Nowy numer 9/2021 Archiwum

Powstańczym śladem

160 lat temu niepodległościowe nastroje rozbudziło nabożeństwo żałobne u janowskich dominikanów. Wielu mieszczan dołączyło do walki, płacąc za to życiem lub zesłaniem.

Tereny janowskie były idealnym terenem do działań konspiracyjnych i tworzenia się grup partyzanckich. Bliskość granicy z Cesarstwem Austrii pomagała spiskowcom, którzy korzystając z utartych leśnych szlaków, mogli sprowadzać z Galicji broń oraz fundusze na przygotowanie powstania. Lasy Janowskie były doskonałym miejscem do ukrycia tworzących się oddziałów powstańczych i prowadzenia przez nich walki partyzanckiej. – O nastrojach patriotycznych i dużej świadomości niepodległościowej mieszkańców Janowa świadczy fakt, że zaledwie dwa tygodnie po krwawych zajściach w Warszawie z 27 lutego 1861 r., kiedy to podczas patriotycznej demonstracji carskie wojsko zabiło 5 jej uczestników, w Janowie zorganizowano nabożeństwo żałobne w dominikańskim kościele – opowiada Antoni Sydor, historyk i regionalista. To ono stało się sygnałem i impulsem do lokalnych przygotowań powstańczych.

Patriotyczny zapalnik

Jak dodaje pan Sydor, mieszkańcy całego regionu mieli duże poczucie przynależności narodowej i ze starannością pielęgnowali wartości patriotyczne. W działania wolnościowe włączyli się księża z parafii w Białej i janowscy dominikanie. – Pod bokiem władz carskich w Janowie działała siatka konspiracyjna, która zajmowała się przerzutem broni z Galicji. W tę działalność angażował się dominikanin o. Kajetan Maciejowski, który po powstaniu został zesłany do Omska, gdzie zmarł – opowiada pan Sydor. Głównymi inicjatorami nabożeństwa żałobnego, które zorganizowano w Janowie 13 marca 1861 r., byli pracownicy miejscowego sądu oraz włościanin z Zofianki Józef Lotz. – To on skierował zaproszenie na to nabożeństwo do różnych grup społecznych, w tym także do Żydów, którzy stanowili znaczący procent mieszkańców miasteczka. W przekazach zapisano, że na nabożeństwo przybyło kilkaset osób, co jak na ówczesny Janów i agresywną politykę zaborców daje liczbę znaczącą – podkreśla Antoni Sydor. Jak opisuje to wydarzenie Grzegorz Krzak, na zorganizowanym nabożeństwie stawili się w komplecie pracownicy sądu z przypiętymi czarnymi kokardami, urzędnicy miejscy i powiatowi. Byli też obecni burmistrz Odelski, sekretarz miejski Czerniawski, lekarz powiatowy Wasilewski, budowniczy powiatowy Dąbrowski i inni. – Na środku kościoła ustawiono krzyż otoczony cierniową koroną oraz katafalk z napisem: „Modlitwy za poległych dnia 27 lutego 1861 r. w Warszawie”. Taca przeznaczona była na ofiary dla wsparcia rodzin poległych i rannych podczas warszawskiej demonstracji. Zebrano około 100 rubli – opisuje G. Krzak. Choć nabożeństwo odbywało się w kościele dominikańskim, Mszę św. żałobną sprawował ks. Jan Hetner, proboszcz z Białej, do której przynależeli mieszkańcy Janowa. W kronikach zapisano, że przy akompaniamencie organów śpiewano pieśni żałobne oraz hymn „Boże, coś Polskę”.

Powstanie w lubelskiem

Oczywiście te wydarzenia nie uszły uwagi władz carskich w Lublinie, które powiadomił naczelnik powiatu, niejaki Skibiński. Kolejnym wydarzeniem, które zaniepokoiło władze, a samej ludności dało duże poczucie tożsamości narodowej, był coroczny odpust w kościele dominikańskim na Matkę Bożą Siewną, obchodzony 8 września. Pośród przybyłych około 6 tys. pielgrzymów było kilka grup z „rewolucyjnymi hasłami”, jak to określono w pismach do władz carskich. Duże zaniepokojenie władz carskich budziła grupa pątników z Kraśnika, która przybyła ze sztandarem i godłami narodowymi. Mimo represji nabożeństwa w kościołach czy Msze żałobne nabierały coraz częściej charakteru demonstracji patriotycznych, a w lokalne społeczności wlewały ducha niepodległościowego. Ogłoszony 14 października 1861 r. przez cara stan wojny w całym Królestwie Polskim pozwalał władzom na wprowadzenie zakazu wszelkich zgromadzeń i był początkiem szeregu aresztowań działaczy niepodległościowych. Podobnie jak w całym kraju cele więzienia w Janowie zaczęły zapełniać się aresztowanymi Polakami. W areszcie znalazł się organizator janowskich nabożeństw patriotycznych Józef Lotz z Zofianki, ordynacki strażnik leśny Albin Krechowski oraz wielu janowskich mieszczan. – Jak wiemy, przyczyną wybuchu powstania stał się pobór młodych Polaków do służby w carskim wojsku. Służba trwała 15 lat i odbywana była w niezwykle trudnych warunkach i odległych miejscach. Dla wielu młodych pobór był życiową klęską, dlatego zamiast iść na pewną śmierć w obcej armii, woleli zmierzyć się z wrogiem i ginąć za ojczyznę – wyjaśnia Antoni Sydor. W styczniu 1863 r. zawiązany Rząd Narodowy ogłosił stan insurekcji. – Już w pierwszych dniach powstania Lubelszczyzna przyłączyła się do działań i w wielu miejscach stoczono pierwsze potyczki. W Kraśniku młodzież ruszyła do lasów stróskich już 20 stycznia i kierowała się na Janów. Pod Modliborzycami dołączył do nich oddział z Urzędowa i grupa liczyła ponad 400 osób, jednak młodzi powstańcy byli bardzo słabo uzbrojeni. Mimo bojowych nastrojów w obliczu nadchodzących wieści, że na ich spotkanie wyruszył carski oddział z garnizonu w Janowie, grupa powstańcza niemal się rozproszyła. Na miasto ostatecznie ruszył oddział Solmana, jednak bez powodzenia. Został rozbity pod Modliborzycami. Na przybycie powstańców w dominikańskiej dzwonnicy oczekiwał Stanisław Jończyk, by dać znak konspiratorom do rozpoczęcia walki. Niestety, nie doczekał się, a sam po powstaniu został skazany na osiedlenie w Twerze – opisuje wydarzenia G. Krzak.

Janowscy powstańcy

Udany atak na garnizon rosyjski w Janowie przeprowadził oddział powstańczy z Radomyśla nad Sanem. 23 stycznia powstańcy, dowodzeni przez Jerzego Panterę i Teodora Cukrowskiego, przekroczyli granicę z Galicji do zaboru rosyjskiego i podciągnęli pod Janów przez okoliczne lasy. Grupa powstańców liczyła około 40 osób. Umundurowani byli w niebieskie bluzy i czapki konfederatki. Ochotnicy z Janowa walczyli w różnych oddziałach powstańczych. Najbardziej znani mieszkańcy, którzy ruszyli do powstania, to Michał Łukaszewicz, uczestniczący w 18 bitwach i ranny pod Żyrzynem, kolejnym był Wincenty Boliński, ranny pod Łęczną, Gustaw Tański, walczący w oddziale Hugona Gramowskiego. Niezwykle ciekawą powstańczą postacią był urodzony w Janowie Ordynackim Tomasz Fusiarski, który w momencie wybuchu powstania był klerykiem sandomierskiego seminarium. Wraz z grupą kolegów seminarzystów poszedł do powstania. W stopniu podporucznika służył pod komendą Ulatowskiego w oddziałach Langiewicza. Walczył między innymi pod Staszowem, Małogoszczą, Pieskową Skałą, Skałą, Chrobrzą, Sosnówką, Grochowiskami. Po powstaniu był urzędnikiem bankowym.

Borelowski i ochotnicy z Węgier

Jedną z ważniejszych postaci dowódczych powstania na Lubelszczyźnie był Marcin Borelowski „Lelewel”. W pierwszych miesiącach działań zbrojnych poniósł ze swoim oddziałem spore straty. Musiał wycofać się do Galicji, by przeformować oddział. Wyruszył z Galicji 28 sierpnia 1863 r. i po dwóch dniach dotarł do Józefowa. 3 września pod Panasówką podjął zwycięską bitwę z Moskalami. Jednak przeważające siły wroga ruszyły w pościg za powstańcami. Po trzech dniach forsownego marszu jego oddział zatrzymał się we wsi Otrocz. Strudzeni powstańcy odpoczywali, gdy zostali niespodziewanie zaatakowani przez Rosjan. Zgrupowanie powstańców wycofało się w kierunku Batorza. Pułkownik Borelowski zwołał naradę sztabową, gdyż sam był przeciwny podejmowaniu walki. Sztab postanowił inaczej, motywując to dogodnym ukształtowaniem terenu, w którym można było zaskoczyć Rosjan. Podczas bitwy Borelowski został ranny w nogę i kręgosłup. Zmarł na polu walki. W bitwie pod Batorzem zginęło 30 powstańców, rannych zostało 47, w tym kilku oficerów, a kilkudziesięciu wzięto do niewoli. Śmierć „Lelewela” wpłynęła deprymująco na powstańców, którzy załamali się, stracili animusz i wolę walki. – Należy pamiętać, że w powstaniu styczniowym brało udział około 1000 Węgrów, rewanżując się za udział Polaków z gen. Bemem w Wiośnie Ludów 1848 r. W oddziałach Lelewela walczyło 17 huzarów węgierskich z końmi i bronią. Wśród nich był hrabia Edward Nyary, który uprzednio brał udział w Wiośnie Ludów na Węgrzech z gen. Bemem. Zginął pod Panasówką. Pamiątką po ich obecności jest ulica Ochotników Węgierskich w Janowie Lubelskim – dodaje Antoni Sydor.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama