• facebook
  • rss
  • Kraina winem płynąca

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 42/2016

    dodane 13.10.2016 00:00

    Ponad siedemset lat temu rozpoczęto uprawę winorośli na sandomierskich pagórkach. Dziś powrót do dawnych tradycji winiarskich to dla jednych pasja, dla innych sposób na biznes lub sadownicza alternatywa i szansa na nowy produkt.

    tekst i zdjęcia tomasz.lis@gosc.pl Jak podają dawne kroniki, pierwsza winnica w średniowiecznym Sandomierzu powstała przy dominikańskim klasztorze. Potem z powodzeniem winną latorośl uprawiali sandomierscy jezuici, którzy nawet eksportowali wino wytwarzane dla celów liturgicznych. Dziś w powstałych winnicach uprawiane są szlachetne szczepy winorośli, które na dobre zaadaptowały się do naszych warunków klimatycznych, stając się dobrym materiałem wyjściowym do produkcji szlachetnego wina.

    Powrót do korzeni

    – Nasza rodzinna historia z winnicą rozpoczęła się w latach 30. ubiegłego wieku, kiedy to pradziadek Marceli Borkowski założył plantację winorośli w Pawłowie koło Czyżowa. Była to trzyhektarowa plantacja uprawiana z myślą o produkcji wina. Jak podają zachowane zapiski, zasadzonych było około 25 odmian winorośli. Były to między innymi: Kaskade, Triumf, Złota Chrupka. Winiarnia mieściła się w piwnicach jego domu. Przez pierwsze lata pradziadek z dużym sukcesem robił świetne wina. Niestety, po wojnie panujący wtedy ustrój wprowadził zakaz produkcji i sprzedaży tego trunku, dlatego dziadek mógł produkować owoce tylko do konsumpcji lub sprzedawać do państwowych zakładów, które zajmowały się wyrobem wina – opowiada pan Marceli Małkiewicz. Tamta winnica przetrwała do lat 80. ubiegłego wieku. – Sposoby uprawy były diametralnie różne. Nasadzenia były gęstsze, główny pęd rośliny był niżej ziemi, aby go można było zakopcować na zimę, chroniąc przed przemarznięciem. Dziadek był wykształconym rolnikiem, ukończył ogrodnicze technikum specjalistyczne. Nie tylko sam założył winnicę, ale też propagował jej uprawę. Hodował sadzonki, które mogli nabywać okoliczni mieszkańcy. Był także prekursorem uprawy leszczyny i wielu nowoczesnych odmian drzewek owocowych – dodaje. Z czasem trochę zapomniano o rodzinnych tradycjach, dopiero on, wnuk, zafascynował się na nowo uprawą winorośli. – Przy domu rodzinnym mamy bardzo leciwy już krzew winorośli. Jak się okazało, posadził go mój dziadek blisko 60 lat temu. Mimo upływu lat krzew całkiem nieźle się ma i ciągle dobrze owocuje. Ten krzew mnie zaciekawił, dowiedziałem się o rodzinnych tradycjach i wybrałem studia na Uniwersytecie Rolniczym ze specjalizacją ogrodnictwo. To właśnie tam nabierałem doświadczenia w uniwersyteckiej winnicy doświadczalnej. Brałem udział także w seminariach, laboratoriach i wyjazdach praktycznych na Węgry i do Chorwacji, gdzie poznawałem tajemnice wyrobu dobrego, szlachetnego wina – opowiada Marceli. Już będąc studentem, zrobił pierwsze nasadzenia we własnej winnicy. – Gdy wróciłem ze studiów, rodzice przekazali mi gospodarstwo i dzięki wsparciu ze środków unijnych założyłem hektarową winnicę. W kolejnych latach były następne dosadzenia i obecnie uprawiam winorośl na prawie dwóch hektarach. Zbiory pozwalają mi na wyrób około 10 tys. litrów wina rocznie, co mieści się w ramach przepisów prawnych – dodaje. Mimo że uprawa winorośli i wytwarzanie wina jest opłacalne, to jednak winiarze muszą pokonać bardzo wiele – czasem absurdalnych – przepisów, by otrzymać koncesję na wyrób wina i jego sprzedaż. – Najsłabszą i najtrudniejszą stroną winiarstwa są przepisy administracyjne. Na przykład musimy otrzymywać osobne koncesje na sprzedaż detaliczną, hurtową czy podczas targów. To są absurdy i dlatego powstają stowarzyszenia winiarzy, poprzez które chcemy choć trochę usprawniać ten system – dodaje.

    Wspólnymi siłami

    Kilka lat temu powstało Stowarzyszenie Winiarzy Sandomierskich. Dzięki wspólnym wysiłkom zorganizowano szlak winiarski łączący winnice sandomierskie oraz święto promujące ich szlachetny wyrób. –Urządzamy, jako jedyni w Polsce, Święto Młodego Wina. Ma ono już czteroletnią tradycję. Jest to z jednej strony przypomnienie o średniowiecznych tradycjach winiarskich Sandomierza, z drugiej okazja do promocji naszych wyrobów. Od lat nasze wina zdobywają medale na europejskich konkursach – opowiada Sylwia Paciura z Winnicy nad Jarem. Historia tej winnicy zaczęła się w momencie, kiedy wraz z mężem odziedziczyła działkę rolną w Złotej pod Sandomierzem. Wtedy zapadła decyzja, że założą małą winnicę, aby zobaczyć, czy uda się sadowniczy eksperyment. – Dziś mogę powiedzieć, że był to strzał w dziesiątkę, miejsce jest idealne na winnicę – dodaje pani Sylwia. Rzeczywiście, spacerując po ich winnicy, ma się wrażenie, jakby było się w uroczej Toskanii. Malowniczo położony falujący pagórek dogrzewany jest intensywnie przez słońce, dzięki czemu winogrona dobrze dojrzewają i świetnie nadają się do produkcji dobrej jakości wina. – Mamy tutaj siedem odmian winorośli. Niektóre odmiany są już po zbiorach, inne jeszcze dojrzewają i nabierają odpowiednich parametrów. To właśnie od nich, czyli od zawartości cukru i kwasowości owoców, zależy, jakie wino będzie można otrzymać – opowiada. To dobry rok dla winiarzy. Wiosną było mokro i ciepło, więc winorośl dobrze wystartowała, latem było dużo słońca, które sprzyjało owocom. Całość dopełniła ciepła i słoneczna jesień, dlatego zbiory są dobre. – Teraz praca przenosi się powoli do winiarni. Tutaj trzeba dopilnować każdego kroku, by nie popsuć wina. Konieczne jest kontrolowanie fermentacji, by zadecydować, kiedy ją zatrzymać, potem trzeba kontrolować, jak wino się klaruje i dojrzewa. Dopiero wiosną trafi ono do butelek – opowiada. Rzeczywiście, w winiarni u państwa Paciurów obok siebie stoją kadzie z fermentującym moszczem. Charakterystyczny zapach wskazuje, że cukier zamienia się w alkohol. Obok leżą posłusznie duże dębowe beczki – jedne przechowują cenny trunek, inne czekają na tegoroczne novello, czyli młode wino. To właśnie tego wina będzie można kosztować podczas listopadowego święta w Sandomierzu. – Każda z winnic zaprezentuje swoje produkty, które ocenią turyści i degustatorzy. Odbędą się także uroczysty pochód i wiele innych atrakcji promujących uprawę winorośli oraz wytwarzanie wina – dodaje Sylwia Paciura.

    Winnica dla wnuczka

    Sandomierskie winnice to także miejsce, gdzie prowadzone są badania naukowe nad uprawą tej szlachetnej rośliny. – Nasza rodzinna winnica nie powstała przypadkowo. Była zaplanowana przez mojego tatę. Gdy urodziłam dziecko, postanowił on zasadzić taką roślinę, której owoce będą przyciągały w przyszłości wnuki. Padło na winorośl. Pierwsze 70 krzewów odmian deserowych przyniosło niespodziewanie dobre plony. W tym czasie ja podjęłam studia doktoranckie z zakresu sadownictwa i rozpoczęła się moja praca badawcza nad winoroślą – opowiada Magdalena Kapłan z Faliszowic. Widać, że ta winnica jest polem doświadczalnym i miejscem specjalistycznych badań. Każdy krzaczek jest precyzyjnie przycięty i oznaczony. Jedna ze studentek delikatnie zrywa dojrzałe grona, waży, bada i smakuje. Trudno się oprzeć i nie spróbować dojrzałych, apetycznie wyglądających jagód winogrona. – W naszej winnicy mamy blisko 30 odmian winorośli. Prowadzimy także szkółkę sadowniczą, gdzie są przygotowywane sadzonki różnych odmian. Coraz więcej osób zaczyna uprawę winorośli. Najczęściej polecam im na początek odmiany deserowe. Gdy zasmakują w uprawie tej rośliny, dobieramy wtedy odmiany przerobowe – wyjaśnia pani Magdalena. Jak opowiada, w naszych warunkach klimatycznych można naprawdę z dużym powodzeniem uprawiać winorośl. – Rośnie ona niemal na każdej glebie, nie lubi tylko ciężkiej gliny i zbyt podmokłych terenów. Obecnie wyselekcjonowane odmiany odporne są na mrozy i bardzo dobrze przetrzymują naszą zimę. Przystosowane są też do krótszego lata. W naszych warunkach owoce tych odmian dobrze dojrzewają, dają dobre jakościowo i ilościowo zbiory – dodaje. Jak opowiada, winorośl to bardzo wdzięczna roślina. – Dzięki moim badaniom poznałam ją bardzo dobrze. Niemal od korzenia do owoców. Jest bardzo przyjazna dla człowieka, plenna, ale wymaga silnej i doświadczonej ręki w prowadzeniu. To właśnie winogrodnik ma decydować, jak ma ona rosnąć i owocować. Winnica wymaga bacznej obserwacji i serca włożonego w jej uprawę. Zadbana winnica, jak w Ewangelii, daje dużo radości i obfite plony – opowiada pani Magdalena. Winnica w Faliszowicach co roku dobrze owocuje, dlatego także w rodzinnej winiarni powstaje szlachetne wino. Wytwarzane naturalną, szlachetną metodą szybko zyskało uznanie degustatorów. Nazwy kolejnych gatunków win właściciele czerpią od nazw kamieni szlachetnych, bo i winnica nosi nazwę Nobilis. – Pomysł taty okazał się trafiony. Wnuczki bardzo często zaglądają do winnicy, by posmakować winogron. Największym wzięciem cieszą się odmiany deserowe i te bez pestek. Są słodkie i smaczne. Dla mnie winnica stała się miejscem pracy naukowej, a z winiarni wychodzą szlachetne wina, które są dumą całej rodziny – podsumowuje pani Magdalena. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół