Nowy numer 43/2020 Archiwum

Sandomierz w czasach epidemii

Należały do najczęstszych klęsk, jakie nas nawiedzały. Zwano je zarazą, pomorem, powietrzem morowym lub czarną śmiercią od skutków, jakie powodowała dżuma.

W historii ziemi sandomierskiej oprócz lat świetności i wzmożonego rozwoju w ciągu wieków napotykamy wydarzenia tragiczne, kataklizmy, klęski i epidemie, które powodowały zniszczenia, upadek gospodarczy i zmiany społeczne. Na przestrzeni wieków kilka rodzajów klęsk dotknęło miasto i jego mieszkańców. Ślady znajdujemy w materiałach źródłowych – opowiada ks. Piotr Tylec, dyrektor Biblioteki Diecezjalnej w Sandomierzu.

Zarazy w ciągu wieków

Jednym z najstarszych kataklizmów, jakie dotknęły powstający gród, były najazdy tatarskie (1260 i 1287) i litewskie (1349). Jak wymienia ks. Tylec, kolejnymi tragicznymi wydarzeniami były pożary. – W historii zanotowano co najmniej 10 wielkich pożarów Sandomierza. Pierwszy wydarzył się w 1374 r., kiedy miasto zostało doszczętnie spalone – dodaje historyk. Bliskość Wisły powodowała stałe zagrożenie powodziowe. – Powodzie dotykały bardziej ludność zamieszkującą tereny podmiejskie niż mieszkańców miasta ulokowanego na wzgórzach – wskazuje ks. Tylec. Najczęstszymi klęskami w minionych wiekach były epidemie.

– Zarazy, które dotykały Sandomierz, zdarzały się wielokrotnie, ale z braku odpowiedniej dokumentacji, szczególnie z okresu średniowiecza, trudno oszacować, jak wiele ich było. Dla przykładu – w Krakowie w latach 1500–1750 były aż 92 epidemie dżumy. Warszawę w latach 1601–1650 nawiedziło 19 epidemii tej choroby. Sandomierz zarazy dotykały w XVI wieku. Zachował się zapis kronikarski mówiący, że król Zygmunt III Waza w roku 1588 opuścił Kraków, uciekając przed morowym powietrzem, i schronił się w Sandomierzu. Jednak i tu dotarła zaraza, dlatego król ratował się ucieczką do Lublina, a stamtąd do Warszawy – opowiada ks. Tylec.

Epidemia dżumy, która wybuchła w 1602 r., niemal wyludniła miasto. Kolejna fala morowego powietrza, jak dawniej nazywano zarazę, dotknęła mieszkańców regionu po wycofaniu się wojsk szwedzkich oraz po najeździe Jerzego Rakoczego, czyli pod koniec lat 50. XVII wieku. Epidemie dżumy wygasły w początkach XIX w., jednak pojawiły się nowe niebezpieczne choroby, w tym bardzo śmiercionośna cholera. – Pierwsza epidemia cholery dotknęła Sandomierz w latach 1830–1832. W czasie tej zarazy zmarł administrator apostolski diecezji sandomierskiej bp Aleksander Dobrzański. Został on pochowany na miejscu spalonego kościoła św. Wojciecha, przed kościołem św. Józefa, gdzie umiejscowiony był w tamtym czasie tzw. cmentarz choleryczny – opowiada ks. Piotr.

Duża śmiertelność sprawiła, że zaczęły powstawać właśnie cmentarze choleryczne, gdzie chowano zmarłych dotkniętych zakaźną chorobą. Podczas epidemii zmarło wielu kapłanów, którzy posługiwali chorym i umierającym. Jednym z nich był rektor sandomierskiego seminarium, który równocześnie był proboszczem w Solcu. – Ostatnią pandemią, która w latach 20. ubiegłego wieku dotknęła Sandomierz, była grypa hiszpanka. Wbrew nazwie, przybyła ona nie z Hiszpanii, ale ze Stanów Zjednoczonych. W naszym mieście epidemia ta dotknęła głównie żołnierzy z sandomierskiego garnizonu – wyjaśnia historyk.

Chorobą, która zebrała swoje żniwo podczas działań wojennych, był tyfus plamisty. W jego wyniku zmarło kilkunastu kapłanów, którzy zarazili się, posługując osobom dotkniętym tą chorobą. Na tyfus plamisty zmarł między innymi ks. Jan Gajkowski (8 kwietnia 1919 r.).

Zrozumieć przyczynę

– Podejście do zagadnienia epidemii czy zarazy zmieniało się w ciągu wieków. W poprzednich wiekach poziom rozwoju medycyny i higieny osobistej był niewspółmierny do czasów obecnych. Również wiedza o rozprzestrzenianiu się chorób epidemicznych nie była na takim poziomie jak obecnie. Dlatego przez długie wieki epidemie traktowane były jako „kara Boża”. Ciekawy jest zapisek Jana Długosza z 1360 r.: „Zaraza, która czy to zesłana przez Boga dla pomszczenia licznych ludzkich wykroczeń, czy to wskutek jakiego szczególnego układu gwiazd i konstelacji, czy też z innej jakiejś przypadkowej nieznanej przyczyny wybuchła” – cytuje ks. Tylec.

Dyrektor biblioteki diecezjalnej przytacza też dzieło Hieronima Powodowskiego z 1589 r., zatytułowane „Recepta duszna i cielesna przeciw powietrzu morowemu”, w którym autor doszukuje się źródeł epidemii „nie tak z nakazania jakiego przyrodzonego, jako z dopuszczenia, a kaźni Boskiej za jakie grzechy własne albo czyje insze”. Przytacza także słowa zachowanego kazania z roku 1758: „Bóg grzechy karze ogniem, wojną, głodem i powietrzem. (...) Być to nie może, aby grzechy miały być bez kary. Jak ciężko kto zgrzeszył, tak ciężko powinien być karany”.

Potrzeba pokuty i poprawy życia

Z takiego podejścia do zjawiska zarazy w ciągu wieków ukształtowały się ludzkie postawy i praktyki pobożnościowe, które miały za zadanie przebłaganie Boga i oddalenie zagrożenia chorobą. W zbiorach Muzeum Diecezjalnego przechowywane są liczne przedmioty, które – jak wierzono – chroniły „od morowego powietrza”.

Stanowią one znak katolickiej pobożności, spowodowanej ciągłymi nawrotami epidemii cholery oraz dżumy. Przez długie lata bardzo popularne było noszenie specjalnych krzyży, tzw. karawak, które wraz z odmawianą stosowną modlitwą miały chronić przed zarazą. – W naszych zbiorach znajduje się drzeworyt z wyobrażeniem karawaki i napisem: „Przez znak Tau, którym opieczętowani będą synowie Izraela, od choroby epidemicznej wyzwól nas, Boże nasz. Amen” – opowiada Urszula Stępień, kustosz muzeum. Pośród innych dewocjonaliów są także agnuski (z łac. Agnus Dei). To woskowe medaliony z wytłoczonym na awersie Barankiem Paschalnym i z inskrypcją odnoszącą się do aktualnego papieża.

– Tradycja rozdawania w okresie wielkanocnym pokruszonego paschału, zastąpionego z czasem błogosławionym przez papieży woskowym medalionem, sięga V wieku. Agnuski przechowywano w domach jako cudowną obronę przeciwko chorobom, pożarom, piorunom i powodziom – opowiada U. Stępień. W zbiorach muzeum jest także drzeworyt z 1753 r. ukazujący karawakę złączoną z krzyżem św. Benedykta. – Karawaki wywodzą się z hiszpańskiego miasta Caravaca. Mają one formę krzyża o dwóch poziomych belkach. Podczas epidemii krzyże te uznawano za remedium zapobiegające nieszczęściom i chorobom – opowiada kustosz muzeum.

Jak dodaje, równolegle z karawakami stosowano medaliki św. Benedykta, które najczęściej miały formę plakietki z krzyżem opasanym wstęgą z modlitwą: „Krzyż Święty niechaj będzie moim światłem, szatan nie będzie mi przewodnikiem. Idź precz, szatanie, nie doradzaj mi nigdy próżności. Złe to rzeczy, które smakujesz, sam pij truciznę”. Rozwinął się także kult świętych, których orędownictwo miało chronić w chwilach zarazy. Za patronów w czasach morowego powietrza uznawano św. Sebastiana, św. Rozalię i św. Rocha. W kościele seminaryjnym w Sandomierzu zachował się obraz przedstawiający wspólnie tych troje świętych czuwających nad chorymi dotkniętymi zarazą – opowiada ks. Piotr.

W połowie XVII w. miejscem, gdzie wiele osób doznawało cudu uzdrowienia, był mały kościół w Sulisławicach, z niewielką ikoną Matki Bożej Bolesnej. Uzdrowień doznawały także osoby cierpiące na choroby zakaźne. W dostępnych źródłach zachował się opis pielgrzymki błagalnej ze Staszowa do Sulisławic. Kompaniję, czyli pielgrzymkę, zarządzili rajcy miejscy w obliczu zarazy cholery, która dziesiątkowała mieszkańców Staszowa. Pątnicy wyruszyli nocą, gdyż staszowianie mieli zakaz opuszczania dotkniętego zarazą miasta, niosąc krzyż na ramionach. Rankiem dotarli do miejscowości Wiązownica-Zgórsko, skąd było widać sanktuarium. Tutaj ustawili krzyż, gdyż dalszej podróży zabronili im żołnierze rosyjscy. Pątnicy wrócili do miasta, gdzie ustała już zaraza. Jak notują kroniki, od tego momentu staszowianie rokrocznie pielgrzymują do Sulisławic w sobotę po oktawie Bożego Ciała. W tym roku pielgrzymka ze Staszowa do Sulisławic wyruszy po raz 200.

– Podobną inicjatywę podjęli sandomierzanie w 1855 r., kiedy miasto nawiedziła druga epidemia cholery. Pielgrzymka wyruszyła 8 września i od tego dnia, według przekazu, epidemia ustała. Od tego momentu pielgrzymowano co roku do maryjnego sanktuarium. Tradycję przerwała II wojna światowa, potem wznowienie jej uniemożliwiły represje komunistyczne. Pielgrzymkę podjęto w 2004 r. – opowiada ks. Tylec.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama