Nowy numer 43/2020 Archiwum

Kto tu spoczął?

Odkryli cmentarz z I wojny światowej w Królewicach koło Sulisławic. Trwa ustalanie tożsamości osób pochowanych w żołnierskich mogiłach.

Pierwsze informacje o zapomnianym cmentarzu wojennym w Królewicach członkowie Świętokrzyskiej Grupy Eksploracyjnej otrzymali od Jacka Piwowarskiego, sołtysa miejscowości Wiązownica-Kolonia, który o nekropolii słyszał z opowieści swoich dziadków.

Cmentarz wyłoniony z chaszczy

– Za jego pośrednictwem skontaktowaliśmy się z sołtyską miejscowości Królewice, która pomogła nam ustalić lokalizację. Właścicielem działki okazał się Paweł Zych. Potwierdził, że jego przodkowie wspominali o krzyżach, które stały na tym terenie. Właściciel zgodził się, abyśmy uporządkowali teren i przeprowadzili wstępne badania – opowiada Dominik Kasprzyk. Przez kilka dni członkowie grupy wycinali zarośla i porządkowali teren; równocześnie każdy z nich prowadził kwerendę w internecie i archiwach. – Skontaktowaliśmy się z Markiem Lisem, znawcą historii działań wojskowych z czasów I wojny światowej na naszym terenie. Potwierdził, że w dokumentach wojskowych taki cmentarz wojenny istniał, jednak podkreślał, że nie ma informacji, czy ta nekropolia nie została przeniesiona w latach 30. XX wieku na cmentarz wojenny w Koprzywnicy – dodaje. Pasjonaci historii nie spoczęli na laurach. Wstępne ustalenia pozwoliły określić kilka faktów. – W 1915 roku byli tutaj chowani żołnierze z armii austro-węgierskiej. Piętnastu z nich leży w mogile zbiorowej, były też pojedyncze mogiły oficerskie, jeden grób zbiorowy żołnierzy armii carskiej i jeden pochówek oficera armii rosyjskiej. W latach 20. ubiegłego wieku cmentarz ten figuruje w polskich aktach, a dekadę później ślad po nim w dokumentach ginie. Stąd przypuszczenia, że mógł się on znaleźć na liście nekropolii wojennych, które w latach 20. i 30. ekshumowano, a szczątki poległych żołnierzy pochowano na cmentarzu w Koprzywnicy, na którym wyznaczono kwaterę wojenną. Jednak skoro członkowie grupy dotarli do informacji, że cmentarz istniał jeszcze po latach 30. ubiegłego wieku, to warto zbadać sprawę do końca i ustalić, czy poległych żołnierzy ekshumowano, czy też nadal spoczywają w miejscu pierwszego pochówku – opowiada Marek Lis. Następnym krokiem badawczym będzie sprawdzenie terenu georadarem. – Aktualna sytuacja spowodowana pandemią utrudnia podjęcie kolejnych kroków. Chcemy najpierw przebadać teren za pomocą georadaru, co pozwoli ustalić, czy dobrze wytypowaliśmy miejsce usytuowania cmentarza oraz czy przeprowadzono ekshumację ciał. Jeśli badanie potwierdzi, że byli tutaj pochowani żołnierze walczący na froncie I wojny światowej, będziemy chcieli ogrodzić to miejsce i upamiętnić je stosowną tablicą. Naszym celem jest odszukanie nazwisk żołnierzy, którzy spoczęli na tym cmentarzu. Kilkanaście nazwisk już udało się ustalić, przede wszystkim poległych z armii austro-węgierskiej. Badania i kwerenda trwają nadal. Chcemy wykonać tablicę z nazwiskami żołnierzy, których tutaj pochowano, aby utrwalić historię tego miejsca i tych, którzy tutaj spoczęli – dodaje Sebastian Grabowiec ze Świętokrzyskiej Grupy Eksploracyjnej. Wraz z Jackiem Piwowarskim grupa poszukiwawcza skierowała zapytanie do Ambasady Austrii o ewentualne pozwolenie na dalsze badania, jednak na razie nie otrzymała odpowiedzi. – Jesteśmy grupą działającą zgodnie z prawem i żadne badania bez stosownych pozwoleń nie wchodzą w grę. Gdyby się okazało, że groby nie były ekshumowane, każdy kolejny krok w badaniach będzie podejmowany za zgodą konserwatora zabytków i odpowiednich władz – dodaje Sebastian Grabowiec.

Wojenne losy

Cmentarz wojenny w Królewicach związany jest z działaniami I wojny światowej na froncie walk pomiędzy armią austro-węgierską a Rosjanami, które miały miejsce w rejonie Opatowa w maju i czerwcu 1915 r. – W wyniku ofensywy wojsk austriackich Rosjanie chcieli umocnić linię obrony w okolicach Opatowa i Klimontowa. Dość zaciekłe walki toczyły się w tym rejonie pomiędzy połową maja a 20–23 czerwca 1915 r.; nazwano je bitwą pod Opatowem. Podczas tych działań linia frontu zmieniała się dość często i przebiegała na linii Baćkowice–Opatów–Klimontów–Konary–Koprzywnica. Armia austro-węgierska była w natarciu, a Rosjanie wycofywali się, tworząc co jakiś czas linię obronną – opowiada Marek Lis. W Królewicach utworzono szpital polowy, tzw. lazaret, dla żołnierzy z 46 dywizji piechoty austriackiej Landwery, która walczyła na tym odcinku frontu. – Lazaretem nazywano szpital polowy, którego fachowa nazwa brzmiała Dywizyjny Zakład Sanitarny. Zwożono tutaj rannych walczących na okolicznym froncie na przełomie maja i czerwca – dodaje M. Lis. – Trzeba dodać, że śmiertelność w takim lazarecie była bardzo duża. Tak naprawdę był to tylko punkt opatrunkowy, gdzie udzielano pierwszej pomocy. Jeśli rannemu udało się przeżyć, trafiał do dalszego leczenia w szpitalu poza frontem. Dokumenty z czeskich archiwów, do których dotarłem, podają przyczynę śmierci pochowanych w Królewicach: postrzał w głowę, postrzał w klatkę piersiową, postrzał w brzuch. Tego typu rany trudno było opatrzyć w prowizorycznym szpitalu polowym. Stąd wielu żołnierzy umierało i było chowanych w tworzonych w okolicy cmentarzach polowych – dodaje historyk. Na pytanie, czy w przypadku ekshumacji jest szansa na znalezienie w miejscu pochówku wojskowych identyfikatorów czy osobistych pamiątek, historyk odpowiada, że należy się tu raczej spodziewać odkrycia jedynie szczątków kostno-szkieletowych. – Po pierwsze, musimy uświadomić sobie, że poległych na froncie żołnierzy nie chowano w trumnach, nie było na to ani środków, ani czasu. Po drugie, żołnierza, którego opatrywano, najprawdopodobniej rozbierano z munduru dla higieny i dostępu do miejsc zranionych. Gdy umierał, zawijano go w prześcieradło i tak składano do grobu. Po trzecie, zazwyczaj gdy żołnierz umierał w lazarecie lub szpitalu, bądź nawet na polu walki, to zabierano mu osobiste pamiątki, by odesłać je rodzinie wraz z zawiadomieniem o śmierci. Dlatego trudno spodziewać się odnalezienia jakichś osobistych pamiątek. Niemniej jednak istnieje prawdopodobieństwo znalezienia elementów munduru lub identyfikatorów wojennych, czyli popularnych nieśmiertelników, choć podczas I wojny światowej nie były one jeszcze udoskonalone. Na początku I wojny światowej żołnierze austriaccy mieli małe blaszane skrzyneczki, które zawierały zapis identyfikujący żołnierza na małej karteczce. Zapisy były wykonane tzw. ołówkiem chemicznym, więc nie możemy się spodziewać, że przetrwały taki czas, a ewentualny odczyt będzie bardzo trudny – wyjaśnia pan Marek.

Historia zapisana w szczegółach

Niemniej jednak wcześniejsza kwerenda, jaką historyk przeprowadzał w czeskich archiwach, chcąc poznać historię działań I wojny światowej w rejonie opatowsko-klimontowsko-sandomierskim, pozwoliła na zidentyfikowanie tożsamości kilku żołnierzy pochowanych na cmentarzu w Królewicach. – Ustaliłem na podstawie czeskich archiwów personalia 13 osób pochowanych na tym cmentarzu. Byli to żołnierze 15 pułku, 46 dywizji Landwery, z pochodzenia byli Czechami z okolic Opawy, tuż przy obecnej granicy z Polską. Dzięki kartom zgonu możemy ustalić, że wszyscy ci żołnierze byli wyznania rzymskokatolickiego, część z nich była w przedziale wiekowym 20–23 lata, ale pośród poległych znajdowało się także kilku starszych, po 30. roku życia. Kilku z nich było żonatych, jednak większość była stanu wolnego. Możemy poznać ich zawody: kowal, woźnica, pomocnik gospodarza, robotnik, sekretarz osobisty, który w wojsku był w randze oficera. Nazywał się Wiktor Newratil, był porucznikiem rezerwy powołanym do wojska na czas wojny i pełnił funkcję sekretarza. Bardzo interesujący jest zapis obecności przy żołnierskich pogrzebach księdza, był nim niejaki Karl Sieprawski, kapelan 46 dywizji Landwery – opowiada historyk. – Cieszę się, że sprawa cmentarza wojennego w Królewicach powraca dzięki staraniom Świętokrzyskiej Grupy Eksploracyjnej. Każde takie działanie wnosi bardzo wiele w wyjaśnienie może i małych elementów historycznych, jednak one składają się na ogólny obraz badań historycznych i naszą wiedzę o lokalnej historii – podsumowuje Marek Lis.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama