Nowy numer 47/2020 Archiwum

Nieugięty pasterz

„W razie niewykonywania zarządzeń usunąć bp. Lorka” – takie słowa zapisał w swoich notatkach Bolesław Bierut podczas spotkania komisji do spraw kleru przy KC PZPR.

Po zakończeniu działań wojennych władze komunistyczne starały się zyskać poparcie społeczne i utrzymywały w miarę poprawne stosunki z Kościołem. Jednak już niebawem miało się okazać, że dla nowych władz cieszący się dużym autorytetem Kościół wraz z hierarchami jest jednym z głównych wrogów. – Początkowo władze komunistyczne sukcesywnie likwidowały podziemie niepodległościowe. Kolejnym celem ataków stał się Kościół, w którym widziano zagrożenie ideologiczne – podkreśla ks. Piotr Tylec. Rozpoczęto działania destabilizujące strukturę Kościoła i podporządkowujące sobie niektórych duchownych, a z czasem zaczęto także otwartą walkę i ataki na najwyższych hierarchów, szczególnie tych, którzy stawiali opór bezprawnym zarządzeniom nowych władz.

Operacja „Okoń”

Jednym z pierwszych biskupów, w których uderzył partyjny aparat, był ordynariusz sandomierski bp Jan Kanty Lorek. – Trzeba dodać, że 11 kwietnia 1946 r. dotychczasowy administrator apostolski bp Lorek został mianowany przez Piusa XII ordynariuszem diecezji. Niemal w tym samym czasie biskupem sufraganem został mianowany ks. Franciszek Jop. Tę radość szybko przyćmiły pierwsze ataki na bp. Lorka, które rozpoczęły się już w maju 1946 r., gdy uczestniczył on w obchodach związanych z rocznicą ogłoszenia manifestu połanieckiego. Został wtedy publicznie oskarżony przez reprezentującego Wojewódzką Radę Narodową Józefa Ozgę-Michalskiego, że w czasie wojny współpracował z Niemcami. Niemal natychmiast temat podchwyciła prasa komunistyczna, która oskarżała bp. Lorka o „zbyt wielką usłużność i gorliwość wobec okupanta”. Jego listy wyjaśniające sprawę i polemizujące z postawionymi zarzutami oczywiście nie były publikowane i biskupa przedstawiano w bardzo negatywnym świetle – opowiada ks. P. Tylec. W niektórych publikacjach sandomierskiego ordynariusza nazywano „biskupem Niemcem”, co w czasach powojennych miało bardzo negatywny wydźwięk. Komunistom nie podobała się jego krytyka wobec rządowego zarządzenia w sprawie ślubów cywilnych czy jawna krytyka zerwania konkordatu ze Stolicą Apostolską. Biskup bronił stowarzyszeń, których prawa ograniczały nowe zarządzenia władz. Wprowadzano zakaz zgromadzeń publicznych, w tym organizacji pielgrzymek czy procesji, oraz rozwiązywano organizacje kościelne. Biskup Lorek usilnie apelował do kapłanów, by gorliwie rozwijali dotychczasowe formy pobożności oraz troszczyli się o grupy duszpasterskie i parafialne. – Bardzo stanowczo sprzeciwiał się próbom budowania ruchu księży patriotów. W marcu 1950 r. wydał dokument „Pro memoria”, w którym z całą stanowczością przypominał księżom, że nie mogą brać udziału w działalności politycznej i partyjnej oraz przyjmować urzędów niekościelnych związanych z odpowiedzialnością lub zależnością od kogokolwiek. Wydał zakaz prenumeraty i czytania czasopism publikowanych przez ruch księży patriotów, takich jak np.: „Ksiądz Obywatel”. Biskup ostro krytykował także usunięcie religii jako przedmiotu nauczania w szkołach publicznych. Takie działania sprawiły, że wzywano go na rozmowy „dyscyplinujące” do WRN w Kielcach i do urzędów Służby Bezpieczeństwa – wyjaśnia ks. Piotr Tylec. Równocześnie władze wyznaniowe i funkcjonariusze bezpieki rozpoczęły sprawę agenturalnego rozpracowania biskupa, której nadano kryptonim „Okoń”, oraz rozpracowania diecezji. – Niestety, agenci wciągnęli do współpracy pewną liczbę księży, którzy donosili, informowali o sytuacji wewnątrz parafii i dekanatów. Infiltracji nie uniknęła także sama kuria biskupia, o czym kilkakrotnie przekonał się bp Lorek, który stał się nieufny nawet wobec bliskich współpracowników – dodaje ks. Tylec.

Usunąć biskupa

W tej trudnej sytuacji otuchy sandomierskiemu ordynariuszowi dodawał silny związek społeczeństwa z Kościołem. Bardzo wiele razy podkreślał to na spotkaniach dekanalnych z księżmi i zachęcał ich do pełnej troski o powierzonych im wiernych. Podkreślał: „Wątpię nawet, czy za 100 lat w obecnym ustroju człowiek straciłby wiarę – raczej twierdzę, że więcej ludzi stałoby się gorliwymi katolikami. Przetrwamy, bo Bóg jest z nami. Z nami jest Bóg i wiara, a cierpimy i walczymy za prawdę”. – Nasilenie walki komunistów z Kościołem nastąpiło w 1953 roku. Znalazło to także odbicie w atakach na bp. Lorka. Trzeba dodać, że był to czas pokazowego pseudoprocesu kurii krakowskiej, aresztowania bp. Kaczmarka z Kielc i uwięzienia prymasa Wyszyńskiego. Powodem zaostrzenia sporu był dekret Rady Państwa o obsadzie stanowisk kościelnych, który dawał władzom państwowym całkowitą kontrolę nad polityką personalną biskupów. Dekret ten pozwalał na mianowanie duchownych na określone stanowisko tylko za zgodą władz państwowych. Biskup Lorek wyraźnie sprzeciwiał się temu dekretowi. Spór był ostry zwłaszcza w kwestii obsadzania stanowisk proboszczów w Radomiu. W pewnym momencie władze kategorycznie zażądały usunięcia ks. Jana Wiącka z funkcji radomskiego proboszcza – wyjaśnia ks. Piotr Tylec. Biskup wzywany był kilkakrotnie na rozmowy do Wojewódzkiej Rady Narodowej, jednak zawsze bronił oskarżanych przez komunistów księży, podkreślając ich duże zaangażowanie w pracę duszpasterską. Po takich wizytach przesłuchujący biskupa funkcjonariusze pozostawiali służbowe notatki. W jednej możemy przeczytać: „Stanowisko jego było wrogie. Stał w silnym oporze”. Dlatego kielecki urząd prosił, by władze wezwały bp. Lorka na rozmowę do Warszawy. „Odnośnie do biskupa Lorka trzeba podjąć ostrzejszy kurs tak, aby mu wykazać, że kto nie chce współpracować z władzą ludową, ten nie może w żadnym wypadku liczyć na jej pomoc”. – Opór biskupa stawiany wobec żądań wpływu władz komunistycznych na zmiany personalne w diecezji sprawił, że sprawa ta stała się przedmiotem obrad najwyższych władz państwowych 14 lipca 1954 roku. Podczas tego posiedzenia Bolesław Bierut zapisał w swoich notatkach ustalenie: „W razie niewykonania zarządzeń usunąć bp. Lorka” – opowiada ks. Tylec. Podczas kolejnych rozmów zażądano od biskupa usunięcia „niewygodnych” kanoników z sandomierskiej kapituły, domagając się wpływu na obsadzenie nowych. Taka sytuacja była niewątpliwie bardzo trudna dla ordynariusza, który każdą wizytę w urzędach do spraw wyznań bardzo przeżywał. Nie pozostawały one bez wpływu na jego zdrowie. – W 1955 r. bp Lorek czuł się coraz bardziej osłabiony i wyczerpany. 10 października zemdlał w swoim gabinecie. Jak się okazało, przeszedł zawał serca. Przez kolejne miesiące jego stan był poważny i w książce czynności biskupich następny wpis zanotowano dopiero 17 maja 1956 r. – wyjaśnia ks. P. Tylec.

Tysiąclecie kontra Millennium

Od momentu choroby bp Lorek ograniczał swoją działalność pasterską. Osłabł także jego opór wobec działań komunistycznych. Również władza stosowała mniejszy nacisk na sandomierskiego ordynariusza, bojąc się, by nie zrobić z niego męczennika walki o wolność Kościoła w Polsce. – W 1957 r. papież mianował nowego sufragana sandomierskiego, bp. Piotra Gołębiowskiego, który był bliskim współpracownikiem ordynariusza. I to właśnie bp Piotr podjął cały wysiłek posługiwania pasterskiego w diecezji. Czynił to jednak w pełnej jedności z bp. Lorkiem – dodaje ks. Piotr. Niezwykle ważnym wydarzeniem, niejako podsumowującym posługiwanie bp. Lorka w diecezji, były obchody Wielkiej Nowenny i 1000. rocznicy chrztu Polski oraz związana z nimi peregrynacja kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Przygotowaniami do tych uroczystości kierował bp Gołębiowski oraz specjalnie powołany do tego komitet. Uroczystości milenijne w Sandomierzu miały odbyć się w pierwszych dniach lipca 1966 r. Oczywiście władze komunistyczne powzięły wielorakie działania, aby je umniejszyć, a podkreślić propagowane przez władze obchody 1000-lecia państwa polskiego. – Władze utrudniały peregrynację kopii obrazu Matki Bożej. W wyniku działań Milicji Obywatelskiej zaniechano przewiezienia obrazu Matki Bożej do Sandomierza. Ponadto, aby odciągnąć ludzi od udziału w uroczystościach kościelnych, przesunięto datę sandomierskiego wyścigu kolarskiego im. Skopenki, zorganizowano pokazy samolotowe i wystawę koni. Mimo tych zabiegów tysiące wiernych uczestniczyło w uroczystościach milenijnych w Sandomierzu. Obecny był niemal cały episkopat z kard. Wyszyńskim i kard. Wojtyłą. Represją za udane obchody milenijne było podpalenie przez funkcjonariuszy SB ołtarza głównego w kościele seminaryjnym – dodaje ks. Piotr. W obchodach milenijnych wziął udział także mocno już schorowany bp Lorek, który zmarł 4 stycznia 1967 r. Władze poczyniły także sumienne przygotowania, aby na pogrzeb ordynariusza przybyło jak najmniej ludzi. Jednak i te działania nie przyniosły rezultatów. Pogrzeb sandomierskiego pasterza okazał się manifestacją wiary i podziękowania za jego niezłomną postawę biskupią.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama