Nowy numer 33/2020 Archiwum

Żelazny lud

Przed dwoma tysiącami lat działało tutaj zagłębie metalurgiczne znane nawet Rzymianom. Dziś można z bliska poznać tajniki starożytnego hutnictwa i życie dawnych rzemieślników.

Przekraczając drewnianą bramę Centrum Kulturowo-Archeologicznego w Nowej Słupi, strzeżoną przez potężną czaszkę zwierzęcia, wchodzimy w świat sprzed dwóch tysiącleci. W odtworzonej kilka lat temu pradziejowej wiosce można poznać życie ludzi, którzy jako pierwsi na tych terenach opanowali do perfekcji technikę wytopu żelaza. Dziś na organizowanej od 53 lat imprezie kulturalno-historycznej, zwanej Dymarkami Świętokrzyskimi, można podziwiać, w jak ciężkich warunkach pracowali starożytni hutnicy.

– Celem powstania skansenu było przybliżenie turystom, jak żyli i czym się zajmowali nasi przodkowie właśnie tutaj, u podnóża Puszczy Jodłowej. Dzięki rekonstruktorom prowadzimy także pokazy wytopu żelaza metodą sprzed wieków – wyjaśnia Agata Sałata, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Nowej Słupi.

Świętokrzyskie złoto

Na środku odtworzonej osady umieszczono piecowisko. Podczas Dymarek odbywa się pokaz wytopu żelaza w pierwotnym piecu zwanym dymarką. – To wbrew pozorom bardzo skomplikowany proces, nie tylko samego wytopu żelaza, ale także budowy i rozpalania pieca. Nasz piec zbudowaliśmy dzień wcześniej. Do jego budowy, dokładnie jak przed wiekami, użyliśmy cegieł z gliny i pociętej słomy. Z tak przygotowanego materiału budowano piec hutniczy zwany dymarką – opowiada Tomasz Dziedzic, rekonstruktor pradziejowego wytopu. – Piec ten najpierw rozgrzewano, by podczas wypalania rudy nie tracił temperatury. Następnie przez kilka godzin intensywnie pracowano, wsypując do środka na przemian pokruszoną rudę żelaza, wydobywaną w okolicznych kopalniach, i węgiel drzewny. Dziś, odtwarzając dawną metodę, robimy dokładnie tak samo. Wysoką temperaturę, sięgającą 1300–1400 stopni Celsjusza, uzyskujemy dzięki trzem miechom napędzanym siłą ludzkich mięśni – dodaje. – Trzeba mieć krzepę, by kilka godzin tak pracować, aby rozpalić piec i wytopić żelazo – z uśmiechem wyjaśnia jeden z hutników. Gdy zadmie w miechy, snop iskier i ognia unosi się z pieca. Ale to dopiero początek hutniczej przygody. Po kilkunastu godzinach trzeba będzie rozebrać piec, aby wydobyć zanieczyszczoną łupkę żelaza, z której powstanie po przerobie kęs metalu. Tak właśnie powstawało pierwsze na terenach Polski żelazo. Uzyskany podczas wytopu w dymarce kawałek żelaza nazywano łupką. Trafiał on od razu pod młot kowali, którzy najpierw kształtowali go i oczyszczali wstępnie z żużla drewnianymi młotami. – Kolejnym etapem obróbki było kucie. Łupkę na nowo rozgrzewano do temperatury około 1000 stopni Celsjusza i uderzeniami młotów, tym razem już żelaznych, zmieniano strukturę metalu z gąbczastej na twardą, usuwając zanieczyszczenia. Tak powstawała gąska żelazna, która stawała się już materiałem handlowym. Trzeba dodać, że technologia wytwarzania żelaza mimo upływu tysiącleci nie zmieniła się. Udoskonalono tylko technikę – podkreśla Władysław Weker, rekonstruktor historyczny. – W naszym wytopie podobnie jak przed dwoma tysiącami lat z około 30 kg rudy uzyskamy mniej więcej od 3,5 do 5 kg żelaza. Taka wydajność była opłacalna dla tamtych hutników dlatego, że żelazo było w cenie. O ten metal, wytapiany tutaj pod Łysą Górą, zabiegali kupcy nawet z Cesarstwa Rzymskiego – dodaje pan Tomasz.

Starożytne ścieżki

– Odkrycia i badania archeo- logiczne w rejonie świętokrzyskim pokazują, że w okresie od II w. przed Chr. do IV w. po Chr. mieli tu swoje siedziby Lugiowie reprezentujący kulturę przeworską, którzy posiadali niezwykłe umiejętności wydobywania naturalnych bogactw naszej ziemi i zamiany ich w żelazo. Hutnicy ci wytapiali je z występujących na tym terenie rud w małych, użytkowanych jednorazowo piecach typu kotlinkowego, zwanych potocznie dymarkami – tłumaczy dr Szymon Orzechowski z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. Taka technika wytopu znana była wcześniej plemionom celtyckim, ale jej upowszechnienie na naszych terenach należy raczej przypisać ludom germańskim. Pewnym fenomenem jest to, że jedynie w tym regionie hutnicy do budowy naziemnej części pieca używali glinianych bloczków-cegieł, co prawdopodobnie przejęli od obcych rzemieślników. W okolicach Gór Świętokrzyskich odkryto wiele stanowisk wskazujących na istnienie dwóch nurtów produkcji. – Małe warsztaty, tzw. piecowiska nieuporządkowane, umiejscowione były najczęściej na obrzeżach danej osady i produkowały metal na lokalne potrzeby. Zostały odkryte także duże, wyspecjalizowane warsztaty, zwane piecowiskami uporządkowanymi, mające po około 100 pieców, gdzie wytapiano duże ilości tego metalu – dodaje. Jak obliczają naukowcy, taka starożytna huta mogła zużywać do około 20 ton rudy i węgla drzewnego, by wyprodukować około 2 ton żelaza. – Zachowując dużą ostrożność w szacowaniu liczby istniejących wówczas warsztatów i przeprowadzonych wytopów, przyjmujemy, że na przebadanym terenie pracowało ok. 5,9 tys. piecowisk uporządkowanych i ok. 2 tys. nieuporządkowanych, w których przeprowadzono łącznie ponad 550 tys. wytopów i uzyskano ok. 11 tys. ton żelaza – wylicza dr Orzechowski. To stawia rejon Gór Świętokrzyskich wśród największych okręgów hutniczych w starożytnej Europie. Według domniemań historyków świętokrzyskie żelazo trafiało na lokalny rynek, ale także nabywały je plemiona barbarzyńskie, które w tym czasie toczyły wojny z rzymskim imperium. – Określenie pagus ferrariensis (żelazny lud), odnalezione na inskrypcji na rzymskim ołtarzu poświęconym bóstwu Ageio w Pirenejach, które opiekowało się tamtejszymi hutnikami, odpowiada także charakterowi społeczności świętokrzyskich hutników specjalizujących się w tej dziedzinie twórczości – wyjaśnia dr Orzechowski.

Żywa historia

Mieszkańcy Nowej Słupi i okolic wielokrotnie narzekali na ciężkie i ogromne bryły żużla, które wyorywali podczas prac polowych. Wyrzucany z pól materiał w połowie ubiegłego wieku zainteresował krakowskich naukowców, w tym metalurga prof. Mieczysława Radwana i archeologa prof. Kazimierza Bielenina. To, co stanowiło utrapienie rolników, okazało się archeologicznym skarbem. Na północnych terenach Gór Świętokrzyskich, aż po dolinę rzeki Kamiennej, odkryto olbrzymi starożytny okręg przemysłowy sprzed dwu tysiącleci. Zaowocowało to utworzeniem w 1967 r. Muzeum Starożytnego Hutnictwa w Nowej Słupi oraz organizacją dorocznej imprezy Dymarki Świętokrzyskie, na której starano się odtworzyć dawne metody wytopu żelaza. O dziwo, mimo wielu badań nad techniką i sposobem produkcji, nie udało się przeprowadzić udanego procesu i odseparować w trakcie wytopu żelaza od żużla. Do dziś pozostaje więc tajemnicą, w jaki sposób starożytnym hutnikom udawało się przy użyciu bardzo prostych urządzeń uzyskać żelazo tak wysokiej jakości. – Musimy przyznać z pokorą, że nasza wiedza teoretyczna nie idzie w parze z praktyką i prawdopodobnie nigdy nie osiągniemy biegłości pradziejowych hutników. Oni swoje doświadczenie zbierali przez prawie 500 lat. My mamy za sobą zaledwie 50 lat pracy nad odtwarzaniem tej metody. I choć dysponujemy zaawansowaną techniką i technologią, osobiste doświadczenie hutnika okazuje się najistotniejsze – podkreśla Tomasz Dziedzic. – Najważniejsze, że młodzież i turyści wychodzą od nas zadowoleni, co pokazuje, że cel całego projektu został dobrze zrealizowany i każdy może poznać z bliska antyczną świetność tego żelaznego zagłębia – podsumowuje Agata Sałata.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama