Nowy numer 31/2020 Archiwum

Ludowa Madonna

Muzeum Historyczne Miasta Tarnobrzega zakupiło obraz Matki Bożej Dzikowskiej, będący regionalną wersją cudownego wizerunku z tarnobrzeskiego kościoła ojców dominikanów.

Jest to datowana przypuszczalnie na przełom XVIII i XIX stulecia ludowa kopia cudownego wizerunku Dzikowskiej Pani. – Otrzymaliśmy informację, że w warszawskim Domu Aukcyjnym DESA Unicum, najstarszym i największym w Polsce, będzie wystawiony na aukcję ludowy obraz Matki Bożej Dzikowskiej. Nie mogliśmy pozwolić, by taka okazja przeszła obok nas. Po rozmowach z dyrekcją udało się nam kupić go za połowę ceny estymacyjnej. Zapłaciliśmy 4 tys. zł – informuje Tadeusz Zych, dyrektor MHMT.

Autor nieznany

Niestety nie udało się ustalić proweniencji wizerunku ani jego autora. Specjaliści określili tylko przybliżony czas jego powstania. Namalowany został farbami olejnymi na płótnie. Kopie obrazu Matki Bożej Dzikowskiej można spotkać niemal w całej Polsce, o czym pisali w trzecim tomie „Tarnobrzeskich śladów” Piotr Duma i Piotr Czepiel, opublikowanym w grudniu 2016 roku. – Wynikało to z popularności kultu, jakim wizerunek Dzikowskiej Pani był otaczany. Ściągały do kościoła ojców dominikanów liczne pielgrzymki, tłumnie nawiedzali go indywidualni pątnicy, prosząc Matkę Bożą o potrzebne łaski. A tych nie brakowało, o czym mówią spisywane przez wieki świadectwa o doznanych uzdrowieniach, uwolnieniach od grzechów, nałogów. Przystępując do wydania książki, mieliśmy zgromadzone zdjęcia i materiały dotyczące ponad stu obrazów wzorowanych na dzikowskim, rozsianych niemal po całej Polsce i poza jej granicami. W Lwowskiej Narodowej Naukowej Bibliotece im. Wasyla Stefanyka na Ukrainie, w XIX-wiecznej kolekcji Józefa Gwalberta Pawlikowskiego gromadzącej drzeworyty, znajduje się kolorowana grafika z wizerunkiem MB Dzikowskiej, datowana na I poł. XIX stulecia. Ponadto wiedzieliśmy o kopii naszej Madonny znajdującej się w szwajcarskim miasteczku Gnadenthal – mówi Piotr Duma. – Prawdziwą kopalnią czy wręcz zagłębiem ludowych wersji wizerunku Dzikowskiej Pani okazało się Muzeum Etnograficzne im. Seweryna Udzieli w Krakowie. Pani Grażyna Mosio, starszy kustosz, zaprosiła nas – czyli Piotra Czepiela i mnie – na kwerendę. Przygotowała wszystkie karty inwentarzowe, udostępniła nam magazyn. Kiedy zobaczyliśmy, ile różnego rodzaju kopii obrazu MB Dzikowskiej muzeum posiada w swoich zbiorach, oniemieliśmy. Sfotografowaliśmy tylko połowę, gdyż część się powtarzała. Wśród nich był także olejny obraz namalowany przez W. Chrząszczykiewicza około roku 1879, pochodzący ze wsi Brzyczyna koło Skawiny, który uderza wręcz swym niezwykłym podobieństwem do malowidła nabytego przez Muzeum Historyczne Miasta Tarnobrzega. Opatrzone jest nawet, umieszczoną na dole, inskrypcją o takiej samej treści: „Cudowne Objawienie N. Maryi Panny w Dzikowie w Polszcze u dominikanów R. 1675”. Identyczny ludowy obraz MB Dzikowskiej znalazł się w szwajcarskiej kolekcji Zbigniewa Mikulskiego. Wielu z przybywających do naszego sanktuarium pielgrzymów pragnęło mieć wizerunek Świętej Rodziny z dominikańskiego kościoła. Nabywano więc na kramach przy sanktuarium popularne drzeworyty, jako najtańsze, wyparte w XIX stuleciu przez oleodruki, lub olejne obrazy, które można było również zakupić u domokrążnych obraźników. Kopie te spotykamy w kościołach, kapliczkach przydrożnych oraz prywatnych domach. Ciekawostką jest duża liczba oleodruków, będących pamiątką pierwszej koronacji w 1904 r. Uczestnicy tej doniosłej uroczystości przywieźli je do odległych nawet wiosek, np. w powiecie chrzanowskim, sanockim.

Uproszczona symbolika

Obraz Matki Bożej Dzikowskiej, powstały w kręgu XVI-wiecznego malarstwa flandryjskiego, zawiera niezwykle bogatą symbolikę teologiczną, której znaczenie z upływem czasu stawało się coraz bardziej nieznane. Dlatego w zdecydowanej większości ludowych wersji ich autorzy odeszli od niej, sięgając po przedstawienia mające podobną wymowę, ale czytelne dla ogółu wiernych. Wynikało to z próby uproszczenia głębokiej symboliki oryginału, zaczerpniętej m.in. ze starych legend, jak chociażby o róży jerychońskiej, którą odszukał i przytoczył w publikacji „Róża Jerychońska i jej czciciele” o. Andrzej Bielat OP. Owa mistyczna róża będąca centralnym atrybutem obrazu przypomina starodawne podanie zrodzone wśród pielgrzymów udających się do Ziemi Świętej, mówiące o roślinie, występującej do dzisiaj, a nazywanej różą jerychońską lub zmartwychwstanką. Opowiadało ono, że gdy pierwsi rodzice zostali wypędzeni z raju, Ewa postanowiła wykraść kawałeczek owego rajskiego piękna, lecz kiedy przestąpiła próg Edenu, róża zwiędła. Wyrzuciła ją więc, zaś wiatr przez kolejne cztery tysiąclecia miotał uschniętą gałązkę po pustyniach. Dopiero malutki Jezus podczas ucieczki do Egiptu ujrzał ją. Wziął do rączki zeschniętą roślinę, a łza smutku, która spłynęła po Jego policzku, zrosiła różę, powodując, że natychmiast rozkwitła. Jezus ofiarował kwiat, będący symbolem odrodzenia, swojej Matce. – Autor ludowej wersji ten atrybut zachował, być może chociażby z uwagi na to, że od owej mistycznej róży ojcowie dominikanie w XVII w. nadali obrazowi miano „Róży Jerychońskiej” – zauważa Tadeusz Zych. – Niemniej całkowicie już odszedł od najbogatszej grupy atrybutów, umieszczonej w oryginale na stole nakrytym czerwonym suknem, na którym spełniana jest ofiara. Owoce i ptaki ukazane przez flamandzkiego malarza zapowiadają mękę Jezusa i Jego zmartwychwstanie. Winogrono symbolizuje Eucharystię, a skubiący je szczygieł oznacza Chrystusa umęczonego na krzyżu. Legenda spisana przez św. Izydora mówi, iż ptak ten wyciągnął ze skroni Jezusa cierń, a kropla krwi Zbawiciela, która upadła na jego główkę, pozostała na pamiątkę w postaci czerwonej plamki. Pozostałe owoce – malina, wiśnia i kalina odnoszą się do miłości, łączącej wszystkie smaki, od słodkiego poprzez cierpki po gorzki, których człowiek, w tym Bóg-Człowiek, doświadczył podczas ziemskiego życia. Kuropatwa i zięba mają symbolizować Maryję i św. Józefa, zaś rozsypane ziarna pszenicy Eucharystię. – Te wszystkie symbole, włącznie ze stołem, zastąpione zostały przedstawieniem św. Jana Chrzciciela obejmującego baranka, zapowiadającym mękę i zmartwychwstanie Pańskie, które dla zwykłych ludzi było o wiele bardziej zrozumiałe – zaznacza T. Zych. – Podobnie rzecz się ma z równie skomplikowaną symboliką krajobrazu rozpościerającego się za oknem, a odnoszącego się do Świętej Rodziny. Zastąpienie go widokiem świątyni o wybitnie wschodniej architekturze, prawdopodobnie oznaczającej Jeruzalem, było znacznie czytelniejsze. Artysta ominął wiele atrybutów, ale nie zrezygnował z nich całkowicie, sięgając po łatwiejsze w odbiorze – stwierdza dyrektor muzeum. – Warto zwrócić uwagę na odzienie, które znacząco w przypadku Maryi i Józefa odbiega do oryginału. W ludowej wersji artysta odział Matkę Bożą w królewskie szaty, zaś w przypadku św. Józefa uderza i jednocześnie wzrusza pewna swojskość, nosi bowiem zwykłe chłopskie ubranie. Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jedną bardzo znaczącą różnicę, którą można uznać za pewien profetyzm. Otóż w ludowej kopii głowy Maryi i Dzieciątka zwieńczają korony. Tymczasem pierwsza koronacja dzikowskiego obrazu odbyła się dopiero w 1904 roku, a więc mniej więcej wiek po powstaniu płótna.

Przełomowa decyzja

Dzisiaj porównanie oryginału cudownego wizerunku Pani Dzikowskiej z kopiami, ludowymi wersjami jest możliwe w dużej mierze dzięki decyzji o. Macieja Złonkiewicza OP, byłego przeora tarnobrzeskiego konwentu ojców dominikanów, który w 2004 roku, po konserwacji obrazu zadecydował o niezakładaniu tzw. sukienek, zasłaniających go niemal w całości. – Kilkanaście miesięcy przed przypadającym w 2004 roku stuleciem pierwszej koronacji, skontaktowała się ze mną pani Małgorzata Sokołowska z Krakowa, malarka i konserwator dzieł sztuki z prośbą o umożliwienie jej obejrzenia obrazu Matki Bożej Dzikowskiej. Dzisiaj już nie pamiętam, z jakiego powodu była nim zainteresowana. Kiedy spojrzała na niego fachowym okiem, stwierdziła, iż wymaga on pilnej konserwacji, albowiem pod warstwą malarską pojawiły się pęcherzyki – opowiadał o. Maciej Złonkiewicz. – W ołtarzu została zawieszona wierna kopia, a obraz pojechał do krakowskiej pracowni pani Małgorzaty. W trakcie prac wyszły na jaw kolejne uszkodzenia, bardzo niebezpieczne dla malowidła. Jeszcze podczas konserwacji zapadła decyzja, iż po powrocie obrazu do sanktuarium nie będą nałożone na niego tzw. sukienki, z których jedna pochodziła jeszcze z XVIII, druga zaś z połowy XX wieku. – Dla tych sukienek sporządziliśmy specjalna ramę i zawiesiliśmy je w prezbiterium nad wejściem do zakrystii. Natomiast odsłonięty obraz powrócił nad ołtarz. Umieściliśmy tylko korony, ale to, w jaki sposób zostały zamontowane, niech pozostanie tajemnicą – mówi z uśmiechem o. Maciej. – Dzięki tej decyzji cały pobożny lud może modlić się przed wizerunkiem Świętej Rodziny takim, jaki namalował go jego autor. Widoczny jest wtedy cały zbiór teologicznych inspiracji. Zakupiony obraz, jak zadeklarował dyrektor muzeum, zawiśnie w miejscu jak najbardziej mu przysługującym, czyli zamkowej kaplicy. – Stamtąd w drugiej połowie XVII stulecia wyszedł, a teraz w ludowej wersji powróci – podsumował Tadeusz Zych.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama