• facebook
  • rss
  • Podbijają stołeczną scenę

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 45/2016

    dodane 03.11.2016 00:00

    Parę miesięcy temu zespół Jamniczanki śpiewał, że marzy mu się występ w stolicy. I oto słowa przyśpiewki się ziściły.

    Występ Jamniczanek na Sejmiku Teatrów Wsi Polskiej w Tarnogrodzie zakończył się dla nich wielkim sukcesem. – Usłyszeliśmy słowa uznania ze strony jury oraz ku naszemu zaskoczeniu… otrzymaliśmy zaproszenie na Festiwal Wiejskich Teatrów ZWYKI do Warszawy – informuje Joanna Brak-Głowala, opiekunka zespołu, instruktor w Gminnym Centrum Kultury w Grębowie, przy którym działają Jamniczanki. – Jedziemy tam na specjalne zaproszenie Towarzystwa Kultury Teatralnej w Warszawie. Członkowie zespołu: Zofia Drelich, Leokadia Drozd, Helena Kułaga (emerytowana nauczycielka), Helena Kułaga (inicjatorka założenia zespołu), Marta Stępień, Emilia Trybel, Dorota Wilk, Andrzej Rutyna i Andrzej Sar nie kryją, że mają lekką tremę. – Mimo że występuję od wielu lat, za każdy razem tuż przed wyjściem na scenę pojawia się trema. Ale w związku z występem na tak szacownej scenie jak Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana już odczuwam zdenerwowanie, chociaż do festiwalu jest jeszcze miesiąc, będzie się bowiem odbywał 26 i 27 listopada – wyjawia Helena Kułaga, emerytowana nauczycielka.

    To nie pierwszy tak znaczący sukces Jamniczanek. – Proszę tylko spojrzeć na te nagrody, puchary. Trudno je wszystkie policzyć – mówi Zofia Drelich, pokazując jedną ze ścian Klubu w Jamnicy, w którym spotykają się członkowie zespołu. Niemal cała ściana zawieszona jest dyplomami z wyróżnieniami i podziękowaniami. – Szczególnie dumne jesteśmy z medalu „Zasłużeni dla kultury polskiej”, przyznanego nam przez minister kultury i dziedzictwa narodowego Małgorzatę Omilanowską z okazji 35-lecia naszej działalności, które obchodziliśmy w ubiegłym roku – cieszy się Helena Kułaga, inicjatorka powstania zespołu.

    Zaczęły od wysokiego „c”

    Zespół Jamniczanki powstał właściwie spontanicznie. – Pani Leokadia była przewodniczącą Koła Gospodyń Wiejskich w Jamnicy, które zajmowało się m.in. rozprowadzaniem kurcząt. Ale kiedy okazało się, że można samemu kupić pisklęta, koło przestało funkcjonować – opowiada Helena Kułaga, inicjatorka. – Pomyślałam, że warto byłoby powołać jakiś zespół. Zwróciłam się z tym pomysłem do pani Aliny Szymczyk, dyrektorki Gminnego Ośrodka Kultury w Grębowie, która odniosła się do niego bardzo entuzjastycznie. Na propozycję pani Heleny odpowiedziało pięć mieszkanek Jamnicy. – Właściwie żadna z nas nie występowała dotychczas na scenie – mówi Leokadia Drozd. – Raz tylko, już nie pamiętam dokładnie, przy okazji jakiej uroczystości to było, po występie pań z Krawców padło pytanie prowadzącego imprezę, czy ktoś chciałby zaśpiewać. I zgłosiłam się razem z Jasiem Czeladką. To było całe moje dotychczasowe doświadczenie sceniczne – śmieje się pani Leokadia.

    Na poważnie i na wesoło

    Jamniczanki początkowo działały jako zespół śpiewaczy (obecnie zaś – śpiewaczo-obrzędowy). Z repertuarem starych ludowych piosenek z terenu Grębowszczyzny pojechały na regionalny przegląd w Janowie Lubelskim. – Były to bardzo różne śpiewki, m.in. wykonywane przy okazji oczepin, darcia pierza – opowiada Emilia Trybel. – Wiele z nich znałyśmy z dzieciństwa, młodości, bo były jeszcze czasami śpiewane. I tak wspólnie zgromadziłyśmy całkiem spory repertuar, który przyniósł nam pierwszy i zupełnie niespodziewany sukces, jakim była nominacja na Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym. – Uplasowałyśmy się w czołowej dziesiątce – dodaje z dumą Helena Kułaga, inicjatorka. Jamniczanki wystąpiły wówczas w tradycyjnych strojach lasowiackich, która same sobie wyszywały. – To był niesamowity czas – wspomina pani Leokadia. – Po oficjalnych prezentacjach wieczorem na kazimierskim rynku odbywała się zabawa, tańce, do których przygrywały kolejno uczestniczące w festiwalu kapele. Tak świetnie się bawiłam, że niestety doszło do strat materialnych… Zupełnie zdarłam na bruku, którym wyłożony jest rynek, podeszwy butów, zakupionych dla nas przez GOK. Góra butów była dobra, ale w podeszwach dziury na wylot. Od lat 90. zespół wprowadził do swego repertuaru przedstawienia obrzędowe, a później również kabaretowe, przyjmowane przez publiczność niezwykle entuzjastycznie. – Prezentujemy tradycyjne zwyczaje, jak kiszenie kapusty, darcie pierza, obrzędy okołoświąteczne, ale w nieco innym ujęciu, często z silnymi akcentami humorystycznymi – wyjaśnia Zofia Drelich. – Scenariusze piszemy same, a że poczucia humoru nam nie brakuje, to np. spektakl poświęcony dawnej szkole wzbudza zawsze salwy śmiechu. Po 36 latach spotkań, występów, wyjazdów Jamniczanki stworzyły rodzinę, która jest jak monolit. – Nie rozmawiamy z innymi osobami o tym, co dzieje się w zespole. To, co zostanie powiedziane tu, w klubie, poza jego próg nie wychodzi – podkreśla Dorota Wilk.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół