Nowy numer 48/2020 Archiwum

Kamiennym i żelaznym szlakiem

Tajemnice ludzi, którzy żyli tutaj przed tysiącami lat, ich kulturę i styl życia można poznać, zwiedzając miejsca odkryte przez archeologów i odtworzone przez historyków.

Świętokrzyskie to nie tylko region ciekawy pod względem przyrodniczym czy geologicznym, ale także niezwykłe miejsce, gdzie przed tysiącami lat tętniło życie zmieniających się epok i kultur antycznych. Dziś na wakacyjnym szlaku miejsca związane z najdawniejszą historią naszych przodków.

Pradziejowi górnicy

Włączona na listę światowego dziedzictwa UNESCO neolityczna kopalnia krzemienia w Krzemionkach koło Ostrowca Świętokrzyskiego to idealne miejsce, by przekonać się, że ludzie żyjący w młodszej epoce kamienia zajmujący się górnictwem mieli dużą wiedzę techniczną i byli świetnymi specjalistami w swoim fachu, a wiele wypracowanych przez nich technik stosuje się w górnictwie do dziś. – Człowiek epoki kamienia doskonale zdawał sobie sprawę z bogactwa zasobów środowiska, w którym żył. Ludzie byli wtedy rolnikami prowadzącymi osiadły tryb życia. Potrzebowali narzędzi do codziennej pracy na roli. Wykorzystywali to, co dawało im środowisko, w którym żyli. Byli bacznymi obserwatorami i badaczami. Szybko odkryli, że krzemień jest twardy, łupliwy i tworzy ostre krawędzie, a więc nadaje się doskonale na narzędzia – opowiada Artur Jedynak, archeolog. Krzemień wydobywano na tym terenie przez około 2 tys. lat. Wyrobiska objęły obszar około 78,5 ha, na którym badacze wyodrębnili około 4 tys. pojedynczych kopalni. Krzemień pasiasty jest skałą charakterystyczną, dlatego łatwo rozpoznać go w odkrywanych podczas badań archeologicznych artefaktach. Narzędzia wykonane z pozyskanego tutaj krzemienia dotarły na tereny od wyspy Wolin po zachodnie krańce obecnej Ukrainy. Odkrycia neolitycznych kopalni krzemienia dokonał prof. Jan Samsonowicz, geolog z Ostrowca Świętokrzyskiego, w 1922 roku. Zaciekawiły go wyrobiska skały wapiennej oraz jamy i zapadliska w okolicach miejscowości Magonie i Sudół. Zaprosił prof. Stefana Krukowskiego, archeologa, który zorientował się w randze znaleziska, jakim okazały się pradziejowe kopalnie krzemienia. Przez lata badań archeolodzy dowiedzieli się dużo o tajemnicach dawnego górnictwa. – Jest to unikatowe miejsce, gdzie człowiek stosował prawie wszystkie znane wtedy metody eksploatacji krzemienia. Tutaj w jednym miejscu możemy obserwować rozwój prehistorycznego górnictwa – podkreśla Cezary Jastrzębski, pracownik Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, zajmujący się dziejami regionu i turystyką. W Krzemionkach możemy zwiedzić dwie podziemne trasy. Trasa turystyczna okrąża z dwóch stron najciekawsze miejsca pradziejowej kopalni, które nie zostały zmienione przez człowieka od kilku tysięcy lat.

Wehikuł czasu

Z Krzemionek udajemy się do gminy Iwaniska, gdzie otwarto odtworzoną wioskę neolityczną. – Tworząc osadę, staraliśmy się oprzeć na wiedzy, która płynie ze stanowisk archeologicznych z terenu między innymi gminy Iwaniska. Chodzi o okres między 3700 a 1900 rokiem przed Chrystusem – mówi Tomasz Giecewicz, pomysłodawca i wykonawca osady. Prace trwały dwa lata. Budowali dwaj pasjonaci: Tomasz Giecewicz i Michał Ofiara. Obecnie w wiosce znajduje się siedem obiektów, w tym sześć domów. W osadzie odtworzono domostwa, a także urządzono neolityczną zagrodę dla zwierząt i staw z udomowionym ptactwem. Całość jest ogrodzona palisadą. Zwiedzanie rozpoczynamy od domu rady starszych. – Badania etnograficzne wskazują, że w tych osadach władzę sprawowała rada najstarszych mieszkańców skupiona wokół przywódcy wioski. Takie osady egzystowały 50–70 lat, aż uprawiana ziemia się wyjałowiła. Wtedy karczowano kolejny skrawek lasu i zakładano nową osadę – opowiada Tomasz Giecewicz. Obok stawu z dzikim ptactwem usytuowano dom rybaka i myśliwego. W środku znajduje się broń, posłanie wysłane skórami i neolityczna ceramika. – Choć była to ludność rolnicza, która hodowała udomowione zwierzęta, to znaczna cześć pożywienia pochodziła z upolowanych zwierząt. Do polowania używano łuków i strzał z krzemiennymi grotami. Używano też włóczni i proc – dodaje. Kolejne budowle neolityczne to wędzarnia i piec do wypieku chleba. – Chleb wypiekano w piecach glinianych z mąki zmieszanej z wodą i różnymi ziarnami. Miał on formę placków, które były podstawą wyżywienia – dodaje Tomasz Giecewicz. Obok znajduje się poletko z roślinami, jakie siali rolnicy kilka tysięcy lat temu – były to: orkisz, samopsza, płaskurka, jęczmień, len oraz rośliny motylkowe. – W naszej osadzie nie mogło zabraknąć chaty garncarza, bo właśnie od charakterystycznych naczyń o lejkowatym kształcie wzięła nazwę cała kultura. W jednej z chat przedstawiamy, jak wyglądało życie duchowe tych ludzi. W neolicie człowiek zaczął czcić duchy, bóstwa zwierząt i otaczać kultem przodków – wyjaśnia Tomasz Giecewicz.

Świętokrzyskie złoto

Mieszkańcy Nowej Słupi wielokrotnie narzekali na ogromne bryły żużlu, które napotykali podczas prac polowych. W połowie ubiegłego wieku zbadał je Mieczysław Radwan. To, co stanowiło utrapienie rolników, okazało się archeologicznym skarbem. Na północnych terenach Gór Świętokrzyskich aż po dolinę rzeki Kamiennej odkryto olbrzymi starożytny okręg przemysłowy sprzed dwu tysiącleci. Duże zbiory oraz unikatowość odkrycia zaowocowały utworzeniem w 1967 r. Muzeum Starożytnego Hutnictwa w Nowej Słupi oraz organizowaniem dorocznej imprezy Świętokrzyskie Dymarki. – Odkrycia i badania archeo- logiczne w rejonie świętokrzyskim pokazują, że w okresie od II w. do IV w. p.n.e. założyli tu swoje siedziby przedstawiciele kultury przeworskiej. Hutnicy ci wytapiali żelazo w małych, jednorazowych piecach kotlinkowych, zwanych dymarkami – tłumaczy Cezary Jastrzębski. W okolicach Gór Świętokrzyskich odkryto wiele stanowisk wskazujących na pojedyncze piece, jak również całe skupiska świadczące o masowej, jak na tamte czasy, produkcji cennego materiału. – Odkryto pojedyncze warsztaty i całe zbiorowiska mające po około 100 uporządkowanych pieców, gdzie wytapiano duże ilości tego metalu. Rejon Gór Świętokrzyskich był największym antycznym okręgiem hutniczym. Według domniemań historyków świętokrzyskie żelazo trafiało na lokalny rynek, ale nabywały je także plemiona barbarzyńskie, które w tym czasie toczyły wojny z rzymskim imperium. Mogło ono docierać również do rzymskich legionów stacjonujących nad Dunajem – dodaje. W świat starożytnego hutnictwa możemy przenieść się, odwiedzając Centrum Kulturalno-Archeologiczne w Nowej Słupi. – Chcemy, aby zwiedzanie połączone było z zabawą i edukacją. Dotychczas wytop metalu w pierwotnych piecach odbywał się tylko raz w roku podczas Świętokrzyskich Dymarek, obecnie nasi goście mogą poznawać tę tajemnicę prawie codziennie – wyjaśnia Anna Kowalska z Regionalnej Organizacji Turystycznej w Kielcach. Na środku osady znajduje się piecowisko. Gliniany piec gotowy do wytopu żelaza. Do niego podłączony jest olbrzymi miech poruszany przez jednego z hutników. – Trzeba mieć krzepę, by kilka godzin tak dymać, aby rozpalić piec i wytopić żelazo – z uśmiechem wyjaśnia pan Andrzej przebrany za starożytnego hutnika. Gdy dmie, snop ognia i iskier oraz słup dymu unoszą się z pieca. Ale to dopiero początek hutniczej przygody. Po kilkunastu godzinach trzeba będzie rozebrać piec i w popiele poszukać małego kawałka wytopionego metalu. Tak właśnie powstawało pierwsze na terenach Polski żelazo.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama