Nowy numer 48/2020 Archiwum

Tunelowe pola

Rolnictwo i gospodarka. Od wczesnych wiosennych miesięcy okolice Sandomierza zamieniają się w pola pełne upraw warzywnych. Osłonowe uprawy to dla wielu sadowników sposób na biznes. Nie zawsze jednak urodzaj wiąże się dla nich z dobrym zyskiem i brakiem kłopotów.

– Ze zbytem jest różnie – raz sprzedaje się od ręki, innym razem trzeba stać nawet i dobę. Zdarzały się również i takie lata, że było tyle warzyw, iż nie można było ich sprzedać i ponosiło się duże straty – opowiada pan Tadeusz, sprzedający dorodne kalafiory i młodą kapustę. Sandomierskie warzywa i owoce można kupić nie tylko w Ostrowcu, ale nawet w Warszawie, Krakowie czy na Śląsku. – Jeszcze kilka lat temu kursowałem kilka razy w tygodniu z kapustą, ogórkami, kalafiorami, ziemniakami czy pomidorami na Śląsk. Zaopatrywałem zieleniaki i warzywniaki osiedlowe w Katowicach, Chorzowie czy Bytomiu, dziś robię jeden kurs w tygodniu i to nie w pełni załadowany. Wiele małych sklepów zlikwidowano, bo nie było klientów. Wszyscy i niemalże wszystko kupują w marketach – z żalem opowiada Henryk Kania. Wiele osób stawia na własne warzywa, wyhodowane w przydomowych ogródkach lub na działce. Anna Stąporek, działkowiczka z Ostrowca, uważa, że uprawa warzyw jest nieopłacalna i w dodatku trzeba się sporo napracować, ale przyjemnie jest zbierać potem plony, które mają niepowtarzalny smak.

Nie zawsze kwitnący interes

Wielu sandomierskich rolników szuka alternatywnych kierunków produkcji. Państwo Kuchtowie z Wielowsi od ponad 20 lat hodują kwiaty. – Pionierem takich upraw w okolicy był mój ojciec, który wprowadzał na rynek kwiaty balkonowe i rabatowe. Obecnie są one bardzo popularne, jednak i w tym biznesie nie zawsze jest kolorowo – tłumaczy Stanisław Kuchta. Wczesną wiosną pod folie trafiają specjalnie kupione szczepy sadzonek, które są rozsadzanie i hodowane do sprzedaży. I tutaj jest także swego rodzaju sezonowość. Najpierw schodzą bratki, stokrotki, potem gatunki balkonowe i rabatowe. Zwieńczeniem sezonu są chryzantemy. – Od kilku lat, dzięki pomysłowości mojej żony Elżbiety, na Wszystkich Świętych przygotowujemy gustowne wielogatunkowe kompozycje. Cieszą się one dużym wzięciem, ale konkurencja nie śpi, podpatrzyła pomysł i już jest ciężej na rynku. Sytuacja ogrodników jest nieporównywalna z tą sprzed lat. Podam jasny przykład: w latach 80. ub. wieku za kilka kilogramów pomidora kupowało się tonę węgla, dziś kilogram pomidora oscyluje w granicach 3–5 zł, tona węgla – 700–800 zł – wylicza S. Kuchta. •

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama