Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Strażnicy boru

Najczęściej kojarzymy ich spacerujących po lasach z bronią. Jednak w rzeczywistości bardziej chronią zwierzynę, dbają o jej stan i liczebność, niż na nią polują.

Jesienny las zachwyca. Kolorowe liście drzew potwierdzają, że polska złota jesień w pełni. Co rusz można spotkać grzybiarzy wpatrzonych w runo leśne, wypatrujących dorodnych borowików i gąsek. Jesień to także czas myśliwskiego święta. Zanim jednak myśliwi uczczą swego patrona, św. Huberta, w wielu kołach myśliwskich przy pomocy leśników przeprowadza się inwentaryzację zwierzyny. – To pomaga nam określić, jakie gatunki mają silne populacje, a o jakie trzeba szczególnie zadbać. Na podstawie tej statystyki określa się, gdzie potrzebna jest selekcja, a jakie gatunki łowne trzeba chronić. Bo głównym zadaniem myśliwych nie jest odstrzał zwierzyny, lecz chronienie jej i dbanie o jej dobrostan – wyjaśnia Kazimierz Mazur z Koła Łowieckiego „Knieja” w Sichowie.

Co w puszczy piszczy

W Nadleśnictwie Staszów właśnie odbyły się jesienne szacunki liczebności dzikiej zwierzyny. Trudno sobie wyobrazić, jak można policzyć zwierzynę, która biega po leśnych ostępach. – Myśliwi przez cały rok prowadzą obserwację obecności zwierzyny na danym terenie. Jednak co roku przeprowadza się inwentaryzację metodą tzw. pędzeń próbnych, aby określić populację konkretnego gatunku na danym terytorium. Jest to bardzo prosta metoda, podczas której na określonym terenie obstawionym przez obserwatorów pędzi się zwierzynę, aby ustalić jej liczebność. Taka wiedza pozwala na wyznaczenie kierunków gospodarki łowieckiej na danym terenie – wyjaśnia Tomasz Marcinek, zastępca nadleśniczego w Staszowie. Jak wynika z zebranych danych, stan zwierzyny w okolicach Staszowa jest zadowalający. – W naszym nadleśnictwie jest sporo saren i jeleni. Duża jest także populacja dzika. Dzięki staraniom myśliwych mocno wzmocniła się obecność bażantów, mniej za to jest kuropatwy i zająca – wylicza. Dodaje, że leśnicy i myśliwi wspierają się we wspólnym dziele ochrony przyrody. – Takie szacunki pozwalają nam określić plany łowieckie na danym terytorium. Opracowane plany muszą zatwierdzić trzy instytucje: lokalne władze, czyli burmistrz lub wójt gminy, zarządy okręgowe Polskiego Związku Łowieckiego oraz miejscowe nadleśnictwo. Taki system pokazuje, że najważniejszy nie jest odstrzał zwierzyny, ale dbanie o stan jej populacji – dodaje Tomasz Marcinek. Podobne szacunki zrobiono także na terenie działalności Nadwiślańskiego Koła Myśliwskiego w Radomyślu nad Sanem. – W naszym rejonie możemy obserwować oprócz jelenia i sarny także populację łosia, lecz na niego nie wolno polować. W rejonach, gdzie płyną leśne rzeczki i strumienie na dobre zadomowił się bóbr, budując swoje żeremie, i jest go naprawdę sporo, dlatego co roku otrzymujemy pozwolenie na pozyskanie kilku sztuk. Nasze myśliwskie obserwacje potwierdzają także obecność watahy wilków. Szacujemy, że jest ich od 6 do 8 sztuk – informuje Michał Kondub z Nadwiślańskiego Koła Myśliwskiego. Strażnicy borów i kniei nie narzekają na brak zwierzyny płowej, czyli jeleni i saren, oraz czarnej, której głównym przedstawicielem jest dzik. To te populacje najczęściej trzeba zredukować, aby nie wyrządzały szkód w lasach i na polach. Jednak większą uwagę koła myśliwskie kierują na pomoc gatunkom, których liczba spadła. W ostatnich latach prowadzone są starania, aby wspomóc populację zajęcy, bażantów i rodzimych kuropatw.

Troska i edukacja

Najczęściej sądzimy, że myśliwi tylko polują. Nic bardziej mylnego. – Selekcja i pozyskiwanie zwierzyny to jedno z ostatnich myśliwych zadań. – Nasza całoroczna praca to przede wszystkim troska o zwierzynę na konkretnym terenie, na którym gospodaruje koło myśliwskie. Zadaniem jego członków jest ochrona zwierzyny przed zagrożeniami i dbanie o jej dobrostan – wymienia Michał Kondub. – Przez cały rok troszczymy się, aby zwierzętom zapewnić odpowiednią ilość pożywienia. Dlatego prowadzimy uprawy na poletkach żerowych w lasach, gdzie zwierzęta mogą bezpiecznie zdobyć pożywienie. Natomiast w okresie zimowym prowadzimy planowane dokarmianie zwierzyny, aby mogła przetrwać najtrudniejszy dla niej okres – dodaje. To właśnie wtedy myśliwi ruszają w las nie ze strzelbą, ale z zapasem siana, workami z ziarnem owsa czy innym pokarmem przygotowanym dla zwierząt. – Dużą wagę przywiązujemy do walki z kłusownictwem. Myśliwi bardzo często zdejmują sidła i wnyki zastawiane na ścieżkach, którymi wędruje zwierzyna. Zwalczamy kłusowanie z bronią i psami. Nie trzeba dodawać, że takie postępowanie przynosi największe szkody dla zwierzyny. Złapane w sidła lub wnyki zwierzę kona godzinami w męczarniach. Kłusownicy zabijają najpiękniejsze okazy zwierzyny, osłabiając w ten sposób żywotność i kondycję populacji. To największa plaga naszych lasów – dodaje Kazimierz Mazur z koła w Sichowie. Myśliwi dokładają także starań, aby uczyć ochrony przyrody. Niejednokrotnie wraz z najmłodszymi prowadzą akcje troski o zwierzęta i uczą odpowiedniego dokarmiania. – W ostatnich latach wraz z uczniami liceum ze Staszowa i Szkoły Podstawowej w Rytwianach uczestniczyliśmy w programie „Ożywić pola”, który zakładał troskę o zwierzęta polne, w szczególności bażanta i kuropatwę. Nasi uczniowie naprawdę spisali się na medal, zdobywając laury w ogólnopolskim konkursie. Pod opieką myśliwych wychodzili w teren i budowali miejsca dokarmiania dla ptaków, uczyli się, jak i kiedy można je dokarmiać, a także w jaki sposób chronić ich naturalne środowisko. Jestem przekonany, że taka edukacja przynosi efekty i zostanie na długie lata – opowiada K. Mazur. W bardzo wielu kołach prowadzona jest także akcja zasiedlania konkretnymi gatunkami, których jest zbyt mało na danym terytorium. – Od kilku lat zauważamy spadek liczby kuropatwy. Dzieje się tak dlatego, że coraz mniej jest upraw rolniczych, gdzie te ptaki żerowały. Wzrosła także liczba drapieżników polujących na te sympatyczne ptaki. W naszym kole od kilku lat nie prowadzimy już polowania na kuropatwę, lecz prowadzimy zasiedlenia, wypuszczając młode kuropatwy zakupione w specjalnych hodowlach. Podobnie rzecz się ma z popularnymi szarakami, czyli zającami. Wiele z nich ginie pod kołami samochodów na przyleśnych drogach. Ten gatunek także znalazł się w naszym kole jako otoczony specjalną opieką, aby zwiększyć jego populację – wyjaśnia pan Michał Kondub. Myśliwi przestrzegają przed nierozważnym dokarmianiem zwierzyny. – Nie wolno przyzwyczajać zwierząt do żerowania blisko domostw. Apelujemy, aby nie dokarmiać tym, co zostaje w naszych gospodarstwach lub domach, bo może to zaszkodzić zwierzynie i przyzwyczaja ją do żerowania blisko ludzkich siedlisk, co może prowadzić do sytuacji niebezpiecznych. W tym zadaniu wspomagajmy myśliwych, ale ich nie wyręczajmy. Oni wiedzą najlepiej, jak, kiedy i czym dokarmiać dziko żyjące zwierzęta – apeluje Kazimierz Mazur.

Dyscyplina i tradycja

Nie jest łatwo zostać myśliwym. To dość długi i wymagający proces. – Najpierw taka osoba musi zgłosić się do zarządu koła, który wyznacza staż dla takiego kandydata. Najczęściej po roku taka osoba musi odbyć odpowiednie szkolenie i zdać kilka egzaminów, w tym z teorii i zasad myślistwa czy bezpieczeństwa na polowaniu – wyjaśnia pan Michał. Równolegle taka osoba musi rozpocząć całą procedurę uzyskania pozwolenia na broń. Przez pierwsze trzy lata młody adept łowiectwa może strzelać tylko do określonych gatunków zwierząt łownych. – Po tym czasie musi przejść kolejne szkolenie i zdać egzamin na tzw. selekcjonera, czyli myśliwego, który nabywa prawo do polowania na zwierzynę płową – dodaje pan Kazimierz Mazur. Każde wyruszenie na łowy musi być także zgłoszone przez myśliwego w specjalnym zeszycie polowań, które prowadzi dane koło. – To zapewnia bezpieczeństwo polowania, a także pozwala nam na kontrolę liczby pozyskiwanej zwierzyny. W takim zeszycie myśliwy jest zobowiązany oznaczyć, gdzie poluje, ile oddał strzałów, czy były celne i co upolował. To nasza łowiecka dyscyplina – podkreśla pan Michał. Myślistwo to także wielowiekowa tradycja. Przyjęcie do łowieckiego grona młodego myśliwego odbywa się według określonych rytuałów, podobnie jak grupowe polowania podczas dnia św. Huberta. Słychać wtedy granie rogów po kniejach oznajmujących rozpoczęcie i zakończenie polowania. Oczywiście dumą myśliwego są jego łowieckie trofea. Jednak wielu myśliwych częściej wyrusza w knieje, aby obcować z naturą i poobserwować zwierzynę, niż na nią polować. Niejeden z nich podczas łowów, widząc piękny okaz, najczęściej odkłada strzelbę, bo żadne trofeum myśliwskie nie zastąpi spotkania z żywym zwierzęciem w puszczy.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma