• facebook
  • rss
  • 22 lata na scenie

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 03/2017

    dodane 19.01.2017 00:00

    Do sukcesu potrzebna jest pasja, pasja i chyba odrobina talentu. Przynajmniej tak brzmi recepta wystawiona przez Grupę Teatralną Pozytywnie Skopani.

    Czy może być dla artysty, choćby i nawet określanego mianem amatora, większa przyjemność nad sprawianie innym i sobie radości? Zespołowi tworzącemu Grupę Teatralną Pozytywnie Skopani, działającą przy Środowiskowym Domu Kultury w Skopaniu, takie podejście plus autentyczna miłość do sceny zapewniły pełny sukces. A dowód? Choćby wypełnione po brzegi sale widowiskowe wielu ośrodków kultury i mnóstwo zaproszeń na kolejne występy.

    Reaktywacja z Machulskim

    – Obecny skład naszej grupy powstał dwa lata temu, kiedy Wojtek zaproponował, po długoletniej przerwie, wystawienie pełnowymiarowej sztuki teatralnej – wyjaśnia Paweł Dobrowolski, na co dzień dyrektor Zespołu Szkół Społecznych nr 1 w Tarnobrzegu, po godzinach aktor Grupy Teatralnej Pozytywnie Skopani. – Trzon tworzyli członkowie niedziałającego już Kabaretu „Bretka” plus dwie nowe osoby. – Tym obcym byłem ja – wtrąca Mateusz Załuska. – Ale już nie jesteś – prostuje kolegę Paweł Dobrowolski. – Spotkaliśmy się zatem w gronie osób doskonale znających się, nadających na tych samych falach, podzielających zainteresowania i w dodatku lubiących się.

    Wyboru sztuki dokonał Wojciech Gwoździowski, samozwańczy reżyser, którego zainspirowała komedia Juliusza Machulskiego „Next-Ex”. – Intensywnie poszukiwałem wówczas materiału na spektakl dla dzieci. A znalezienie czegoś naprawdę dobrego nie jest wcale takie łatwe. I nagle jedna z instruktorek teatralnych, nie pamiętam już dokładnie z jakiego miasta, stwierdziła, że dla dzieci ma taką a taką sztukę, ale jakbym był zainteresowany, to zachęca mnie do sięgnięcia po „Next-Ex” Juliusza Machulskiego. Rzecz ponoć świetna, rewelacyjna do pracy. „Koniecznie niech pan to zobaczy i ściągnie sobie z internetu” – dodała. Zaintrygowany siadłem przed komputerem i… wiedziałem, że to musimy zrobić, gdyż w innym przypadku popełnilibyśmy grzech zaniechania – opowiada Wojciech Gwoździowski. – To był drugi taki przypadek w mojej pracy. Pierwszy raz coś takiego przydarzyło mi się ze sztuką dla dzieci „Duży zielony problem”. Podział ról był właściwie z góry przesądzony, z małą wątpliwością. Dotyczyło to obsady roli Karola, która jest dość mocno rozbudowana, a zatem wymagająca więcej czasu na opanowanie. Dlatego z racji wielu obowiązków ciążących na panu Pawle, reżyser postanowił sam zmierzyć się z postacią ojca Marysi. – Miałem obawy, czy koleżanki i koledzy się zgodzą, bo to już nie krótkie scenki kabaretowe, zabierające miesiąc czy dwa na przygotowanie, ale spektakl trwający blisko półtorej godziny, który będzie wymagał wiele, wiele pracy – mówi Wojciech Gwoździowski. – Problem pojawił się też z obsadą roli babci, niezwykle istotnej w całej sztuce, będącej taką wisienką na torcie. Albowiem nasza koleżanka udała się na artystyczną emeryturę i niezbyt chętnie pozwoliła się z niej odwołać. Ale, ku uciesze wszystkich, udało się – nie kryje zadowolenia pan Wojciech. Próby zajęły blisko rok, gdyż z racji obowiązków zawodowych aktorów mogły odbywać się tylko raz w tygodniu. Ich trud został w pełni doceniony i dostrzeżony przez widownię w wielu miejscowościach, która salwami śmiechu i burzą oklasków reagowała na popisy prawdziwego kunsztu prezentowanego przez występujących.

    Czas się znajdzie

    – Mnie akurat czasu na tego typu przedsięwzięcia nigdy nie brakuje – śmieje się Mateusz Załuska, aktor występujący w dwóch amatorskich teatrach – „Czwartek”, działającym przy Tarnobrzeskim Domu Kultury i Grupie Teatralnej Pozytywnie Skopani. – Kiedy Wojtek zadzwonił i zaproponował mi rolę w „Next-Ex”, obejrzałem sobie spektakl w internecie i stwierdziłem, że to jest fajne, ba, bardzo fajne. Naturalnie pracuję jak każdy, wypełniam swoje służbowe obowiązki, ale po nich bawię się w teatr, bo dla mnie jest to forma zabawy, rozrywki, czas przyjemności i relaksu. Żony jeszcze nie mam, dzieci też, zwierząt również, więc mam czas. Dlatego zawsze powtarzam koleżankom i kolegom, aby wszystko uzgodnili, mnie poinformowali o swoich ustaleniach, a ja się dostosuję – mówi z uśmiechem. – Dyplomatycznie powinienem powiedzieć, że bardzo trudno jest to wszystko pogodzić, ale na przekór stwierdzę, iż zależy to tylko od dobrej organizacji pracy i czasu – stwierdza Paweł Dobrowolski. – W szkole zawsze powtarzam uczniom, że jeśli chcą, to mogę pokazać im mój grafik i proszę, by nie opowiadali, ile to oni mają zajęć i ile spraw na głowie, które nie pozwoliły im przygotować się do lekcji czy odrobić zadania domowego. Na wszystko można znaleźć czas, w tym na relaks, odpoczynek, który jest niezwykle istotny dla ludzkiego umysłu, potrzeba tylko chęci. Mózg też musi odpocząć, a z pewnością spotkania na próbach to jest piękny relaks. Z utęsknieniem czekam na niedziele, kiedy mamy występy. Każde oderwanie od zwykłych codziennych zajęć, będące urozmaiceniem pewnej monotonii, stanowi dla człowieka swoistą nagrodę. A dzisiaj panuje taka moda na „nie mam czasu”.

    Profesjonalna pasja

    W każdym chyba człowieku drzemie jakaś pasja, a jeśli nie ona, to chociaż zainteresowanie, np. konkretnym rodzajem muzyki, literatury. Nawet jeśli przysłoni je praca lub co gorsza ucieczka w nią, to i tak nastanie czas, kiedy owa pasja da o sobie znać. Swemu zamiłowaniu do teatru, sceny szczęśliwie nie pozwolili usnąć aktorzy ze Skopania. – W każdym z nas płonie pasja, miłość do sceny, publiczności. Lubię zwłaszcza kontakt z publicznością, z którą wprawdzie nie rozmawiam bezpośrednio, ale przecież porozumiewamy się – mówi pan Paweł. Wyjawia, że podczas pierwszego aktu „Next-Ex”, w którym nie występuje, lubi zza kulis podglądać reakcje widzów. Są one bowiem najlepszą odpowiedzią na kwestie i grę aktorów. Taka swoista wymiana zdań. Mimo iż wszyscy traktują występy na scenie jako rodzaj zabawy, to jednak podchodzą do nich z całą powagą i szacunkiem dla widzów. Dlatego dopieszczana jest każda scena, każdy ruch, gest. To przekłada się na wysokiej klasy grę, którą bez jakiejkolwiek przesady można śmiało nazwać pełnym profesjonalizmem. – Ostatnio po występach w Tarnobrzegu i Nowej Dębie usłyszałem opinie, że to prawdziwe mistrzostwo, istny majstersztyk gry aktorskiej – opowiada Paweł Dobrowolski. – Takie podsłuchane lub wprost wyrażone opinie są dla nas największą nagrodą. – Grając, doskonale wiem, czy jest to występ udany, czy nie. Mam świadomość, czy zagrałem na 99 procent, czy zaledwie na 80 – mówi Wojciech Gwoździowski. – Każdy występ jest inny, nie ma dwóch identycznych spektakli. Niemniej za każdym razem wkładamy całe serca w to, co robimy. – Zwłaszcza że nie robimy tego z musu, bo nie jest to nasza praca, tylko z pasji – dodaje pan Paweł. – My możemy grać, ale nie musimy – podsumowuje Mateusz Załuska. – I to jest zasadnicza różnica pomiędzy nami, aktorami amatorami, a aktorami zawodowymi. – Jeśli tak jak my robi się coś amatorsko, ma to sens tylko wówczas, gdy wypływa z autentycznej pasji – podkreśla pan Paweł.

    Od „Bretki” po „Skopanych”

    Teatralna przygoda miłośników Melpomeny ze Skopania zaczęła się już 22 lata temu, kiedy grupę mieszkańców wioski i okolic przygarnęła do swego zespołu Czesława Bednarz. – Wśród nich było dwóch nieopierzonych jeszcze wówczas facetów, czyli my – Paweł i ja – opowiada Wojciech Gwoździowski. – Ale trzeba dodać, że jednocześnie występowaliśmy w Kabarecie „Bretka” – wtrąca Paweł Dobrowolski. A skąd taka nazwa? – Bretka to tekturowy lub styropianowy wałek, na który nawijane są firanki. A że działaliśmy wtedy przy Zakładowym Domu Kultury Fabryki Firanek „Wisan”, stąd proste skojarzenie – wyjaśnia Wojciech Gwoździowski. – Ponieważ grupa teatralna nie miała swojej nazwy, a część zespołu występowała równocześnie w kabarecie, grupa była kojarzona z „Bretką”. Oprócz udziału w kabarecie aktorzy występowali i występują w cyklicznym dużym wydarzeniu artystycznym „Jesienne impresje”, odbywającym się w ŚDK w Skopaniu. Pierwszym spektaklem wystawionym przez artystów ze Skopania była sztuka Stanisława Dobrzańskiego „Podejrzana osoba”. Jednoaktowa komedia, choć mająca swoją premierę w 1872 r. we Lwowie, cieszyła się i nadal cieszy popularnością, nie tracąc nic ze swej aktualności, tak jak ludzkie przywary, o których traktuje. W repertuarze teatru dominowały i nadal dominują komedie. – To nie jest tak, że nie potrafimy czy nie chcemy grać dramatów. Po prostu publiczność woli komedie, a my gramy dla niej – wyjaśnia Wojciech Gwoździowski. – Zresztą nasz świat, życie i tak dostarczają nam tyle przykrych i trudnych zdarzeń, że wszystkim należy się chociaż półtorej godziny dobrej i mądrej zabawy. Grupę teatralną tworzą: Renata Detka (sekretarka FF Wisan), Agata Dobrowolska (nauczycielka plastyki), Justyna Klag-Żyguła (instruktor tańca oraz gymstick), Paweł Dobrowolski, Wojciech Gwoździowski (instruktor MGOK w Baranowie Sandomierskim) oraz Mateusz Załuska (konserwator zabytków).

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół