Miała być Komunia...

ks. Tomasz Lis

|

Gość Sandomierski 28/2013

publikacja 11.07.2013 00:00

Za współpracę z partyzantami 4 lipca 1943 r. Niemcy spalili żywcem 21 osób. Równie tragiczny los spotkał kolejne 20. Już tylko kilka osób pamięta tamte chwile.

 – Na pamiątkowej tablicy są nazwiska naszych najbliższych – pokazuje Aleksander Klepacz – Na pamiątkowej tablicy są nazwiska naszych najbliższych – pokazuje Aleksander Klepacz
ks. Tomasz Lis /GN

Co roku, niezależnie od okoliczności, mieszkańcy położnej pośród lasów wioski Bór Kunowski zbierają się w miejscu męczeńskiej śmierci swoich bliskich i znajomych, by uczcić ich pamięć. – Ten dzień jest dla nas swojego rodzaju świętością. I mimo że nas, którzy przeżyli tamte chwile, jest już coraz mniej, to jednak pamięć o tamtym dniu wciąż w nas trwa – ze wzruszeniem opowiada Aleksander Klepacz.

W przypadającą w tym roku siedemdziesiątą rocznicę tamtych wydarzeń w miejscu pierwotnego pochówku ofiar pacyfikacji odprawiono Mszę św. pod przewodnictwem ks. Włodzimierza Czerwińskiego, kunowskiego proboszcza. Przedstawiciele władz samorządowych gminnych i powiatowych, delegacje kombatanckie i strzeleckie oraz mieszkańcy wsi i młodzież złożyli kwiaty pod pomnikiem pomordowanych. Odbył się także Apel Poległych, podczas którego odczytano listę mieszkańców zabitych podczas pacyfikacji. – Tamtej niedzieli miała odbyć się Pierwsza Komunia Święta dzieci w parafii w Kunowie. Wiele rodzin wybierało się ze swoimi pociechami na Mszę św., ale nie było im dane dotrzeć. Kilkoro z nich zginęło w płomieniach stodoły podpalonej przez hitlerowców – opowiada Aleksander Klepacz. Akcję pacyfikacyjną okupanci rozpoczęli już wczesnym rankiem, otaczając wojskiem całą wieś. – Mieli przygotowane listy z nazwiskami tych, którzy wspomagali partyzantów. Niektórym udało się uciec do lasu lub skutecznie ukryć, ale były to tylko jednostki. Wiele osób hitlerowcy rozstrzelali podczas prób ucieczki na polach lub w lesie. Tak zginęli mój ojciec i brat – opowiada pan Aleksander. Po zrewidowaniu całej wioski w jednej ze stodół zamknięto dwie rodziny – Skrzydłów i Góreckich – oraz inne osoby wykazane na liście. – W płomieniach zginęło dwadzieścia jeden osób. Kolejne dwadzieścia dwie zostały zastrzelone lub zamordowane w bestialski sposób podczas całej akcji – dodaje. Mimo upływu lat mieszkańcy Boru Kunowskiego oraz okolicznych wiosek gromadzą się na uroczystościach upamiętniających poległych bohaterów, by przekazywać młodym, jak wielka była ofiara ponoszona za wolność ojczyzny.