• facebook
  • rss
  • Obrońcy Grobu Świętego

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 15/2017

    dodane 13.04.2017 00:00

    U joannitów fascynowało go najbardziej połączenie skromności i celibatu z rycerską służbą Bogu. Henryk Sandomierski postanowił więc sprowadzić ich do swego księstwa.

    Powstanie zakonów rycerskich wiąże się z ruchem pielgrzymkowym oraz średniowiecznymi krucjatami do Ziemi Świętej, które zainicjował papież Urban II. W 1095 r. na synodzie w Clermont wezwał zachodnie społeczeństwa do wyzwolenia Jerozolimy i Ziemi Świętej spod panowania islamskiego. Najświętszym z miejsc była tam bazylika Grobu Świętego, który w roku 326 został odkryty dzięki cesarzowej Helenie, matce cesarza Konstantyna I Wielkiego. Pierwsza wyprawa krzyżowa (1096–1099 r.) zakończyła się sukcesem, który przypieczętowało zdobycie Jerozolimy 15 lipca 1099 roku. Doszło wówczas do powstania Królestwa Jerozolimskiego. Władcą został Gotfryd z Bouillon. Przyjął tytuł Obrońcy Grobu Świętego. Tak zaczęła się wielka epopeja wypraw krzyżowych.

    Polscy krzyżowcy

    Henryk zwany Sandomierskim, urodzony ok. 1130 roku, był przedostatnim synem księcia Bolesława Krzywoustego i Salomei z Bergu. Kilka młodzieńczych lat spędzonych w roli zakładnika lub – jak nazywano – zastawu na dworze króla niemieckiego Konrada III Hohenstaufa rozbudziło w nim chęć udziału w wyprawie krzyżowej. – To pragnienie udało mu się zrealizować w 1153 roku – mówi dr Roman Chyła, historyk, nauczyciel w Katolickim Gimnazjum i Liceum im. św. Jadwigi Królowej w Sandomierzu. – Wyprawił się do Ziemi Świętej wraz z pocztem rycerzy pochodzących głównie z księstwa sandomierskiego, którym władał na mocy testamentu swego ojca. „Gdy szczęśliwie dotarł do Ziemi Świętej i uczcił Grób Święty, przyłączył się do wojska króla jerozolimskiego Baldwina. Pełniąc bardzo dzielnie powinność rycerską z walce z Saracenami, marzył o zdobyciu palmy męczeńskiej. Ale los nie dał mu wtedy tego osiągnąć. Spędziwszy tam rok cały, kiedy padła część jego żołnierzy, częściowo w tych walkach, częściowo wskutek niedogodnego klimatu, wrócił zdrowy do kraju. Zarówno jego bracia Bolesław i Mieczysław, jak i wszyscy panowie polscy, przyjęli go z ogromną czcią i szczerą radością. Dzięki jego opowiadaniom zaczęły się szerzyć i rozpowszechniać wiadomości o stanie, położeniu i organizacji Ziemi Świętej oraz o zawziętych i krwawych walkach prowadzonych z barbarzyńcami w jej obronie” – pisał w swych „Rocznikach” Jan Długosz. Wśród ocalałych towarzyszy księcia byli m.in.: Marcin Sułkowic, Jaksa, Krystyn, Wszebor, Męcina, Otton, Racibor i Wit. – Razem z księciem oraz resztą rycerstwa przybyli wówczas najprawdopodobniej zakonni bracia odziani w czarne habity z białym krzyżem na piersi i takież płaszcze. Byli to joannici, czyli Rycerze Szpitala Jerozolimskiego św. Jana Chrzciciela. Popularna skrótowa nazwa zakonników, joannici, pochodzi od łacińskiego Johannes – wyjaśnia Roman Chyła. – Zakon powstał w Palestynie z inicjatywy kupców włoskiego państewka Amalfi jeszcze przed pierwszą krucjatą. Jego zadaniem było prowadzenie szpitala i sprawowanie opieki nad peregrinis, czyli pielgrzymami, którzy przybywali do Ziemi Świętej i Grobu Pańskiego. Joannici obok templariuszy, których pełna nazwa brzmi Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona, oraz krzyżaków, czyli Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, należeli do największych i najstarszych zakonów rycerskich powstałych na fali wypraw krzyżowych. Joannici zostali osadzeni przez Henryka w Zagości, w ziemi sandomierskiej. Wznieśli romański, niewielki kościół pw. św. Jana Chrzciciela, którego fragmenty zachowały się do dzisiaj. – Są to m.in. boczne ściany nawy oraz prezbiterium z niezwykle bogatym wystrojem świadczącym o wpływach europejskich. Gdy zwiedzałem przed laty zagojską świątynię, urzekł mnie przepiękny arkadowy fryz z płaskorzeźbami przedstawiającymi syreny. Na zewnątrz natomiast na jednym z ciosów widoczny jest smok, jakby symbol tego, co zewnętrzne, przynależące do profanum, które zostawia się po wkroczeniu do wnętrza kościoła, czyli sacrum – opowiada dr Chyła. Joannici z Zagości w kolejnych latach otrzymywali potwierdzenia przywileju swego założyciela, a także nowe nadania książęce. Na przełomie wieków XIII i XIV przyznane zostały im dochody ze wsi: Ruszcza, Skotniki, Włoszczewo, Janina, Januszkowice oraz Winiary. Jednak w latach 20. XIV wieku, w wyniku wyroku w procesie kościelnym, dobra w Zagości przypadły biskupowi włocławskiemu jako zadośćuczynienie za rzekome krzywdy, jakich dopuścili się joannici z pomorskiego Lubiszewa Tczewskiego. To oznaczało koniec joannickiej komandorii fundowanej przez księcia krzyżowca.

    Książęce wota

    – Henryk Sandomierski po powrocie z krucjaty dokonał kilku fundacji. Świadczy to o ogromnym wrażeniu i wpływie na jego świadomość oraz postawę, jakich dokonała wyprawa krzyżowa – stwierdza Roman Chyła. – Poprzez owe fundacje dziękował Bogu za szczęśliwy powrót z Ziemi Świętej. Czytając „Czerwone tarcze” Jarosława Iwaszkiewicza, odnosi się wrażenie, chociaż naturalnie nie jest to książka historyczna, że pisarz bardzo trafnie ujął charakter i poglądy Henryka, przedstawiając go jako człowieka żyjącego ideałami. Podobny obraz rysuje się podczas lektury źródeł, z których wynika, że jego dążeniem nie była władza, ale służba i poświęcenie się Bogu. W tym miejscu należy powiedzieć, że obecnie historycy skłaniają się do hipotezy przyjmującej, iż Henryk Sandomierski po powrocie z krucjaty jako wotum dziękczynne ufundował przeddominikański kościół św. Jakuba w Sandomierzu. Takie przypuszczenia istniały wcześniej, ale były traktowane jako mgliste hipotezy. Zatem obecny kościół dominikański miałby stanąć na miejscu starszego. Niestety, na potwierdzenie tych założeń brak jest twardych dowodów w postaci zachowanych dokumentów czy innych przekazów pisanych. Podobnie rzecz się przedstawia z nieistniejącą, zachowaną jedynie na poziomie fundamentów, romańską świątynią pw. św. Maurycego w Zawichoście. Istnieją historyczne analizy przypisujące jej fundację księciu krzyżowcowi. Budowę kościoła przesuwa się bowiem na XII wiek i niektórzy badacze łączą jego powstanie z Henrykowym wotum. – Byłaby to świątynia wysunięta najbardziej na wschód. Zawichost stanowił swoisty bufor, był wschodnią rubieżą ówczesnego państwa polskiego. A przecież mówiąc o wyprawach krzyżowych, nie możemy skupiać się tylko na tych wiodących do Ziemi Świętej – zaznacza dr Chyła. – Musimy bowiem spojrzeć szeroko na cały olbrzymi ruch krucjatowy, który kierował się w różne strony, w tym na przykład przeciw Prusom, zamieszkującym ziemie znajdujące się obecnie w granicach Polski. Jak podkreśla Roman Chyła, owe dwie fundacje, a zwłaszcza sandomierska, mają sens, jeśli zostaną połączone z osobą księcia Henryka. Wymownym śladem udziału sandomierskiego rycerstwa w krucjatach do Ziemi Świętej są tablice nagrobne z wizerunkami rytych mieczy. – W sumie na obszarze byłego księstwa sandomierskiego znajduje się ich aż 8, w całej zaś Polsce 9 – zauważa Roman Chyła. – 3 można oglądać w kościele dominikańskim pw. św. Jakuba w Sandomierzu, 4 w cysterskim opactwie w Wąchocku i jedną w kościele św. Wacława w Radomiu. Owa dziewiąta znajduje się w Strzelinie na Dolnym Śląsku. Zainicjowana przez Henryka Sandomierskiego idea krucjatowa zyskała kolejnych zwolenników. W 1162 roku z pielgrzymką do Ziemi Świętej udał się małopolski możnowładca Jaksa Gryfita, który powrócił w towarzystwie kanonika Marcina Gala z zakonu bożogrobców, dla których ufundował klasztor w Miechowie. – Henryk przetarł szlak, na który wyruszyło wielu Polaków – podkreśla historyk. – Ale kim byli polscy obrońcy Grobu Świętego i jak liczni, tego już się nie dowiemy.

    Wschodnie przyczółki

    Dzisiaj nie zdajemy sobie sprawy, że ziemia sandomierska stanowiła swego rodzaju przyczółek. – W średniowieczu Zawichost to były „lackie wrota”, niedaleko za nim przebiegała wszak dość płynna granica naszego państwa – podkreśla dr Chyła. – Były to rubieże katolicyzmu, za którymi znajdowała się schizmatycka Ruś, będąca w dodatku od 1240 roku pod jarzmem mongolskiej Złotej Ordy. Stąd zatem z ziemi sandomierskiej miały wyruszać misje. Nie bez przyczyny w Małopolsce powstawało wiele fundacji zakonnych, w tym cysterskich. – Do Polski cystersi zostali sprowadzeni z francuskiego Morimond. Jedne z pierwszych klasztorów powstały w Jędrzejowie, Koprzywnicy, Wąchocku. Plany zakładania owych wspólnot wiązały się z wielkimi programami papiestwa, przewidującymi nie tylko kontynuację krucjat do Ziemi Świętej, ale także organizowanie misji na schizmatycką Ruś. Zakony miały wpisane te cele w swoje działania. Stąd obecność w dawnej ziemi sandomierskiej wielu zakonów, w tym wspomnianych cystersów, franciszkanów czy dominikanów, których głównym zadaniem było głoszenie słowa Bożego. Roman Chyła zwraca jeszcze uwagę na jedną, jakże frapującą informację podaną w Liber beneficiorum przez Jana Długosza. – Wspomina on, że w portalu głównym kolegiaty św. Marcina w Opatowie znajdowała się uszkodzona rzeźba przedstawiająca, jego zdaniem, zakonnych rycerzy, których powiązał z templariuszami – wyjawia historyk. – Kogo przedstawiały owe posągi, kto fundował i dla kogo opatowską kolegiatę? Nie wiemy. Istnieje tylko szereg domysłów. A czy owe rzeźby rzeczywiście świadczyły o obecności tutaj rycerzy Świątyni Salomona? Pozostawmy odpowiedź na to pytanie w sferze historycznych tajemnic. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół