Nowy numer 47/2020 Archiwum

Szkoła ducha i serca

Przez 200 lat sandomierskie seminarium wykształciło ponad 2300 kapłanów, wśród których są biskupi, męczennicy i błogosławieni. Również dziś dojrzewają tu kapłańskie powołania.

Stojąc na szczycie Bramy Opatowskiej, jedynej, która pozostała po średniowiecznych murach obronnych Sandomierza, nie sposób nie zauważyć położonych niemal u jej stóp zabytkowych budynków otoczonych wysokim murem. Od stu lat w zabudowaniach dawnego klasztoru panien benedyktynek do kapłaństwa przygotowują się klerycy diecezji sandomierskiej.

Papieski wymóg

– Początki kształcenia duchownych w Sandomierzu sięgają dużo wcześniej niż oficjalne założenie seminarium, które powołano do istnienia zaraz po utworzeniu diecezji w 1818 r. Po zakończeniu Soboru Trydenckiego na ziemiach polskich zaczęły powstawać uczelnie dla przyszłych duchownych. W tamtym czasie tereny obecnej naszej diecezji należały do rozległej diecezji krakowskiej. Z tego powodu utrudnione i dość drogie było wysyłanie młodych chłopców do seminarium w Krakowie. Dlatego w 1636 r. ks. Mikołaj Leopoldowicz, proboszcz parafii św. Piotra w Sandomierzu, założył w tym mieście uczelnię, która miała wykształcić kapłanów dla archidiakonatu sandomierskiego. Mieściła się ona obok Collegium Gostomianum, a jej prowadzenie powierzono jezuitom. Po kasacie zakonu w 1773 r. seminarium przeszło pod opiekę kapituły kolegiackiej i przeniesiono je do domu księży emerytów. To pierwsze seminarium funkcjonowało blisko 140 lat i przygotowało do kapłaństwa około 200 alumnów – opowiada ks. Piotr Tylec, historyk. Jak można wyczytać w źródłach, pomimo zamknięcia seminarium nadal w domu księży emerytów zamieszkiwała grupa młodzieńców, którzy chcieli się poświęcić stanowi duchownemu. – Była to szkoła na wzór niższego seminarium, jednak główne przygotowanie kandydatów do kapłaństwa w tamtym okresie odbywało się w seminarium w Kielcach. W momencie powstania diecezji sytuacja zmieniła się. Papież Pius VII nakazywał w bulli, aby diecezja posiadała gmach seminarium i przeznaczyła fundusze na kształcenie kleryków – dodaje ks. Piotr. Krótkie rządy pierwszego biskupa nie przyniosły wypełnienia papieskich zaleceń, choć utworzenia seminarium domagała się od bp. Stefana Hołowczyca kapituła sandomierska. Organizacja seminarium spadła więc na barki drugiego biskupa sandomierskiego Adama Prospera Burzyńskiego. – W chwili ingresu do katedry sandomierskiej sześciu miejscowych alumnów uczyło się w kieleckim seminarium. Już na początku 1820 r. biskup zwrócił się do Komisji Rządowej o pozwolenia na zorganizowanie seminarium. Rząd zaproponował biskupowi na siedzibę uczelni gmach dawnego kolegium jezuickiego, jednak nie nadawało się ono do użytkowania. Jako siedzibę seminarium objęto dom księży emerytów przy ul. Mariackiej, gdzie obecnie znajdują się urzędy kurialne – dodaje ks. Piotr. Uroczyste otwarcie seminarium odbyło się 7 listopada 1820 r. Regensem uczelni został ks. Jan Ratyński, a naukę rozpoczynało 20 alumnów. Pierwszymi profesorami zostali: ks. Stefan de Medem, gwardian sandomierskich franciszkanów, ks. Antoni Putiatycki i ks. Maurycy Kuczępa, były cysters z Koprzywnicy.

Klasztorne mury

Powstałe seminarium dawało nadzieję, że młoda diecezja, która borykała się z problemami obsady parafii duchownymi, zaradzi potrzebom duchowym wiernych. Faktycznie z roku na rok grono alumnów powiększało się. Jednak o liczbie kleryków w seminarium nie decydowała władza diecezjalna, lecz rząd rosyjskiego zaborcy. Po staraniach kolejnych biskupów i rektorów zezwolił on na 40 studentów, jednak dotychczasowy budynek mógł ich pomieścić tylko 25. – Warunki mieszkaniowe były spartańskie i prowizoryczne. Często sypialnie kleryków za dnia zamieniano na sale wykładowe. Mieszkania przeznaczone dla czterech kleryków miały tylko trzy łóżka, czwarty spał na sienniku. Część kleryków mieszkała na stancjach w domach prywatnych lub w domkach kapitulnych. W budynku seminaryjnym brakowało kaplicy, sali dla chorych oraz miejsca na rekreację. Nie było studni, a wodę przywożono z Wisły. Taki stan rzeczy doprowadził do tego, że w 1839 r. wybuchła w seminarium epidemia tyfusu. Dwaj klerycy zmarli, a kilku, jak podają kroniki, „cudem uratowano od śmierci”. Władze diecezjalne usilnie szukały nowego lokum na duchową uczelnię. Ostatecznie dostawiono dwie oficyny do dotychczasowego budynku. – Jednym z boleśniejszych wydarzeń tego okresu był pożar, który wybuchł w czerwcu 1963 r. Zniszczył dach, poddasze, bibliotekę oraz salę wykładową. Gmach odrestaurowano i poszerzono w latach 1863–1867. Szansa na nowe lokum dla seminarzystów pojawiła w 1902 r. gdy rząd carski przystąpił do likwidacji klasztoru sandomierskich benedyktynek. Władze diecezjalne zaczęły zabiegi o przekazanie klasztornego budynku na cele seminarium – opowiada ks. P. Tylec. Działania administratora diecezji ks. Stanisława Zdzitowieckiego przyniosły skutek.Przystąpiono do remontu i adaptacji poklasztornych budynków na potrzeby seminarium. – W 1904 r. alumni rozpoczęli rok szkolny już w nowych pomieszczeniach. Ówczesny regens ks. Marian Ryx w 1906 r. dobudował kolejne skrzydło, dostosowane do stylu całego gmachu – dodaje ks. Piotr.

Naukowe i duchowe szlify

Funkcjonowanie seminarium, kierunki kształcenia i wychowania oraz codzienne życie kleryków wyznaczał i nadal określa regulamin. – Pierwszy taki dokument opracował już na początku istnienia uczelni bp Burzyński. Trzeba przyznać, że gdy dziś go czytamy, może wydawać się rygorystyczny. Pobudka o 4.30, potem modlitwy, Msza św. i wykłady. Nie było wspólnego śniadania, o pierwszy posiłek klerycy musieli zatroszczyć się sami. Potem były wykłady i studium. Około południa przewidziany był obiad; jak można wyczytać w dokumentach, był on obfity, a w niedzielę składał się aż z 4 dań. Po południu czas przeznaczony był na wykłady i studium własne. Po kolacji były modlitwy i rekreacja. Dzień kończył się około 21.00. Dziś, podobnie jak przed laty, obowiązuje w seminarium regulamin, który określa szeroki zakres kształcenia i wychowania przyszłych kapłanów – opowiada ks. Piotr Tylec. Badając akta seminaryjne, można natknąć się także na informację o buncie kleryków przeciw przełożonym. Było to w roku 1876. Powodem były nieporozumienia (kwestie żywieniowe) ze „zwierzchnością seminarium”, czyli regensem i wychowawcami. Sprawę badał nie tylko sąd kościelny, ale także gubernator radomski i naczelnik powiatu sandomierskiego. Dwaj klerycy, którzy najbardziej odstępowali od regulaminu, zostali usunięci z seminarium. – Klerycy byli także mocno zaangażowani patriotycznie. Podczas powstania styczniowego kilkunastu alumnów przyłączyło się do oddziałów powstańczych. Niektórzy z nich zginęli podczas walki, a inni zostali zesłani na Syberię. Większość z nich nie powróciła do sandomierskiego seminarium. Także kilku alumnów, za pozwoleniem bp. Ryxa, wstąpiło jako ochotnicy do wojska w 1920 r. i wzięło udział w walkach w wojnie z bolszewikami – opowiada ks. Tylec. Podczas II wojny światowej seminarium sandomierskie, jako jedno z niewielu w Polsce, nie zostało zamknięte przez okupanta. I choć w części budynków stacjonowało wojsko, nadal odbywała się formacja kleryków, którzy przybywali tutaj także z innych zamkniętych seminariów. W czasach komunistycznych wielu kleryków powoływano do odbycia zasadniczej służby wojskowej już po rozpoczęciu studiów. Było to celowe działanie reżimu w celu zniechęcenia do kontynuacji nauki w seminarium. – Wielki wpływ na poziom kształcenia i wychowania przyszłych kapłanów, przez cały czas działalności uczelni, mieli i nadal mają rektorzy, profesorowie, wychowawcy i ojcowie duchowni seminarium. W historii seminarium zaznaczyło się wielu wspaniałych kapłanów, którzy swoją osobowością tworzyli odpowiedni styl i klimat formacji kleryków. Wśród absolwentów sandomierskiej uczelni są błogosławieni, męczennicy, arcybiskupi, biskupi i cały szereg świątobliwych kapłanów, którzy sumiennie wypełniali i wypełniają swoją misję duszpasterską w parafiach – podsumowuje ks. Piotr Tylec.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama