Jesteśmy jak kamyki

ks. Tomasz Lis

|

Gość Sandomierski 11/2015

publikacja 12.03.2015 00:00

– Byłam oporna wobec powołania i chciałam udowodnić sobie, że go nie mam. Potem chciałam wybrać każdy inny zakon, tylko nie dominikanki. Jednak Bóg pokazał mi, że chce mnie właśnie tutaj – opowiada s. Róża.

S. Nazaria prezentuje pamiątki po matce założycielce S. Nazaria prezentuje pamiątki po matce założycielce
Tomasz Lis /Foto Gość

Siostry dominikanki uczyły mnie w szkole, należałam także do prowadzonego przez nie Eucharystycznego Ruchu Młodych, jednak wtedy nawet nie wchodziło w grę, że zostanę zakonnicą. Pierwsza myśl przyszła chyba po zdaniu matury, ale skutecznie ją oddalałam. Próbowałam udowodnić Panu Bogu, że nie mam powołania. Aż kiedyś siostra Maria przywiozła mnie do Wielowsi. Tutaj spotkałam siostrę, która kiedyś uczyła mnie religii. Opowiedziałam jej o swoich wątpliwościach i to ona doradziła mi, bym trochę wystawiła Pana Boga na próbę. I ta próba wypadła na Jego korzyść... To był znak dla mnie – opowiada siostra Róża, przygotowująca się do złożenia ślubów wieczystych.

Z kagankiem oświaty

Ta burzliwa historia podobna jest nieco do historii założycielki sióstr dominikanek, matki Kolumby Białeckiej. – Pochodziła ona z dawnych wschodnich polskich rubieży.

Jej planom wstąpienia do zakonu sprzeciwił się ojciec. Będąc słabego zdrowia, rozchorowała się jeszcze bardziej. Wizytujący dominikański klasztor w Podkamieniu generał zakonu spotkał się z młodą dziewczyną i zaproponował jej wyjazd do Francji, aby poznała założenia i działanie zgromadzenia sióstr dominikanek w Nancy. Ona znała tylko dominikanki klauzurowe, jednak ich charyzmat jej nie porywał. Chciała działać pośród ludzi. We Francji odbyła formację w Zgromadzeniu Sióstr Dominikanek Trzeciego Zakonu Regularnego i wróciła z ideą założenia nowego zgromadzenia w ojczyźnie. Podjęła się tego zadania, mając zaledwie 23 lata. Pierwszą trudnością było znalezienie miejsca na klasztor. Z pomocą przyszedł ówczesny proboszcz w Wielowsi, ks. Leszczyński, który zaprosił młodą siostrę Kolumbę do swojej parafii i ofiarował jej na klasztor wikarówkę. Tam zamieszkała matka Kolumba i dwie aspirantki – opowiada siostra Natalia, przełożona wielowiejskiego klasztoru. Młoda zakonnica, siostra Kolumba, widząc biedę i zaniedbanie edukacyjne i religijne wiejskich dzieci i młodzieży, za charyzmat zgromadzenia przyjęła zadanie głoszenia prawdy najbardziej potrzebującym przez katechizację, podnoszenie oświaty i niesienie pomocy chorym i cierpiącym. Hrabiowie Tarnowscy ofiarowali jej teren na budowę klasztoru razem z kaplicą. Równocześnie budowana była szkoła dla okolicznych dzieci. Siostry początkowo uczyły dzieci tylko w czasie, gdy te nie pracowały wraz z rodzicami w polu. – Od początku zamierzeniem matki była praca sióstr pośród ludu wiejskiego, gdzie było najwięcej osób biednych i zaniedbanych dzieci. Aby realizować ten charyzmat, do pewnego momentu nasze klasztory znajdowały się tylko na wioskach. Dziś i miasta stają się miejscem, gdzie żyje coraz więcej ubogich i zaniedbanych osób, dlatego również nasza posługa powoli przenosi się także do miast – dodaje s. Natalia.

Siostry pracują również jako katechetki w szkołach i posługują przy parafiach, prowadzą domy pomocy społecznej i otaczają opieką dzieci niepełnosprawne fizycznie i psychicznie, także te głęboko upośledzone. Prowadzą też placówki misyjne w Rosji i Kamerunie, posługują w USA, Kanadzie, we Włoszech, na Ukrainie i Białorusi.

Wspólnotowe szlify

Dziś w Wielowsi znajduje się dom sióstr seniorek oraz dom formacyjny – miejsce, gdzie do ślubów wieczystych przygotowują się młode siostry. – Uroczystość ślubów wieczystych odbywa się zawsze w rocznicę otwarcia pierwszego nowicjatu, czyli 8 sierpnia. Od tego miejsca zaczyna się historia zgromadzenia i tutaj znajduje się grób założycielki, której proces beatyfikacyjny trwa – dodaje przełożona. Obecnie kilka sióstr kończy formację przed złożeniem ślubów wieczystych. – Swoje powołanie odczytałam dość nagle. Było to podczas chodzenia po górach z przyjaciółmi. Jednego dnia zlało nas porządnie i szukaliśmy schronienia w pobliskim klasztorze. Furtę otworzył dominikanin z pytaniem: „Kogo szukacie?”. W mojej głowie padła odpowiedź: „Jezusa z Nazaretu”. I ta myśl nie dała mi już spokoju. Pewnego dnia złapałam się na tym, że mimowolnie szukam informacji o zgromadzeniach żeńskich – opowiada siostra Nazaria. Jak potwierdza, życie we wspólnocie wymaga niejednokrotnie wielu wyrzeczeń i kształtowania charakteru. – Schody nie zaczynają się, gdy odkrywa się powołanie, ale gdy przekracza się klasztorną furtę. Trzeba nauczyć się życia we wspólnocie, które tak naprawdę weryfikuje pierwotną decyzję. W naszym zgromadzeniu wspólnota to jeden z filarów duchowości. Jesteśmy tutaj jak kamyki, które początkowo, podczas codzienności, obrabiają siebie, aby nabrać gładkich kształtów dobrego wspólnotowego życia – dodaje.

Strój zgromadzenia zmieniał się w ciągu lat. – Kiedyś siostry nosiły bardzo specyficzne nakrycie głowy. Po Soborze Watykańskim II zmieniono je. Kolejna reforma przyszła kilkanaście lat temu. Obecnie nasz strój to biała tunika, szkaplerz, skórzany pas z różańcem oraz czarna kapa. Nakrycie głowy to czarny welon. Obecnie jest nas w zgromadzeniu blisko 400 sióstr. Na terenie diecezji posiadamy dwa klasztory: w Wielowsi i Bielinach – podsumowuje siostra Natalia.