Nowy numer 16/2018 Archiwum

Pozostali tu na zawsze

Wojenne cmentarze. W naszym regionie kilkadziesiąt mogił wojennych kryje poległych walczących na tych terenach podczas kilku wojen. Bardzo często w jednej mogile spoczęli ci, którzy stali naprzeciw siebie w jednej bitwie.

Na niejednym cmentarzu można spotkać mogiły pojedynczych żołnierzy, których rodzina lub bliscy mogli pożegnać osobiście, wystawiając im również zasłużony pomnik. Jednak w zdecydowanej większości żołnierskie groby to mogiły zbiorowe, gdzie obok siebie leżą ci, którzy szli w bój ramię w ramię lub walczyli ze sobą w równej walce. Tak właśnie podczas działań I wojny światowej w jednej mogile grzebano poległych z obu walczących armii, bez rozróżniania na wiarę, wyznanie czy religijność.

Krwawe Zaduszki Wielkiej Wojny

Jedną z najkrwawszych walk I wojny światowej, które rozegrały się na Sandomierszczyźnie, była bitwa nad Opatówką, niewielką rzeką biegnącą pośród pól i wąwozów Wyżyny Sandomierskiej. Działania wojenne na przełomie października i listopada 1914 r. nie tylko przyniosły ogromne zniszczenia w miejscowościach leżących na linii frontu, ale przede wszystkim ogromną liczbę zabitych żołnierzy. – Z dużą ostrożnością można szacować, że ogólne straty w poległych, rannych i wziętych do niewoli na całym froncie bitwy nad Opatówką wyniosły około 15 tys. żołnierzy każdej ze stron. Pewną wskazówką, jeśli chodzi o liczbę poległych, są dane dotyczące ich miejsc pochówku.

Tragicznym elementem tej bitwy było to, że niemal w każdej jednostce, czy to rosyjskiej, czy austro-węgierskiej, znajdowali się też żołnierze narodowości polskiej. Szczególnie dużo Polaków starło się w niemal bratobójczej walce pod Włostowem i Lipnikiem. Cmentarze i mogiły rozsiane na szlaku „zaduszkowej” bitwy nad Opatówką zawierają także ich prochy – opowiada Marek Lis, regionalista i historyk. W Kronice Diecezji Sandomierskiej zachował się opis zdarzeń, w relacji ks. Tadeusza Szubstarskiego, które miały miejsce w parafii Włostów: „Trzy dni spędziliśmy w podziemiach pałacowych, korzystając z gościnności Szambelana Karskiego, wśród licznego grona osób w warunkach oblężenia. Dnia trzeciego w sam Dzień Zaduszny walka doszła do szczytu. O godz. 3 rano wzmógł się trzask karabinów maszynowych, wtórowany piekielnym wyciem pocisków. Wreszcie wśród wrzasku, przy okrzykach: »hura!« zaczęła się walka na bagnety. Uszy nasze słyszały odgłosy tego tańca piekielnego; nerwy nasze to się prężyły, to rozdzierały się na te wrzaski, jęki i płacz, zlane razem w jeden chaos; a serce nasze czuło, że to z polskiego gardła wydobywają się te okrzyki »hura« i również z polskiej piersi, przebitej bagnetem, wraz z krwią, płynęło ochrypłe wołanie: »o Jezu!«. Był to prawdziwy Dzień Zaduszny”. O niezwykle krwawych bojach pisał także w Kronice ówczesny proboszcz parafii Malice: „Skutki tej bitwy były straszne: przez prowizoryczny szpital urządzony w Malicach, we dworze, przewinęło się przeszło tysiąc rannych; poległo też bardzo dużo. Piszący te słowa chował w Leszczkowie w jednym tylko grobie 257 austriackich żołnierzy; oprócz tego pochowano jeszcze kilkudziesięciu w Międzygórzu, Słabuszewicach i Wesołówce. Liczba poległych Rosjan niewiadoma, prawdopodobnie jednak jeszcze większa, gdyż zdobywali oni pozycje austriackie. Po stronie austriackiej walczyły pułki tarnowski i rzeszowski, a więc przeważnie Polacy i Rusini”.

W jednej mogile

– Bardzo trudno obecnie ustalić miejsca wszystkich pochówków żołnierzy poległych w bitwie nad Opatówką. Według moich badań mogło być blisko 150 takich miejsc. Grzebani byli na specjalnie w tym celu utworzonych cmentarzach wojennych, w kwaterach i mogiłach znajdujących się na cmentarzach parafialnych oraz w mogiłach polowych, często w bezpośredniej bliskości miejsca śmierci – opowiada Marek Lis. Gdy front się przesuwał, to na miejscu stoczonej bitwy urządzano pochówki poległych, jednak gdy stawał w miejscu, pojawiał się problem zebrania ciał leżących na tzw. ziemi niczyjej i pogrzebania ich. – Bardzo często ogłaszano wtedy krótki rozejm, wstrzymywano ostrzał i wyznaczano czas na zebranie poległych. Każda ze stron zbierała swoich żołnierzy, a potem wojna zaczynała się na nowo. To był tragizm tego czasu – podkreśla Lis. Niejednokrotnie polegli żołnierze z dwu wrogich armii trafiali do wspólnej mogiły. – To nie było nic dziwnego, szczególnie latem, gdy ciała trzeba było szybko pochować. I tak jeszcze do niedawna wrogowie spoczywali w jednej mogile, bez względu na wiarę, wyznanie czy status społeczny. Mogiła godziła wszystkich. Taki wspólny cmentarz zorganizowano w Lipniku, gdzie pochowano około 500 Rosjan i ponad 400 Austriaków – opowiada Marek Lis. Również na terenie cmentarza katedralnego w Sandomierzu znajduje się mogiła Rosjan poległych podczas bitwy o Sandomierz. Byli to żołnierze z pułku Tulskiego, gdzie służyło bardzo wielu Polaków. Ci, którzy polegli, prawdopodobnie spoczęli w tym samym grobie. Podobnie grób żołnierzy z armii austro-węgierskiej, którzy zginęli w tej samej bitwie, znajdujący się na cmentarzu przy kościele św. Pawła, może kryć prochy Polaków, którzy wcielani byli w jej szeregi z terenów południowej Polski.

Z honorami i pod znakiem krzyża

Pochówki odbywały się zazwyczaj według rytuału religijnego, z udziałem kapelanów lub miejscowych księży. – Mimo olbrzymiej zawieruchy wojennej grzebanie poległych było czymś ważnym i dokładano starań, aby odbywało się w sposób godny, z poszanowaniem ciał zmarłych. Zazwyczaj odpowiedzialnym za grzebanie był jeden z adiutantów pułku wraz z kapelanem. Kolejną ważną rzeczą było robienie listy poległych wraz z notatką, gdzie ich pochowano. O ile w armii austro-węgierskiej żołnierze byli zaopatrzeni w nieśmiertelniki, więc ich identyfikacja była dużo łatwiejsza, w armii rosyjskiej starano się, aby każdy poległy był zidentyfikowany i odnotowany na specjalnej liście. Takie spisy są dostępne w wojskowych archiwach do dziś, dlatego prace badawcze są dużo łatwiejsze – wyjaśnia Marek Lis. W rosyjskich archiwach zachowały się także wspomnienia prawosławnego kapelana, popa, który sprawował duchową opiekę nad oddziałami walczącymi w rejonie rzeki Opatówki. – Pisał on swoje wspomnienia do specjalnego pisma dla kapelanów wojskowych. Opisywał, jak po bitwie wraz z przydzielonymi mu żołnierzami zbierali ciała poległych na rozległym terenie wzdłuż Wisły. Potem w wykopanym dole składano ciała i odbywała się modlitwa za poległych. Na każdej mogile stawiano krzyż. Bardzo ciekawa jest także relacja z miejscowości Dorotka, gdzie obok zburzonej przez Austriaków kaplicy urządzono cmentarz wojenny. Gdy poproszono miejscowych do pomocy w zebraniu ciał z okolicznych pól i pogrzebaniu poległych żołnierzy, okoliczni chłopi odpowiedzieli z dużą ochotą, podkreślając, że wreszcie Rosjanie wyzwolili ich od udręk okupacji austriackiej. Jak opisuje prawosławny duchowny, nawet w mogiłach najpierw składali ciała Austriaków, a na nich rosyjskich żołnierzy, twierdząc, że niech i po śmierci tam w grobie na nich naciskają – opowiada pan Marek.

Legionowa mogiła

Pośród mogił rozsianych na Sandomierszczyźnie nie brak także i tych kryjących naszych legionistów. Tak naprawdę w pierwszym roku I wojny światowej legioniści brali udział tylko w działaniach militarnych, a nie samych walkach. Oczywiście czymś ważnym był ich przemarsz przez te ziemie czy też kilkudniowy postój w Jakubowicach, gdzie Józef Piłsudski dokonał pierwszych nominacji oficerskich swoich żołnierzy. Jednak legiony stanowiły bardziej wojska odwodowe niż te, które działały na pierwszej linii frontu. Dopiero kontrofensywa austriacka w maju 1915 r. sprawiła, że oddziały legionowe włączono bezpośrednio do walki frontowej. Żołnierze z I Brygady Legionów oraz kawalerzyści „Beliny” niejednokrotnie podejmowali walkę na wyznaczonych im liniach walki. – Z tymi walkami związane są bitwy pod Konarami czy pod Żernikami. Były to bardzo intensywnie toczone działania, w których zginęło kilku legionistów. Ich groby znajdują się na cmentarzu w Staszowie, Sandomierzu. Wspólna mogiła kilku legionistów jest także w Ożarowie. Największy cmentarz legionistów znajduje się w Górach Pęchowskich; złożono tam ekshumowane pod koniec lat 30. ubiegłego wieku kości z pojedynczych mogił legionistów poległych w walkach pod Konarami – wyjaśnia historyk. Jedną z bardziej krwawych potyczek kawalerzystów „Beliny” była bitwa na linii Wojciechowice–Bidziny, gdzie poległo 11 ułanów, których pochowano w bidzińskim parku. W niejednym przypadku mijające lata powoli zacierają kształty żołnierskich mogił. Coraz rzadziej można spotkać na nich znicz czy nawet zniszczony przez czas krzyż. I choć może zanika o nich także pamięć historii, to jednak oni pozostaną tu na zawsze jako świadkowie tamtej wojny. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma