Nowy numer 47/2022 Archiwum

Człowiek nieba i anioł ziemi

W tym roku przypada 80. rocznica śmierci bł. ks. Antoniego Rewery. Kapłana wpisanego w historię Sandomierza i diecezji z racji pełnionych za życia funkcji, jak też wielkiego społecznika i oddanego swym parafianom proboszcza, który za umiłowanie prawdy poniósł męczeńską śmierć w obozie zagłady.

Ksiądz Antoni Rewera jeszcze za życia nazywany był „sandomierskim Franciszkiem”, bowiem szczególnym rysem jego duchowości było wielkie umiłowanie św. Franciszka z Asyżu. Owocowało ono ojcowską troską o tercjarstwo oraz założeniem Zgromadzenia Córek św. Franciszka Serafickiego.

Niemal całe swoje życie związał z Sandomierzem. To w tym królewskim mieście ukończył szkołę średnią oraz studia filozoficzno-teologiczne w Wyższym Seminarium Duchownym, po których otrzymał święcenia kapłańskie i gdzie pracował przez 49 lat. Najpierw jako profesor i wykładowca przyszłych kapłanów, potem jako duszpasterz pełniący obowiązki wikariusza w parafii katedralnej, a następnie jako proboszcz parafii św. Józefa. Określany jest również mianem „męczennika za prawdę”, gdyż po aresztowaniu przez Niemców w marcu 1942 r. przyznał się do czytania prasy podziemnej. Jak wyjaśniał później współwięźniom: „Przecież nie mogłem kłamać”. Gestapowcom, którzy obiecali go zwolnić, jeśli powie, od kogo dostaje prasę podziemną, powiedział: „Moi parafianie mają do mnie zaufanie. Ja ich wydać nie mogę”. Skierowano go za to do hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, a następnie do Dachau. Tam – po doświadczeniu wielu nieludzkich cierpień i upokorzeń, które znosił w duchu wiary i pokory – zmarł z wycieńczenia 1 października 1942 r.

Korona męczeństwa

Śmierć sandomierskiego kapłana przychodziła powoli, przez kilka miesięcy. Była owocem tortur i bestialskiego traktowania przez ludzi nienawidzących Polaków, ale też i Boga. – Początkiem jego męczeństwa było aresztowanie przez gestapo 16 marca 1942 r. W tym dniu ks. Rewera został rano zabrany z kościoła św. Józefa, gdzie w zakrystii przygotowywał się do sprawowania Mszy św. pogrzebowej swojego parafianina. Brutalnie wywleczony ze świątyni, wraz z całą rzeszą sandomierzan, najpierw został uwięziony w sandomierskim zamku, skąd wywieziono go do Oświęcimia i stamtąd, w czerwcu, przetransportowano do Dachau – przypomina s. Klara Radczak, sekretarka generalna Zgromadzenia Córek św. Franciszka Serafickiego. Dla całej wspólnoty zakonnej ważną datą związaną z męczeństwem swojego założyciela jest także 15 marca, przeddzień aresztowania. – Wieczorem 15 marca 1942 r. nasz założyciel gościł w domu zgromadzenia po raz ostatni. Pięknie i ze szczegółami to ostatnie spotkanie z „Drogim Ojcem” opisała ówczesna kronikarka zgromadzenia s. Felicja Werpechowska. Niestety, wskutek działań wojennych dom pierwszej wspólnoty, który mieścił się przy ul. Krakowskiej 14, tuż nad Wisłą, został trafiony pociskiem i doszczętnie spalony. Siostry jakimś cudem same ugasiły pożar, ale nie wszystko udało się uratować – mówi s. Klara. We wspomnieniach tych, którzy przeżyli obóz, ks. Rewera pozostał człowiekiem cichym, uprzejmym, uczynnym. Ciężki krzyż cierpienia i upokorzeń przyjmował w duchu wiary z całkowitym poddaniem się woli Bożej. W pamięci wielu utkwiły jego konferencje, zwłaszcza o Komunii św. duchowej, oraz postawa nacechowana miłością przebaczającą w stosunku do obozowych katów. Księża, którzy ocaleli z gehenny obozowej, podkreślali, że „ks. Rewerze brakowało korony męczeńskiej i taką osiągnął”. – Informacja o śmierci ks. Rewery dotarła do diecezji i została podana w Kronice Diecezji Sandomierskiej już w 1942 roku. Dopiero jednak w 1949 r. z inicjatywy parafian św. Józefa w Sandomierzu ufundowano w tymże kościele tablicę z wyrytym napisem „Ukochany proboszcz sandomierzan zamęczony i spalony przez hitlerowców w Dachu 1 X 1942. Zginął za wiarę i Ojczyznę”. Poświęcenie i odsłonięcie tablicy odbyło się w 7. rocznicę aresztowania, a dokładnie 20 marca 1949 r. Dopiero ten dzień był symbolicznym pogrzebem ks. Rewery. Uroczystość zgromadziła licznie kapłanów, siostry zakonne i parafian oraz mieszkańców Sandomierza i okolic. Mówiono, jak zapisała kronikarka s. Felicja, że „chciano w ten sposób oddać cześć świątobliwemu kapłanowi”. Już za życia bowiem ks. Rewerę nazywano świętym, a on, według zapisków s. Felicji, bardzo tym się martwił i szczerze ubolewał. Mówił, że takie określenie jest dla niego swego rodzaju krzyżem i upokorzeniem, ale „w swoim stylu” cierpliwie je znosił – podkreśla s. Klara Radczak. Postawa kapłańska ks. Antoniego Rewery była zbudowaniem dla znających go i korzystających z jego posługi kapłańskiej, a następnie wielkim wsparciem i pociechą dla towarzyszy więziennej i obozowej niedoli. – Może właśnie z tego powodu, tuż po śmierci, zaczęła krążyć pogłoska o tym, że zwłoki nie spłonęły w krematorium. Jeden z jego współtowarzyszy ocalały z obozu napisał nawet do kurii biskupiej sandomierskiej: „Proszę napisać o tym nowym Męczenniku w miesięczniku diecezjalnym i zachęcić do modlitwy o beatyfikację”. To ważna informacja, gdyż to opinia świętości, która zrodziła się już w Dachau – przekazuje s. Klara. O świątobliwości życia ks. Rewery było przekonane nie tylko sandomierskie duchowieństwo, ale także i przede wszystkim zgromadzenie zakonne, które założył. Siostry przez pierwsze lata po wojnie podjęły starania o zatwierdzenie kanoniczne zakonu oraz pielęgnowały pamięć o swoim założycielu. Lata modlitw i starań o wyniesienie na ołtarze swojego założyciela przyniosły pierwsze skutki w postaci rozpoczęcia 26 stycznia 1992 r. we Włocławku procesu kanonizacyjnego bł. Michała Kozala oraz procesu beatyfikacyjnego 92 towarzyszy męczeństwa (potem ta liczba uległa zmianie i w sumie beatyfikowano 108 męczenników). Do grona tego, z ramienia diecezji, włączony został również ks. Antoni Rewera. Nadzieje i modlitwy o beatyfikację urzeczywistniły się 13 czerwca 1999 r., gdy w Warszawie Jan Paweł II wyniósł do chwały ołtarzy nowych polskich męczenników II wojny światowej.

Wzór męstwa i świętości

– Można więc mieć przekonanie, że pamięć o ojcu Antonim po jego śmierci trwała i trwa nieprzerwanie. Nie tylko wśród nas, jego duchowych córek, ale także wśród duchowieństwa i licznego grona wiernych. Wiąże się ze wspomnieniami, ale i z modlitwą do Boga za jego przyczyną. Taki też jest cel kultywowania jego pamięci, by orędował za nami przed Panem, wypraszał nam potrzebne łaski, a także, a może przede wszystkim, inspirował nas do życia prawdą i miłością. Oddał życie za prawdę i prawdomówność, ale też za bliźnich. Ani przez całe lata posługi duszpasterskiej w Sandomierzu, ani potem w więzieniu i obozach nigdy nie chronił, ani nie oszczędzał siebie, a wręcz przeciwnie, zawsze służył i pomagał innym i to ze wszystkich sił. I myślę, że jak o niektórych świętych, można także i o naszym ojcu Antonim powiedzieć, że „był człowiekiem nieba i aniołem ziemi” – mówi s. Klara. Siostra Katarzyna Victoria Kwiatkowska, przełożona generalna Zgromadzenia Córek św. Franciszka Serafickiego podkreśla, że każda epoka ma swoje wzorce postępowania, ideały i swoich bohaterów, ale jedynym nieprzemijającym i wciąż aktualnym wzorcem jest świętość. I chociaż jednych zachwyca, a innych przeraża, to jest powszechnie uznaną formą doskonałości życia człowieka, który swą wielkość odkrywa i realizuje w blasku Bożej świętości. – Pragniemy, by przykład świętości ojca założyciela pociągał nas i wszystkich ludzi do takiego oddania Bogu i do takiej wierności prawdzie, jaką on prezentował, by nam pomagał trwać przy Chrystusie bez względu na okoliczności życia – dodaje. Wspólnota zakonna nie zapomina o męczeństwie swojego ojca założyciela. Oprócz modlitwy, katechez czy zwoływanych konferencji na temat jego życia siostry organizują także uroczyste rocznice jego aresztowania i śmierci. – Jako wspólnota zakonna córek św. Franciszka Serafickiego zapraszamy na wspólną modlitwę w 80. rocznicę śmierci naszego założyciela 3 października w kościele św. Józefa w Sandomierzu. Uroczystości rozpoczną się o 17.30 wykładem pt. „Ks. Antoni Rewera – heroizm wobec prawdy”, który wygłosi ks. prof. dr hab. Marek Tatar z UKSW. Po nim zostanie odprawiona Msza św. pod przewodnictwem bp. Krzysztofa Nitkiewicza. Dajmy się przekonać, że święci nie umierają. Święci żyją w swoich dziełach, żyją dla nas, by być przykładem całkowitego oddania się Bogu i człowiekowi, tak jak nasz błogosławiony – podkreśla matka generalna.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy