• facebook
  • rss
  • Kwaśne jabłkobranie

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 39/2016

    dodane 22.09.2016 00:00

    Tegoroczne zbiory zapowiadają się całkiem nieźle, jednak niskie ceny skupu jabłek przerażają sadowników, którzy wstrzymują dostarczanie owoców do skupów w ramach strajku protestacyjnego.

    tekst i zdjęcia tomasz.lis@gosc.pl Tegoroczna sytuacja ogrodników i sadowników staje się tragiczna. Po niskich cenach skupu porzeczki, wiśni i innych miękkich owoców przyszedł czas na jabłkowy krach. – To zmowa firm skupujących. W zeszłym roku, gdy banki żywności zakontraktowały duże ilości owoców, to i na skupach musieli podnieść cenę. Bali się, że nikt im nie przywiezie jabłek. W tym roku, gdy banki wezmą tylko jedną trzecią zeszłorocznej sumy, to i na skupach obniżyli cenę. Za 20 gr za kilogram nie będziemy sprzedawać, bo to jest całkowicie poniżej opłacalności – podkreśla pan Zbigniew, sadownik z Obrazowa. Związkowy apel W związku z zaistniałą sytuacją Związek Sadowników RP zaapelował do wszystkich sadowników o niedostarczanie owoców do punktów skupu.

    W odezwie do producentów związek pisze: „Zakłady przetwórcze od początku tego sezonu drastycznie i bezpodstawnie zaniżają ceny owoców. Argumenty od lat są takie same – nadprodukcja i niskie ceny koncentratu na świecie. To kłamstwo i perfidna gra marketingowa! Zagraniczne koncerny żerując na polskich sadownikach i kupując surowiec za bezcen świadomie zaniżają cenę koncentratu na światowych rynkach. Oni zarabiają na naszej ciężkiej pracy i kosztem naszych rodzin! Związek Sadowników RP od wielu lat prowadzi działania mające na celu wprowadzenie ceny minimalnej i umów kontraktacyjnych. Niestety bezskutecznie! Dlaczego? Nie jesteśmy zorganizowani! Nie ma wśród nas jedności i bez skrupułów wykorzystują to przetwórcy!”.

    Związkowcy argumentują strajk tym, że oferowana cena absolutnie nie zagwarantuje ciągłość produkcji w przyszłym sezonie, nie zapewni godziwego bytu rodzinom plantatorów oraz nie pozwoli wywiązać się z zaciągniętych kredytów. „Nie możemy kolejny rok dać się rozegrać przetwórcom! To ostatni moment na reakcję i podjęcie konkretnych działań! Jedyną skuteczną metodą jest zablokowanie im możliwości zarabiania pieniędzy poprzez brak dostaw surowca!” – apelują w odezwie związkowcy. Przednówek z kryzysem Miniony sezon produkcyjno-handlowy nie był najgorszy.

    Mimo tego, że najpierw Rosja postraszyła wprowadzonym embargiem, to jednak banki żywności uratowały sytuację, kupując od sadowników duże ilości owoców, które wprowadzono na rynek bezhandlowo. Jednak ci producenci, którzy przytrzymali owoce do wiosny, mając nadzieję na jeszcze wyższą cenę, stracili. – Jesienią ubiegłego roku ceny były wyjątkowo dobre.

    Cena jabłka deserowego oscylowała w granicach około 1 zł za kilogram, zaś za jabłko przemysłowe płacono 50 gr za kilogram. Był popyt na jabłko, więc wielu producentów przytrzymało owoce w przechowalniach. Niestety, wiosną cena nie wzrosła, a ponadto jabłek nie było komu sprzedać. Wielu producentów, nawet jak sprzedało jabłka, musiało koszty przechowania wpisać jako własne – opowiada Krzysztof Kwasek spod Sandomierza. Już na progu tegorocznego sezonu były pierwsze niepokojące oznaki, że będzie to trudny rok dla sadowników. Najpierw przyszła śmiesznie niska cena czarnej porzeczki, potem skupowano niemal za bezcen wiśnie. Już wtedy związki sadowników zapowiadały strajki i protesty. Niestety, brak było konkretnej decyzji, bo wielu rolników miało nadzieję, że straty na wiśniach odbiją sobie na jabłkach. Niestety, otwarcie pierwszych punktów skupów jabłka przemysłowego przyniosło potwierdzenie niepokoju producentów.

    Zaproponowano cenę wahająca się od 15 do 20 gr za kilogram. Kilka tygodni temu w Sandomierzu odbyło się spotkanie producentów rolnych, przedsiębiorców i przedstawicieli izb handlowych z kilku krajów na temat otwarcia rynków zbytu na polskie jabłko. Tym razem dużo uwagi poświęcono rynkowi chińskiemu. Zainteresowani mogli się dowiedzieć, jak rozpocząć lub rozwinąć eksport do Państwa Środka. – Eksport do Chin jest szansą dla sadowników nie tylko z powiatu sandomierskiego. Znalezienie nowych rynków zbytu to konieczność – podkreślał Witold Stefaniak, prezes grupy „Złoty Sad” z Samborca. – Rynek chiński mógłby zastąpić rosyjski, który – w moim przekonaniu –prawdopodobnie jest już nie do odzyskania, tym bardziej że Rosjanie mają własne, olbrzymie nasadzenia – dodał W. Stefaniak.

    Rok agonii czy przetrwania?

    – Ten rok zapowiada się dobrze, choć zbiory będą mniejsze niż rok temu, ale tylko dlatego, że ubiegły rok był naprawdę rekordowy. Sprzyjała nam pogoda, nie było suszy, tylko miejscowo szkodę poczyniły gradobicia. Jedyne, co nas przeraża, to proponowana cena – podkreśla Krzysztof Kwasek. Ta, jaką proponują handlowcy, jest dla sadowników nie tyle niewystarczająca, ale śmiesznie niska. – Przecież taka cena nawet nie gwarantuje nam pokrycia ceny dowozu jabłka do punktu skupu, a co dopiero mówić o opłacalności produkcji. Przy takiej cenie skazujemy nasze gospodarstwa, i w ogóle sadownictwo, na upadek – dodaje. Pan Krzysztof przypuszcza, że tegoroczny kryzys cenowy to tylko zapowiedź większego impasu, jaki czeka polskich sadowników. – Musimy sobie jasno powiedzieć, że nie będzie lepiej. Po pierwsze trwa nadal embargo i rynek rosyjski jest zamknięty.

    Po drugie kraje, gdzie do tej pory eksportowaliśmy duże ilości owoców, zrobiły w ostatnich latach bardzo duże nasadzenia i za kilka lat nie tylko nie będą kupować naszych jabłek, ale będą próbować wprowadzić swoje na nasz rynek. Takich nasadzeń dokonano na Ukrainie, Białorusi czy Węgrzech. Po trzecie każdy rok przynosi wielką huśtawkę cenową i dlatego nasze sadownictwo jest nieustannie wielką niewiadomą – wylicza pan Krzysztof. Z dużym rozgoryczeniem opowiada o aktualnej sytuacji, gdzie mimo słabej ceny i zapowiedzianego strajku wielu producentów wywozi jabłka do punktu skupu. – Brak między nami sadownikami solidarności. Wielu producentów, bojąc się, że cena może jeszcze spaść, łamie zasady strajku i wywozi jabłko przemysłowe do skupów. Jeden z handlowców potwierdził, że codziennie skupuje około 400 ton jabłek. Jak więc możemy wpłynąć na zmianę sytuacji? – pyta retorycznie sadownik. Potwierdza, że większość producentów jednak pozostaje w zgodzie ze Związkiem Sadowników RP i nie sprzedaje jabłka przemysłowego, ale składuje owoce w przechowalniach.

    – Nie wiemy, czy za jakiś czas, może na wiosnę, sytuacja poprawi się. Nikt nam tego nie gwarantuje. Nie wiemy, czy jest to nadzieja na lepszą cenę, czy na razie przedłużenie agonii polskiego sadownictwa – podsumowuje Krzysztof Kwasek. Święto bez radości Od kilku lat w Obrazowie pod Sandomierzem odbywają się Europejskie Święto Jabłka i sadownicze dożynki zwane „Jabłkobraniem”. To jedyna taka impreza w Polsce. Sadownicze świętowanie rozpoczęło się od Mszy św. dziękczynnej w miejscowym kościele. Podczas darów ofiarnych sadownicy przynieśli owocowy wieniec dożynkowy, kosze pełne tegorocznych owoców oraz bochen chleba. Po Mszy św. odbyła się część obrzędowa i rozrywkowa dożynek. I choć organizatorzy przygotowali bardzo wiele atrakcji i konkursów, takich jak: biegi przełajowe o Kryształowe Jabłko Wójta Gminy Obrazów, turlanie jabłka do bramki za pomocą miotły czy Mistrzostwa Polski w Piciu Soku Jabłkowego, to jednak sadownicy najwięcej czasu poswięcili na dyskusję o trudnej sytuacji. – Największą trudnością jest dla nas zbyt wyprodukowanych owoców. Problemem są także niskie ceny przy rosnących kosztach produkcji. Wszystko to nie napawa optymizmem – mówił Rafał Kędziora, starosta dożynek.

    – Niestety, nie ma radości podczas tego święta. Oczywiście chcemy Panu Bogu podziękować za ten sezon, choć dopiero zaczynamy owocowe żniwa. Bóg pobłogosławił naszym sadom i zbiory zapowiadają się całkiem nieźle, jednak tę radość przyćmiewa sytuacja na rynku handlowym i skupach owocowych. Możemy zapewnić, że jabłek i innych owoców nie powinno zabraknąć, ale czy my przetrwamy ekonomicznie, to jest wielką niewiadomą. Nie od tego roku czujemy się opuszczeni przez rządzących, którzy nie chcą nam pomóc. Nie jest nam łatwo gospodarzyć, a jeszcze rzucane nam są olbrzymie problemy pod nogi. Kilka lat temu mówiono nam, żeby organizować się w grupy producenckie. Zrobiliśmy to. Rok temu przyszło embargo i przez ten czas nikt nie próbował zmienić sytuacji. Czy przez rok coś się zmieniło? Tak, tylko na gorsze. Tegoroczną ceną owoców upokarza się polskie sadownictwo, skazując nas na bankructwo – mówił Janusz Słowik, sandomierski sadownik.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół