• facebook
  • rss
  • Zabrzmiały "Czerwone maki"

    Marta Woynarowska Marta Woynarowska

    dodane 17.05.2017 19:25

    Tuż po godzinie 12 z budynku tarnobrzeskiego Urzędu Miasta popłynęła melodia do pieśni Feliksa Konarskiego.

    W ten sposób tarnobrzeski magistrat postanowił przypomnieć i uczcić pamięć żołnierzy z II Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa walczących pod Monte Cassino.

    Melodia „Czerwonych maków”, zgodnie z decyzją prezydenta Tarnobrzega, zostanie odtworzona także jutro, czyli dokładnie w 73. rocznicę zatknięcia polskiej flagi na ruinach klasztoru.

    Na niezdobyte wzgórze, zaciekle bronione przez Niemców, Polacy przypuścili ostateczny szturm 17 maja 1944 r. Razem z polskim wojskiem walczyli żołnierze innych sprzymierzonych armii. Ale rankiem 18 maja jako pierwsi do klasztornych ruin weszli Polacy. Proporzec 12 Pułku Ułanów i polską flagę wywiesił ppor. Kazimierz Gurbiel. Brytyjska flaga załopotała dopiero kilka godzin później.

    11 maja, w przeddzień pierwszego szturmu, gen. Andres w swoim rozkazie, zwracając się do żołnierzy II Korpusu, pisał:

    „Żołnierze!
    Kochani moi Bracia i Dzieci. Nadeszła chwila bitwy. Długo czekaliśmy na tę chwilę odwetu i zemsty nad odwiecznym naszym wrogiem. Obok nas walczyć będą dywizje brytyjskie, amerykańskie, kanadyjskie, nowozelandzkie, walczyć będą Francuzi, Włosi oraz dywizje hinduskie. Zadanie, które nam przypadło, rozsławi na cały świat imię żołnierza polskiego. W chwilach tych będą z nami myśli i serca całego Narodu, podtrzymywać nas będą duchy poległych naszych towarzyszy broni. Niech lew mieszka w Waszym sercu.
    Żołnierze - za bandycką napaść Niemców na Polskę, za rozbiór Polski wraz z bolszewikami, za tysiące zrujnowanych miast i wsi, za morderstwa i katowanie setek tysięcy naszych sióstr i braci, za miliony wywiezionych Polaków jako niewolników do Niemiec, za niedolę i nieszczęście Kraju, za nasze cierpienia i tułaczkę - z wiarą w sprawiedliwość Opatrzności Boskiej idziemy naprzód ze świętym hasłem w sercach naszych Bóg, Honor i Ojczyzna”.

    Pomysł symbolicznego upamiętnienia bohaterów spod Monte Cassino zaproponował Włodzimierz Papiernik, żołnierz Armii Krajowej, zesłaniec syberyjski, syn Bolesława Papiernika, uczestnika majowej bitwy. Prezydent Tarnobrzega przychylił się do prośby.

    - Są daty, są wydarzenia, które nawet jeśli osobiście nas nie dotyczą, są godne upamiętnienia. Tym drobnym gestem, jakim jest nadanie wraz z hejnałem dźwięków kojarzonej wszystkim ze zwycięską bitwą pod Monte Cassino pieśni „Czerwone maki”, podkreślamy, że w Tarnobrzegu nie zapominamy o tych, którzy przelali krew za współczesną Europę. Tym gestem oddajemy chwałę bohaterom, o którą dopominam się podczas każdej ważnej państwowej uroczystości - powiedział prezydent Tarnobrzega Grzegorz Kiełb.

    Żołnierski los Bolesław Papiernik rozpoczął już w sierpniu 1914 r., kiedy potajemnie opuścił dom, by wstąpić do I Kompanii Kadrowej, zaczątku Legionów Polskich, tworzonych przez Józefa Piłsudskiego.

    Aby rodzina zbyt łatwo go nie odszukała zmienił nazwisko i odtąd występował jako Bolesław Papierski. I tak też występuje we wspomnieniach Wacława Lipińskiego (Sochy) „Szlakiem I Brygady”, z którym zaprzyjaźnił się i dzielił trudy żołnierskiego życia.

    Wraz ze swym ukochanym Komendantem pokonał cały szlak bojowy. Uczestniczył we wszystkich bitwach stoczonych przez I Brygadę, odnosząc rany m.in. w walkach pod Konarami w maju 1915 r. W pamięci W. Lipińskiego zapisał się jako radosny młody człowiek. „Najweselszy z wesołych Papierski Bolek fantazjował na głos. Pysk mu się nie zamykał ani na moment. Wiara się zanosiła z byle głupstwa, z byle kawału, a Pepcio tworzył obrazy, jak to się wiara w Kielcach będzie bawiła […] jak to z panienkami uch!... zarajcuje.”

    Kryzys przysięgowy zakończył legionowe boje, gdyż podwładni brygadiera Piłsudskiego trafili do obozu w Szczypiornie, a wśród nich również młody Bolesław Papierski, a właściwie Papiernik. Zwolniony z obozu wstąpił do 34. Pułku Piechoty stacjonującego w Dęblinie.

    Bolesław Papiernik jako żołnierz Armii Andersa   Bolesław Papiernik jako żołnierz Armii Andersa Archiwum Włodzimierza Papiernika

    Okres dwudziestolecia międzywojennego upłynął ojcu pana Włodzimierza na zawodowej służbie wojskowej. Pracował w różnych miejscach, ostatecznie niedługo przed II wojną otrzymał przydział do 21. Pułku Piechoty w Cytadeli Warszawskiej, gdzie pracował w Tajnej Kancelarii. W lutym 1939 r. komendę nad pułkiem przejął przyszły dowódca 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej gen. Stanisław Sosabowski.

    Wrzesień 1939 r. na zawsze rozdzielił Bolesława Papiernika z rodziną. Ewakuowany wraz z dowództwem na wschodnie obszary Rzeczypospolitej, znalazł się na terytorium Litwy, gdzie został internowany.

    Kiedy w czerwcu 1940 r. Armia Czerwona zajęła Litwę, Łotwę i Estonię ojciec pana Włodzimierza wraz z innymi polskimi żołnierzami trafił do kolejnych sowieckich obozów, by ostatecznie znaleźć się w Kozielsku, który stał opuszczony po wymordowaniu polskich oficerów wiosną 1940 r.

    Mieli podzielić los swych kolegów, którzy spoczywali już zamordowani w katyńskich dołach. Sowieci zrezygnowali jednak z tych planów i dzięki układowi Sikorski-Majski polscy jeńcy odzyskali wolność, wstępując do Polskich Sił Zbrojnych tworzonych przez gen. Władysława Andresa.

    Bolesław Papiernik pokonywał cały szlak Armii Andersa, przez Iran, Irak, Palestynę, Egipt do Włoch. W bitwie pod Monte Cassino został ciężko ranny. Obrażenia były tak poważne, że został przetransportowany wraz z brytyjskimi żołnierzami do szpitala w Egipcie. Niestety mimo wielomiesięcznych starań lekarzy 5 stycznia 1945 r. zmarł i został pochowany na cmentarzu w Aleksandrii.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół