• facebook
  • rss
  • Na deskach byłem tylko raz

    Andrzej Capiga

    |

    Gość Sandomierski 43/2016

    dodane 20.10.2016 00:00

    16 października 1968 r. Lucjan Trela walczył na olimpiadzie w Meksyku z George’em Foremanem, późniejszym dwukrotnym mistrzem świata zawodowców w wadze ciężkiej. – Był jedynym bokserem, który dotrwał z nim do końca – mówi Roman Niwierski, autor książki „Stalowy ring”.

    Promocja książki, która miała charakter sportowej gali, odbyła się w hali Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. – Jesteśmy w miejscu, gdzie historia zatoczyła koło. 40 lat temu, 14 listopada 1976 r., w tej hali „Stal” Stalowa Wola walczyła z drugiej lidze z „Górnikiem” Przyszów. Wygrała 16:4. Już w styczniu 1977 r. sekcja bokserska została rozwiązana i przekazana do Dębicy. Lucjan Trela stoczył wtedy ostatnią walkę, a kibice odśpiewali mu gromkie „Sto lat” – wspominał Roman Niwierski.

    Gdzie jest ta Stalowa?

    Sekcja bokserska tego klubu powstała jeszcze w 1939 r., zaraz po piłce nożnej i tenisie ziemnym. Pierwszym trenerem boksu w Stalowej Woli był Bernard Śmiałek, który przyjechał ze Śląska, a pierwsze pięściarskie pojedynki staczano na piłkarskim stadionie. Potem przeniesiono je do Zakładowego Domu Kultury. Już w 1959 r. sekcja bokserska „Stali” awansowała do pierwszej ligi. Janusz Pikulski był prezesem „Stali” w latach 60. ub.w., kiedy to bokserzy walczyli w pierwszej lidze. – Pamiętam, jak w Warszawie losowano mecze pierwszej ligi. Legia Warszawa wylosowała wtedy właśnie „Stal”. Jeden z ówczesnych działaczy Legii, pułkownik WP, spytał się naszego wysłannika na losowanie, pana Wiecha, gdzie ta Stalowa się znajduje. Gdy w Stalowej Woli legioniści przegrali 11:9, na zawsze zapamiętali położenie miasta – opowiada. – Mam wiele miłych wspomnień związanych z sekcją bokserską, bo byłem z pięściarzami na obozach w NRD czy Szwecji. Byli to wspaniali bokserzy i ludzie. Najbardziej pamiętam i cenię do tej pory Lucjana Trelę, wielokrotnego mistrza Polski wagi ciężkiej i olimpijczyka, który w Meksyku stoczył wyrównaną walkę z późniejszym mistrzem świata zawodowców George’em Foremanem – wspomina Janusz Pikulski.

    Lucek i Algierd

    Na promocji książki obecny był Tomasz Jagodziński, dyrektor Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie, który przywiózł ze sobą wiele cennych pamiątek związanych z polskim boksem. – Mam ze sobą na przykład plakietkę z meczu Polska–Niemcy rozegranego 1 września 1935 r. w Warszawie, przedwojenny treningowy kask ochronny, rękawice bokserskie czy stary gong – wyliczał dyrektor. Tomasz Jagodziński, były dziennikarz „Przeglądu Sportowego”, pamięta bardzo dobrze byłą gwiazdę polskiego sportu Lucjana Trelę. – Miałem chyba 9 lat, gdy na czarno-białym telewizorze oglądałem jego pojedynek ze słynnym Niemcem Peterem Hussingiem. Do tej pory mam przed oczami tę walkę. Pan Lucjan był o prawie pół metra niższy od swojego przeciwnika, dlatego zadawał ciosy z podskoku. Dziś przywiozłem dla pana Lucjana fotografię z naszego muzealnego archiwum przedstawiającą tę walkę, oprawiłem ją w ramki i dam mu w prezencie w podziękowaniu za tamte wzruszenia – dodał pan Tomasz. Inną bardzo zasłużoną dla stalowowolskiego boksu postacią był zarówno pięściarz, jak i trener Ludwig Algierd. – Zaczynałem w Stalowej Woli w latach 60. Były to wspaniałe czasy. Dziś takiego boksu już nie ma. W sumie stoczyłem 200 walk, z czego tylko 25 przegrałem. Na deskach byłem tylko raz, z Ukraińcem, ale wtedy i tak walkę wygrałem – wspomina bardzo wzruszony bokser. Sportową galę zakończyły pojedynki młodych pięściarzy z amatorskiego klub „Feniks” w Stalowej Woli.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół