• facebook
  • rss
  • Niełatwy przełom wieków

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 37/2017

    dodane 14.09.2017 00:00

    Jeden z biskupów przypłynął do Sandomierza statkiem, drugi przyjechał koleją. Jednak nie sposób ich przybycia był nadzwyczajny, ale opatrznościowa posługa pasterska.

    Czas po powstaniu styczniowym nie był łatwy ani dla Polaków, znajdujących się pod trzema zaborami, ani dla Kościoła, który doświadczał nie tyle prześladowania ze strony władz zaborczych, ile dużej ingerencji w sprawy wewnętrzne oraz ograniczania działalności duszpasterskiej, wychowawczej i kulturowej. – Bardzo często księża karani byli za niewłaściwe politycznie kazania, za działania popierające ruch wolnościowy czy angażowanie się w sprawy narodowościowe – wyjaśnia ks. Piotr Tylec. Niełatwe było także codzienne życie pod zaborami. Panowało rozwarstwienie społeczne na ubogich chłopów, którzy często nie posiadali ziemi, i bogatszą szlachtę. W małych miasteczkach liczną społeczność stanowili Żydzi, którzy żyli obok wspólnoty katolików. Był to czas, kiedy zaczynały rozwijać się duże miasta. Taką prosperity przechodził Radom, stając się wielotysięcznym miastem. Podobnie było z Ostrowcem Świętokrzyskim, gdzie rozwijał się przemysł metalurgiczny.

    Bastion wolności i polskości

    – Sytuacja materialna Kościoła nie była łatwa, mimo to w kilku miejscach diecezji rozpoczęto budowę kościołów. Księża dostawali pensję od rządu, co z jednej strony pozwalało na pewną stabilność finansową, a z drugiej dawało władzy świeckiej dużą kontrolę nad duchownymi. Każda posługa duszpasterska obarczona była odgórną taksą wyznaczoną przez rządową instytucję nazwaną Dozór Kościelny. To ona kwalifikowała parafie na klasy. Do pierwszej należały parafie prestiżowe i duże, do kolejnych parafie w małych miejscowościach. Od przynależności do klasy zależała taksa za posługę duszpasterską i pensja dla duchownych – tłumaczy ks. Piotr Tylec. Zarządzanie diecezją w takiej sytuacji wymagało z jednej strony dużej dyplomacji w relacjach z zaborczym rządem, z drugiej dużej troski i gorliwości wobec wiernych, którzy właśnie w Kościele widzieli oparcie w niełatwym czasie państwowej niewoli. – Taką wybitną postacią był bp Antoni Xawery Sotkiewicz, który kierował diecezją przez 18 lat. Dziś, oceniając jego posługę, można powiedzieć, że był osobą opatrznościową na te trudne czasy. Pochodził z terenu diecezji, z parafii Bardo, gdzie wychowywał się w rodzinie ziemiańskiej. Jego ojciec był zastępcą wójta gminy. Był najstarszym z siedmiorga rodzeństwa. Lata szkolne spędził w Koprzywnicy, gdzie kształcił się w pocysterskiej szkole. Jako biskup bardzo mile i z humorem wspominał szkolne czasy, szczególnie nauki pobierane u nauczyciela Pawła Kotowskiego, słynącego z surowości – opowiada ks. P. Tylec. Po latach szkoły średniej chciał wstąpić do seminarium, ale od tej decyzji odwiedli go rodzice. Przez dwa lata pracował w kancelarii burmistrza Rakowa, gdzie jeszcze bardziej dojrzał do decyzji życia kapłańskiego i w 1842 r. wstąpił do sandomierskiego seminarium. Jako zdolnego studenta wysłano go do Akademii Duchownej w Warszawie. Po jej ukończeniu i przyjęciu święceń pracował na stanowiskach administracyjnych w Sandomierzu, a potem został proboszczem w Zbelutce. – Było to szczególne doświadczenie dla młodego kapłana. Tam ks. Sotkiewicz zastał bardzo trudne warunki materialne i bytowe. Mimo to dokładał starań, aby sumiennie pracować duszpastersko. Po krótkim czasie wrócił do stolicy diecezji i został wicerektorem seminarium, a następnie profesorem prawa na akademii w Warszawie. Po likwidacji uczelni przez władze carskie i wygnaniu abp. Felińskiego został wikariuszem generalnym archidiecezji warszawskiej. Urząd ten pełnił przez sześć lat. Jak się okazało, było to doskonałe przygotowanie do pełnienia funkcji biskupa w diecezji sandomierskiej – wyjaśnia ks. Piotr Tylec.

    Po wiślanych falach

    W chwili mianowania przez Leona XIII biskup nominat miał 56 lat. Konsekracja ks. Antoniego Sotkiewicza na biskupa odbyła się 20 maja 1883 r. w Petersburgu. Warto nadmienić, że mianowani biskupi z terenu zaboru rosyjskiego musieli składać także przysięgę wierności carowi jako władzy zwierzchniej. – W bardzo nietypowy sposób bp Antoni Sotkiewicz przybył do swojej diecezji – z Warszawy do Sandomierza przypłynął statkiem. Tak zapisano to w dawnych przekazach: „20-go czerwca w godzinach popołudniowych przy brzegu Wisły, tuż pod starym sandomierskim spichrzem stanął statek, wiozący do swej stolicy nowego pasterza diecezji. Wiernych wyszły ku Wiśle całe masy. Ówczesny prezydent miasta Józef Kalasanty Słomczyński w uniformie wystąpił na czele mieszkańców, by oficjalnie powitać biskupa”. Warto dodać, że podróż trwała zaledwie jeden dzień, a za swoje oficjalne wystąpienie prezydent miasta został ukarany przez władze carskie utratą stanowiska – opowiadał ks. Tylec. Dużym wyróżnieniem dla nowego biskupa był przysłany przez papieża Leona XIII drogą prywatną osobisty list, w którym Ojciec Święty wyraża swoje nadzieje związane z pracą biskupa elekta. Biskup Antoni Sotkiewicz ingres do katedry odbył 24 czerwca z kościoła Ducha Świętego, po czym rozpoczął intensywną pracę duszpasterską i administracyjną.

    Sandomierski odnowiciel

    – Bardzo ciekawy jest fakt, że pierwszą wizytę pasterską złożył w Koprzywnicy, miejscu swoich lat szkolnych. W kolejnych miesiącach wydał zarządzenie porządkujące przebieg wizytacji duszpasterskich w parafiach. Zawierało ono 18 bardzo precyzyjnie określonych punktów, które regulowały całość wizyty. Pokazują to dokumenty archiwalne, bo bp Sotkiewicz był człowiekiem bardzo systematycznym, lubiącym porządek w liturgii i administracji. Nie reformował diecezji, aby ją tylko reformować, ale zachowywał to, co dobre i pożyteczne, a to, co było zaniedbane lub niedokładne, porządkował z wielkim zamysłem i refleksją – podkreśla ks. P. Tylec. Dokładał starań, aby kapłani co roku odprawiali rekolekcje, wprowadził egzaminy dla początkujących księży, polecił proboszczom obowiązkowe prowadzenie ksiąg ludności, uregulował przygotowanie do przyjęcia sakramentów świętych, dbał o przestrzeganie przepisów liturgicznych, dając nawet szczegółowe wyjaśnienia dotyczące szat i bielizny liturgicznej. Wraz z przebiegiem roku liturgicznego wydawał przepisy odnoszące się do postu, nabożeństw pasyjnych czy czci Najświętszego Sakramentu. Jednym z bardziej wzruszających orędzi jest odezwa z 27 grudnia 1884 r., z której przebija głęboka duchowość sandomierskiego hierarchy, o wiecznej lampce płonącej przed Najświętszym Sakramentem. Poza sprawami administracyjnymi i duchowymi przed biskupem stanęło wiele wyzwań natury materialnej. Pierwszym zadaniem był gruntowny remont pałacu biskupiego, kolejnym – remont mocno podupadłej katedry. Warto dodać, że podczas ingresu była ona bez wieży i okien, z uszkodzonym dachem i odrapanymi ścianami. Inną bardzo naglącą sprawą było seminarium, które borykało się z problemem szczupłości miejsca dla kleryków. Biskupim marzeniem było nowe lokum dla seminarium. Ziściło się ono przed śmiercią, gdy pojawiła się okazja do przejęcia klasztoru po siostrach benedyktynkach. – Jak można wyczytać we wspomnieniach, był pasterzem niezwykle zatroskanym o piękno liturgii, natomiast nie był dobrym kaznodzieją i nie miał słuchu muzycznego, i choć dużo ćwiczył, nie udało mu się tego zmienić. Posiadał bardzo dobry kontakt ze świeckimi i kapłanami. Według przekazów, raz w tygodniu odbywały się w domu biskupim wspólne spotkania przy herbacie – opowiada ks. P. Tylec. Zarządzał diecezją 18lat, które śmiało można nazwać sandomierskim renesansem. Zmarł 4 maja 1901 roku.

    Biskup z wygnania

    Po krótkim czasie, gdy rządy diecezji powierzone były wikariuszom kapitulnym, na katedrę biskupią w Sandomierzu zostaje mianowany bp Stefan Zwierowicz. – Jest to bardzo interesująca postać, która przybyła do naszego miasta z wygnania, na które została skazana przez cara. Będąc biskupem w Wilnie, sprzeciwiał się zarządzeniom władz zaborczych ingerującym w sprawy Kościoła i dotyczących rusyfikacji polskiego społeczeństwa. W 1902 r. zakazał rodzicom katolickim posyłania dzieci do szkół prawosławnych, za co został zesłany do Tweru. Jednak taka sytuacja nie była na rękę władzom, dlatego przeniesiono go na nową stolicę biskupią – opowiada ks. P. Tylec. Biskup Zwierowicz przybył do Sandomierza pociągiem, odwiedzając po drodze Ostrowiec i Opatów. Był witany w swojej diecezji jak bohater za sprzeciwienie się carowi. – Ciężkie przeżycia związane z wygnaniem odcisnęły swoje piętno. Faktycznie posługę pasterską pełnił przez dwa lata, potem coraz bardziej posuwała się jego choroba. Cały czas tęsknił za Litwą, czego wyrazem jest ofiarowany do katedry obraz Matki Bożej Ostrobramskiej, który otrzymał od duchowieństwa wileńskiego. Po śmierci 4 stycznia 1908 r. wikariuszem kapitulnym został ks. Marian Ryx, który po dwóch latach zarządzania diecezją został mianowany jej nowym pasterzem. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół