• facebook
  • rss
  • Dobrze wiedzieć, skąd się pochodzi

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 16/2017

    dodane 20.04.2017 00:00

    O swej miłości do małej ojczyzny i znaczeniu toponimii mówi dr Janina Stadnik, grębowianka, a z wyboru – tarnobrzeżanka.

    Marta Woynarowska: Pani miejsce na ziemi to…

    Janina Stadnik: Tarnobrzeg. Być może niektórych to wyznanie zaskoczy, ale uważam, że to jest moje miejsce, mimo że pochodzę z Wydrzy, a dokładnie z Miętnego. W tej wiosce, należącej do gminy Grębów, są korzenie mojej rodziny i tam kilka lat temu powróciłam. Ale planuję z powrotem na stałe osiąść w Tarnobrzegu.

    Ale Grębów, a właściwie Grębowszczyzna oraz były powiat tarnobrzeski, wciąż pojawia się w Pani badaniach naukowych.

    Udało mi się wyprowadzić drzewo genealogiczne mojej rodziny do piątego pokolenia, czyli moich praprapradziadków, z którego jasno wynika, że zamieszkujemy tutaj od stuleci. Siłą rzeczy tereny te są mi bliskie. Staram się zgłębiać nie tylko zagadnienia związane z toponimią, czyli pochodzeniem nazw miejsc, ale również historią i kulturą Grębowszczyzny, a także byłego powiatu tarnobrzeskiego. Publikuję swoje teksty w różnego rodzaju periodykach, przeprowadziłam szereg wywiadów z ludźmi ważnymi i zasłużonymi dla swych miejscowości, dzięki czemu udało się mi zachować dla potomnych często bezcenne wspomnienia świadków historii. To jest jedna strona mojej aktywności. Druga to bezpośrednie spotkania i prelekcje wygłaszane dla uczniów szkół czy np. członków grębowskiego Klubu Seniora. Staram się popularyzować wiedzę o regionie, w którym żyjemy. To bardzo ważne dla człowieka, by znał przeszłość swej miejscowości, znaczenie oraz pochodzenie jej nazwy.

    Pani specjalizacją jest toponimia.

    Po ukończeniu Liceum Ogólnokształcącego w Grębowie wybrałam studia polonistyczne na Uniwersytecie Wrocławskim. Nie mogę nie wspomnieć mojego najwspanialszego nauczyciela, pana Jana Sokoła. To był człowiek niezłomnego charakteru i przekonań, za które srogo płacił i przed II wojną, i po 1945 roku. Parokrotnie aresztowany przez władze komunistyczne, w tym także w czasie stanu wojennego, kilka lat spędził w więzieniach. Chociaż był historykiem, uczył prac praktycznych oraz fizyki. Będąc już na emeryturze, obronił na Uniwersytecie Jagiellońskim pracę doktorską. To właśnie jemu poświęciłam jeden z artykułów. Po uzyskaniu dyplomu magisterskiego powróciłam w rodzinne strony, by podjąć pracę. W tym czasie studiowała moja siostra i rodzicom trudno było podołać finansowo – bo jakiż mieli dochód z gospodarstwa rolnego? Ale pragnienie dalszego kształcenia było duże. Wielka była moja radość, kiedy siostra poinformowała mnie, że zostały uruchomione zaoczne studia doktoranckie. Temat mojej rozprawy doktorskiej brzmiał „Toponimia byłego powiatu tarnobrzeskiego”. Był to wspaniały czas. Potraktowałam go jako przygodę życia. Wiele radości dały mi badania terenowe. Musiałam obejrzeć każdy zakątek posiadający swą nazwę, wypytać o niego mieszkańców. Czekały mnie liczne kwerendy w archiwach, gdzie sprawdzałam mapy katastralne, wojskowe oraz akta notarialne. W trakcie pracy jako wykładowca w sandomierskiej Wyższej Szkole Humanistyczno-Przyrodniczej zajęłam się zoonimią, czyli badaniami dotyczącymi nazewnictwa wiejskich zwierząt domowych. Szybko po wioskach rozeszła się pogłoska, że chodzą dwie takie podejrzane kobiety (badania prowadziłam ze studentką) i pewnie zbierają informacje do podatków. Ponieważ chodziłyśmy od domu do domu i pytałyśmy o imiona psów, kotów, krów, koni, nic dziwnego, że stałyśmy się osobami podejrzanymi o konszachty ze skarbówką lub urzędem gminy.

    Jakich informacji dostarcza toponimia?

    Na przykład dotyczących historii osadnictwa. Każda grupa etniczna ma swój język i od niego pochodzą nazwy nadawane miejscom. Informują one o założycielu miejscowości, jej przynależności własnościowej, o topografii terenu, zajęciu ludności. Sokolniki to nazwa służebna, pochodząca z XII w. – miejscowość tę zamieszkiwali sokolnicy. Nazwa tarnobrzeskiego osiedla Ocice wywodzi się od Ota, to jest niemieckiego imienia Otto, Mokrzyszowa zaś – od ukształtowania terenu, „mokrzyna” oznacza mokre miejsce, „mokrzysko” zaś – mokradło. Nazwą kulturową z kolei jest określenie Wygon oznaczające drogę, którą wyganiano bydło na pastwisko. Obecnie jest to ul. Sandomierska na Dzikowie. To są naprawdę interesujące i czasami praktyczne informacje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół