarzem poprzez pomoc najbardziej ubogim. Coroczne jasełka misyjne to już stały punkt działalności koła.
O misjach może także opowiadać s. Gabriela, która przez ostatnie 15 lat posługiwała w Boliwii. – Ja również pracowałam w wielu miejscach: byłam katechetką, posługiwałam chorym, w kuchni, a teraz pomagam w zakrystii. To wymiar naszego powołania, które realizujemy tam, gdzie jesteśmy posłane. Ja przed wstąpieniem do sercanek dużo modliłam się o rozeznanie, czego Pan Bóg ode mnie oczekuje. Jeżdżąc do szkoły, wstępowałam do jednego z kościołów, g dzie były siostry służebniczki, jednak nie było mi dane z nimi porozmawiać o moich zakonnych planach. Taka okazja pojawiła się dopiero, gdy do rodzinnej parafii przyjechała s. Ewelina, sercanka. Ona podpowiedziała mi, że warto iść tą drogą, choć nie będzie łatwo. Dziś jestem szczęśliwa z tego wyboru – opowiada s. Kristina.
Czwartą ćmielowską sercanką jest s. Brygida, która jako seniorka wpiera posługę sióstr modlitwą i prostymi pracami.


Zakonnym okiem


siostra Gabriela, przełożona ćmielowskiej wspólnoty
– Staramy się, aby nasza obecność była pokorna i cicha, ale skuteczna i przynosząca chwałę Sercu Jezusowemu, bo to nasz zakonny charyzmat. Naszą duchową misją jest wynagrodzenie za ludzkie grzechy i oddanie czci Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. To właśnie serce i miłość są wyznacznikami naszej posługi innym. W Polsce prowadzimy wiele dzieł dobroczynnych: dom samotnej matki czy domy dla osób starszych, siostry posługują także w przedszkolach. W większych ośrodakach miejskich siostry opiekują się także dziewczętami, organizując dni skupienia i rekolekcje. Jesteśmy obecne na misjach w Boliwii i na Ukrainie. Nasz habit generalnie nie zmienił się, pewnym modyfikacjom ulegały tylko niektóre jego elementy. Stanowi go zakonna suknia oraz szkaplerz z wyhaftowanym na piersi Jezusowym Sercem. Na głowie nosimy welon. Latem używamy szarych habitów. W diecezji sandomierskiej posiadamy tylko jeden dom, gdzie wspólnotę zakonną tworzą cztery siostry.