Kosmiczne jaja na serio

ks. Tomasz Lis

|

Gość Sandomierski 44/2014

publikacja 30.10.2014 00:00

Choć ma dopiero 13 lat, swoimi wynalazkami już bada przestrzeń kosmiczną. Jest pierwszym naukowcem, który balonem wysłał jajka w stratosferę.

Był to pierwszy taki eksperyment w Sandomierzu. Start specjalnego balonu stratosferycznego obserwowało z wielkim zainteresowaniem ok. 200 osób. W dołączonej specjalnej kapsule umieszczone zostały kamera, jaja przepiórcze i dwa żołędzie. Pierwszą kosmiczną misję Łukasz Kondefer, uczeń gimnazjum katolickiego, zaliczył do udanych.

Lot nad przepiórczym gniazdem

Start balonu to wynik kilku lat marzeń, skrupulatnie zdobywanej wiedzy oraz pomocy życzliwych osób. – Sam pomysł zrodził się dwa lata temu, gdy w internecie zobaczyłem podobne eksperymenty. Pomyślałem, że i ja mógłbym coś takiego zrobić, bo od lat marzę o badaniu kosmosu. Już wcześniej wysyłałem balony z karteczkami informacyjnymi, ale żadna nie spotkała się z informacją zwrotną. Tutaj wiedziałem, że tak muszę skonstruować balon, aby był on swego rodzaju laboratorium naukowym – opowiada Łukasz. Ruszył więc po naukę, zdobywając odpowiednią wiedzę z zakresu fizyki, chemii i astronautyki. Równocześnie zaczął gromadzić potrzebne do lotu materiały. – Moim marzeniem nie było tylko wypuszczenie balonu, chciałem jeszcze coś sprawdzić, przebadać, udowodnić. Szukałem czegoś, z czym jeszcze nie eksperymentowano, bo podobnymi projektami zajmuje się Copernicus Project, który badał już w takich warunkach nasiona i drożdże – opowiada młody naukowiec. Balon ze specjalnego tworzywa musiał kupić w internecie. Ale już kapsułę badawczą wykonał z pomocą rodziców. – Aby konstrukcja była lekka, a przy tym wytrzymała i żeby izolowała ciepło, wykonałem ją ze styropianu. To świetny materiał. Spadochron zrobiliśmy z mamą z poszycia zwykłego parasola, co – jak się okazało – zdało egzamin wyśmienicie – dodaje z uśmiechem. Głównym przedmiotem eksperymentu były... jajka. Łukasz wybrał te przepiórcze, ponieważ są mniejsze i lżejsze od kurzych. Cztery z nich umieścił w środku kapsuły, a jedno na zewnątrz, na specjalnym wysięgniku. Dodatkowo znalazła się tam także kamera, która miała obserwować lot i rejestrować przebieg eksperymentu. Lot i odnalezienie gondoli po tym, jak wróci na ziemię, zaplanował poprzez zamontowanie w niej odbiornika GPS.

Ruch przed Fabryką Ruchu

– W samym przedsięwzięciu pomogła mi grupa lokalna Strefa Nauki wraz z panem Pawłem Żerebcem. Datę startu wyznaczyliśmy na październik, bo wtedy odbywa się najwięcej takich eksperymentów. Dwa lata temu w październiku ze stratosfery skakał Felix Baumgartner – podkreślał młody naukowiec. Start balonu odbył się przed Fabryką Ruchu przy ulicy Okrzei. – Aby balon mógł wystartować, wpuściliśmy w niego 1,8 metra sześciennego helu, co wystarczyło, aby unieść kapsułę ważącą około 600 gramów. Balon miał średnicę blisko 150 cm. Wystartował o 14.20, unosząc się z prędkością 6 metrów na sekundę. Na wysokość szczytową 32,5 km wzniósł się po mniej więcej 2 godzinach lotu. Panowała tam wtedy temperatura –70 stopni Celsjusza i, niestety, baterie w kamerze się rozładowały, dlatego nie mamy pełnego zapisu lotu. Na takiej wysokości balon pękł i zaczęło się opadanie, które trwało około 20 minut – relacjonuje Łukasz. Jak opowiada, spadochron zadziałał perfekcyjnie, bo kapsuła wylądowała bezpiecznie w miejscowości Kozice Dolne. Opadający obiekt zauważył rolnik orzący pole. – Jak nam opowiadał, bał się do niego zbliżyć, jednak ciekawość zwyciężyła. Odczytał komunikat umieszczony na kapsule i zadzwonił do nas. Odebraliśmy ją od niego po 22.00 i od razu obejrzeliśmy nagrany przez kamerę film. Widoki zapierały dech w piersi. Byłem dumny z eksperymentu – podkreśla gimnazjalista. Jajko znajdujące się na zewnątrz nie wytrzymało temperatury i zamarzło, jednak te w środku przetrwały eksperyment i zostały oddane do inkubacji. – Wynik poznamy około 28 października, bo wtedy przewidziany jest ewentualny wylęg piskląt. Żołędzie zasadzę na wiosnę i będę obserwował ich kiełkowanie i wzrost. Cieszę się także z efektu zastosowania w kapsule chlorku wapnia, który skutecznie pochłaniał wilgoć, dzięki czemu szkło w kamerze nie zaparowało i film dobrze się nagrał. Jest to mój patent na kontrolowanie zmiany wilgoci przy zmianach ciśnienia i temperatury – dodaje z dumą. Nagrany film pokazuje zmieniającą się w miarę wznoszenia panoramę. Łukasz opowiada, że linię Wisły widać z bardzo wysoka oraz że nagranie pokazuje także ukazującą się już krzywiznę ziemi i czarne niebo, które widoczne jest po minięciu atmosfery. – Po wylądowaniu kapsuły i obejrzeniu filmu już wiedziałem, co powinienem udoskonalić w kolejnych lotach. Jednak moim marzeniem jest skonstruowanie kapsuły z urządzeniem pokładowym z zaprogramowaną siecią neuronową, która działa indukcyjnie, czyli jak mózg człowieka, tylko w wielkim uproszczeniu. Ona mogłaby wykonać wiele zleconych badań. Planuję także konstrukcję rakiety badawczej, która poleciałaby na małą wysokość, około jednego kilometra, ale z konkretnymi zadaniami. Ale to na razie plany. Teraz oczekuję efektów eksperymentu z tego lotu – podsumowuje Łukasz.