Nowy numer 16/2018 Archiwum

Pamiętam smak sernika

– Gdy przychodziła Wigilia, to mój dziadek szedł z babcią i przepraszał wszystkich, którym zrobił jakąś krzywdę: „Swacie, no już się nie gniewajmy, bo idę do spowiedzi” – prosił. Przed siostrą, przed bratem swoim klękał, całował w rękę i przepraszał – wspomina mieszkanka miejscowości.

Gminny Ośrodek Kultury w Zaklikowie postanowił przypomnieć i zachować dla potomnych dawne lasowiackie obrzędy związane z Wigilią. W akcję zaangażowali się nie tylko jego pracownicy, ale też mieszkańcy gminy. Z pomocą etnolog Patrycji Laskowskiej-Chyły powstało widowisko „Wigilia zaklikowska”.

Scenariusz tworzył się przez kilka miesięcy podczas rozmów pani Patrycji z najstarszymi mieszkańcami gminy. – W wigilijny poranek panny, które chciały być ładne i szybko się wydać, musiały koniecznie obmyć się w rzece. Wychodziły też przed dom i wołały: „Hej! Hej!”. Z której strony usłyszały echo, z tej miał przyjść kawaler. Rozkładały także ręce przy płocie, a liczba sztachet, które objęły, wskazywała im liczbę miesięcy do zamążpójścia – opowiada Anna Krzyżanowska, dyrektorka GOK w Zaklikowie. W Wigilię aż do wieczerzy obowiązywał post. Jadło się tylko racuchy. Podczas kolacji na stole obowiązkowo musiały być: olej, suszone grzyby, mak i groch. Zapewniało to zdrowie i dostatek w przyszłym roku. Każdej potrawy trzeba było spróbować chociaż symbolicznie, by się w życiu wiodło. – No i ten pyszny kapuśniak z grzybami ugotowany na oleju, z ziemniakami. Do tego śledzie, które były wyjmowane wprost z beczki, uderzane o kalosze i w ten sposób otrzepywane z soli. W Zaklikowie potrawy te królują do tej pory – wspomina jedna z mieszkanek. – Ja z kolei pamiętam smak sernika. Babcia piekła go z suchego sera. Ser wisiał w kuchni ze dwa miesiące, zanim placek został upieczony. Dziadek tarł ser na tarce, taki był suchy – włącza się inna zaklikowianka. Podczas wieczerzy należało spróbować każdej potrawy po trochu. Sprawdzano też, czy czasami opłatek, który wcześniej podkładano pod talerz, nie przykleił się do niego. Jeśli tak, zwiastowało to urodzaj. Różowy opłatek był dla zwierząt. – Tatuś brał go i szedł do obory, do bydła. Mówił, że idzie z nimi porozmawiać – dodaje inna kobieta. Widowisko „Wigilia zaklikowska” zostało wystawione 17 grudnia w Zaklikowie i dzień później w Stalowej Woli.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma