GN 32/2018 Archiwum

Kończy się żywot zaborcy

Polska w październiku i listopadzie 1918 r. powstawała z martwych stopniowo. W różnych rejonach kraju, podzielonego na zabory, konstytuowały się polskie ośrodki władzy. Miały one jednak różne oblicza polityczno-ideowe.

Wojna miała się już ku końcowi. Żołnierze armii austro-węgierskiej porzucali broń, a mundury zamieniali na cywilne ubrania. Łatwiej tak było dotrzeć do swoich rodzinnych stron położonych, m.in. w Czechach, Chorwacji czy na Węgrzech. Wobec niechybnego rozpadu cesarsko-królewskiej monarchii 31 października 1918 r. władzę w Krakowie przejęła Polska Komisja Likwidacyjna. Swymi wpływami objęła także północne obszary zaboru austriackiego.

Przybywało dezerterów

– Tarnobrzeg był specyficznym rejonem Galicji z kilku powodów. Po pierwsze położony był w strefie nadgranicznej, sąsiadującej z zaborem rosyjskim, o czym się często zapomina. Po drugie był terenem o bardzo silnych wpływach chłopskich, co pokazał rok 1904, kiedy chłopi ufundowali pomnik Bartoszowi Głowackiemu. I wreszcie ważna rzecz – Tarnobrzeg, mimo że był małą miejscowością, stanowił siedzibę powiatu, w związku z czym istniała w nim silna elita. Jej przedstawiciele mieli już doświadczenie urzędnicze wyniesione z innych miast Galicji, w tym Lwowa czy Krakowa. Było to spowodowane rotacyjną polityką personalną, jaką stosowały władze austriackie – mówi dr hab. Tadeusz Zych, historyk, wykładowca na Uniwersytecie Rzeszowskim i dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Tarnobrzega.

– Od 1909 r. działało gimnazjum, w którym uczyła się młodzież o wysokim poczuciu patriotyzmu. Poza tym miasto i cały powiat bardzo mocno ucierpiały w 1914 i 1915 r. w wyniku kilkakrotnie przetaczających się frontów I wojny światowej. Tutejszej ludności przyszło żyć w jeszcze trudniejszych warunkach niż przysłowiowa nędza galicyjska. W Tarnobrzegu już w październiku 1918 r. odczuwane było napięcie wynikające z przeświadczenia końca wojny, przegranej przez państwa centralne. W mieście przybywało coraz więcej dezerterów, którzy opuszczając wojsko w wyniku ogólnego rozprzężenia, przyjeżdżali w rodzinne strony. Swoją postawą i głoszonymi hasłami wpłynęli na miejscowy austriacki garnizon żandarmerii. Z jego szeregów, w wyniku dezercji, zaczęło ubywać coraz więcej osób. Przełomowym dniem był 31 października, kiedy doszło do masowej ucieczki wojskowych władz austriackich oraz rozbrajania żołnierzy, żandarmów przez miejscową ludność, głównie młodzież gimnazjalną.

Niepodległość z balkonu

– Jan Słomka w swoich „Pamiętnikach włościanina” pisał, że gdy 1 listopada szedł do kościoła, widać było, iż kończy się nie tylko wojna, ale również żywot Austro-Węgier. Wówczas po raz pierwszy pod przewodnictwem inż. Jana Bochniaka, postaci niezwykle ważnej, wyrastał bowiem na głównego organizatora polskich władz w mieście, zebrały się miejscowe elity – opowiada Tadeusz Zych. Wyłoniony na zebraniu komitet został zobowiązany do poinformowania dotychczasowego starosty dr. Kazimierza Federowicza o usunięciu go z urzędu, i powierzeniu tej funkcji Eugeniuszowi Strzyżowskiemu. Komendę żandarmerii zaś objął Tomasz Dąbal, przysłany z Krakowa przez gen. Bolesława Roję. – Z balkonu kamienicy Federbuscha, istniejącej do dzisiaj, a będącej niestety w opłakanym stanie, dyrektor Szkoły Powszechnej nr 1 Helena Weiss ogłosiła niepodległość Polski – dodaje historyk. – Powstało wówczas pytanie: kto tę władzę będzie sprawował? W równej niemal odległości od Tarnobrzega, powstały bowiem dwa ośrodki – Rząd Tymczasowy Ignacego Daszyńskiego w Lublinie, uważany w wielu kręgach nie tyle za socjalistyczny, co wręcz komunistyczny, i Polska Komisja Likwidacyjna w Krakowie pod przewodnictwem Wincentego Witosa, zdecydowanie bardziej szacowna i stateczna. Do tego dochodzi jeszcze coraz bardziej wyemancypowana Rada Regencyjna w Warszawie. Mamy zatem trzy ośrodki pokazujące wolę Polaków do stanowienia własnego państwa, ale jednocześnie owa wielowładza mogła grozić wojną domową. To wszystko było bardzo widoczne także w Tarnobrzegu, do którego PKL przysłała swoich przedstawicieli, mających tworzyć władze powiatowe.

Trybuni ludowi

Przełomem okazał się 6 listopada, kiedy na tarnobrzeskim rynku odbył się pierwszy słynny wiec, na którym zgromadziło się parędziesiąt tysięcy chłopów. Data ta uznawana jest za początek tzw. Republiki Tarnobrzeskiej. Władzę przejęły czynniki niezwykle radykalne. – Były to dwie osoby, z dwóch jakby różnych światów – człowiek w sutannie, czyli ks. Eugeniusz Okoń, oraz Tomasz Dąbal, mający za sobą piękną kartę służby w legionach Piłsudskiego – mówi T. Zych. – Połączyła ich radykalna wizja sprawiedliwości społecznej. Byli doskonałymi mówcami, uprawiającymi demagogię, ale w rozumieniu starożytnym, dzięki czemu potrafili pociągnąć za sobą rzeszę ludzi. Ks. Okoń potrafił np. w czasie przemowy, kiedy u dominikanów w południe odzywał się dzwon, powiedzieć: „Widzicie, dzwonią na Anioł Pański, a kiedy zadzwonią na Anioł Chłopski”, albo kiedy z otwartych drzwi kościoła słychać było słowa kapłana: „Pan z wami”, potrafił stwierdzić, że jeszcze długo trzeba będzie poczekać na zdanie: „Chłop z wami”. Ich hasła przypominały jako żywo hasła bolszewickie, co nie powinno dziwić. Tezy bolszewickiej rewolucji, od roku toczącej się w Rosji, musiały docierać i do Galicji. Aczkolwiek błędem byłoby twierdzenie, że ks. Okoń zaczytywał się w pracach Lenina, Marksa czy Trockiego. Jak zauważa Tadeusz Zych, powstanie ruchu zwanego Republiką Tarnobrzeską nie byłoby możliwe, gdyby nie stosunki społeczne panujące na terenie miasta i okolicy. Obok ogromnej biedy galicyjskiej, dotykającej wielkiej rzeszy mieszkańców, którzy na przednówku cierpieli prawdziwy głód, istniała potężna własność ziemska, rażąca chłopów bogactwem i dobrobytem. Zatem hasła mówiące o reformie rolnej i podziale ziemi miały niezwykłą siłę przekonywania. – Trzeba dodać, że niechęć ludności skierowała się nie tylko na posiadaczy ziemskich, ale także, nie ukrywajmy tego, na Żydów, uważanych za ich sługusów – zaznacza historyk. Przez kolejne tygodnie, niemal do końca roku 1918 w Tarnobrzegu panowała dwuwładza – jedna legalna i druga powstała na bazie Republiki Tarnobrzeskiej, która przestała istnieć w styczniu 1919 r., kiedy doszło do pacyfikacji ruchu. O sile oddziaływania haseł ks. Okonia i Dąbala najwymowniej świadczą wyniki wyborów do Sejmu Ustawodawczego. 70 tys. wyborców z 90, którzy poszli do urn, oddało głos na trybunów Republiki Tarnobrzeskiej.

Nauczyciel rozdawał karty

Zakończenie I wojny światowej, a następnie przejęcie władzy z rąk zaborców w powiecie niżańskim przebiegało wyjątkowo spokojnie. 31 października 1918 roku na niżańskich plantach odbył się wiec z udziałem mieszkańców Niska i okolic. Wtedy też poinformowano zebranych, że Austriacy podpisali kapitulację, a w Krakowie powstały władze polskie. Ich pełnomocnikiem w Nisku został profesor miejscowego gimnazjum Stanisław Ćwikowski, który mianował wójtów i utworzył porządkową straż obywatelską składającą się z trzech plutonów. Dwa dni później rozbrojono żandarmerię, zajęto jej budynek i zarekwirowano broń oraz dokumenty. W tym samym czasie przejęto koszary i znajdujący się tam szpital z 60-osobową załogą. – Nowe władze szybko przystąpiły do porządkowania Niska. Wiele ruin trzeba było odbudować, a niektóre rozebrać. Zniknęły z niżańskiej panoramy słynny hotel i restauracja Karego oraz drewniane budynki, które stały na placu, gdzie obecnie są małe planty. Maksymilian Francke, właściciel dóbr niżańskich, również energiczne przystąpił do odbudowy swoich obiektów przemysłowych: browaru, cegielni, elektrowni, młyna parowego, warsztatów mechanicznych, a także folwarku w Sopocie – opowiada Janusz Ogiński, regionalista, autor książki o niżańskim powiecie. Po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej, 18 marca 1921 r. w Rydze Polska i Rosja Sowiecka podpisały traktat, który wytyczył polsko-radziecką granicę. Walczący wówczas w rejonie Wilejki koło Mińska 3 Pułk Piechoty Legionów wycofał się do Grodna, potem do Suwałk, Łukowa i, ostatecznie, 2 października 1922 r. na stały postój do Jarosławia. II batalion tego pułku zameldował się natomiast w Nisku. Batalion ten przebywał w koszarach niżańskich do 27 października 1927 r. W sierpniu 1928 roku koszary zostały zajęte przez Batalion Podchorążych Rezerwy Piechoty nr 10a. Jego przeznaczeniem było kształcenie oficerów rezerwy i cywilów posiadających średnie wykształcenie. W 1932 r. batalion został rozformowany, a w koszarach rozpoczęła działalność Szkoła Podoficerów Piechoty dla Małoletnich nr 3. Szkoła funkcjonowała do 1939 roku.

Poszło o zboże

11 listopada 1928 r. w Janowie Lubelskim nakładem Miejskiego Komitetu Obchodów Uroczystości „Dziesięciolecia Niepodległości” ukazał się biuletyn, a w nim wspomnienia dr. Władysława Jabłońskiego, który w listopadzie 1918 r. rozpoczął tworzenie w tym rejonie zrębów państwowej władzy. „Pod koniec października (1918 r.) otrzymałem z Lublina rozkaz przygotowania rozbrojenia okupantów i objęcia tymczasowo władzy w powiecie. „Oprzeć się na P.O.W.” (Państwowa Organizacja Wojskowa) – brzmiał rozkaz. Peowiaków było 7 z 5 rewolwerami, który każdy innego systemu. Zdawałoby się zadanie nie do wykonania, a jednak nikomu nawet na chwilę do głowy nie przyszło, że może być niewykonalne. Wiara w powodzenie była wręcz niesłychana” – wspomina Władysław Jabłoński. Przejmowanie władzy w Janowie Lubelskim zaczęło się już 4 i 5 listopada od patriotyczno-religijnych uroczystości. Rano na ulicach miasta pojawili się peowiacy z bronią „na wierzchu” i biało-czerwonymi opaskami na rękach. Było nabożeństwo, a po nim wiec przed pomnikiem Poległych Piłsudczyków. „Pięknie przemawiała doskonała mówczyni panna Klamborowska, nauczycielka tutejszego gimnazjum. Słuchaczy był tłum wprost niesłychany” – wspomina dalej dr Jabłoński. Zaborcy próbowali jednak wykorzystać ten moment do wywiezienia z Janowa zboża. „Za chwilę ukazał się oficer konno i długi szereg wozów, naładowanych zbożem. Na każdym wozie siedziało dwóch uzbrojonych żołnierzy. Sytuacja była krytyczna, gdyż tłum zaczął szemrać. Trzeba było zareagować” – pisze we wspomnieniach pełnomocnik polskiego rządu. Władysław Jabłoński rozkazał oficerowi zatrzymać konwój. Ten wyjął szablę, zaczął nią grozić, klnąc przy tym po niemiecku i węgiersku. Jego podwładni nie zdradzali jednak żadnej ochoty do walki. Oficer skapitulował. Zboże wróciło do magazynów. „Tegoż dnia kilku oficerów austriackich Polaków z por. Mitraszewskim na czele zameldowało się u mnie do armii polskiej i tegoż dnia cały szereg żołnierzy Polaków zameldował się z bronią u por. Mitraszewskiego. Mieliśmy już prawdziwy garnizon wojskowy z bronią i amunicją. Zaczęły się w Janowie rządy polskie” – kończy swoje wspomnienia dr Jabłoński.• Przy pisaniu artykułu wykorzystane zostały archiwalne publikacje Muzeum Regionalnego w Janowie Lubelskim.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma