• facebook
  • rss
  • Sandomierz turystyką stanął

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 37/2016

    dodane 08.09.2016 00:00

    Przedłużony sierpniowy weekend ściągnął do Sandomierza tłumy turystów, którzy szczelnie wypełnili urokliwe ulice i uliczki zabytkowego miasta.

    Ido takich widoków mieszkańcy, jak i przyjezdni chyba muszą się już przyzwyczaić. Do lamusa bowiem odszedł obraz pustego rynku Starego Miasta, przez który popołudniami w ciągu godziny przemykało co najwyżej kilka osób. Szczęśliwie to już nie te czasy! A najlepszym tego dowodem jest tegoroczny sezon, dobiegający powoli końca, który wszyscy zgodnie uznają za wyjątkowo udany, a wręcz rekordowy. Część osób zrezygnowała z zagranicznych wojaży z obawy przed zamachami, wybierając bezpieczny wypoczynek w kraju. Swoje pięć groszy dorzucił być może także program 500+, na co zwracają uwagę restauratorzy, którzy mówią o większej liczbie odwiedzających ich rodzin z dziećmi.

    Mateuszowy boom

    Przez szereg lat Sandomierz nie miał szczęścia do turystów. Mimo że miasto aż kipiało (i to się nie zmieniło) od bezcennych zabytków, zachwycało widokami i zróżnicowanym położeniem, fascynowało swą bogatą przeszłością, to jednak nie przekładało się to na liczbę odwiedzających je gości. Przyjeżdżały głównie w okresie wiosennym i wczesnojesiennym grupy szkolne, zaś indywidualnych turystów było niemal jak na lekarstwo. Wszystko zaczęło się zmieniać po 11 listopada 2008 roku. Wówczas na ekranach telewizorów pojawiła się polska wersja włoskiego, niezwykle popularnego serialu „Ojciec Mateusz”. Nieustraszony i inteligentny detektyw w sutannie ks. Mateusz Żmigrodzki, w którego wcielił się Artur Żmijewski, z marszu podbił serca telewidzów, a widoki sandomierskich ulic, jakimi przemykał na rowerze, zauroczyły niejedną osobę. Serial okazał się wspaniałą reklamą, z której miasto bardzo skrzętnie i umiejętnie skorzystało, nie przesypiając okazji zdarzającej się raz na jakiś czas. Od samego początku kontakty Urzędu Miasta z ekipą filmową były bardzo przyjazne, wszak jednej i drugiej stronie zależało, by wszystko przebiegało sprawnie. Każdy bowiem miał w tym swój większy lub mniejszy interes. Niepisanym zwyczajem stało się, że każda kolejna wizyta filmowców zaczyna się od spotkania przy kawie u burmistrza Sandomierza. – Mam informację, że została podpisana 3-letnia umowa na kręcenie kolejnych odcinków „Ojca Mateusza” – informuje burmistrz Marek Bronkowski. – Zatem przed nami jeszcze ok. 30 nowych odcinków. Bardzo cieszy ten fakt i sandomierzan, i mnie samego. Oglądalność serialu, mimo trwającej blisko 8 lat emisji, wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie, osiągając blisko 5 mln widzów. Ta dobra passa serialu przynosi wymierne korzyści miastu, ma bowiem swoje przełożenie na liczbę turystów, których przyciągają do Sandomierza pięknie sfilmowane widoki. Wzrost zainteresowania Sandomierzem stał się zauważalny już w okresie sylwestrowym 2008/2009, kiedy w hotelach nastąpiło większe obłożenie niż w latach poprzednich. A potem ruszyło wszystko lawinowo. Sandomierz stał się modnym miejscem, które należy odwiedzić. – Tegoroczny tzw. długi sierpniowy weekend pobił chyba wszelkie dotychczasowe rekordy. W obrębie Starego Miasta trudno było się poruszać. Ulicami płynął tłum ludzi, w restauracjach, kawiarnianych ogródkach nie było wolnego miejsca, podobnie zresztą jak na parkingach. To z jednej strony bardzo cieszy, bo miasto i mieszkańcy zarabiają, ale w pewnej chwili taka popularność może również męczyć. Ale cóż, coś za coś – stwierdza pan Tomasz, sandomierzanin. O tym, że to serial zainteresował i przyciągnął turystów, zwracają również uwagę przewodnicy, którzy niejednokrotnie są pytani o miejsca, w których toczy się akcja. Zresztą są nawet trasy turystyczne wiodące szlakiem „Ojca Mateusza”, na którym naturalnie obowiązkowo musi znaleźć się Pałac Biskupi oraz Komenda Policji. Na bazie popularności produkcji powstały również punkty świadczące usługi turystyczne, jak choćby popularny Dworek Ojca Mateusza, czyli dawny dworek Skorupskich, oferujący nie tylko noclegi, ale również dobrą kuchnię. Dzisiaj w niczym nie przypomina zaniedbanego budynku, jakim był jeszcze kilkanaście lat temu. Wyremontowany, przyciąga turystów m.in. swoim urokliwym położeniem u stóp Wzgórza Świętojakubskiego. – Obwożąc gości, często jestem pytana o ulice, miejsca, które pokazywane są w serialu – mówi Urszula Puzio, właścicielka firmy Meleks „Ula”. – Ale są to przeważnie osoby dorosłe, starsze lub w średnim wieku. Bardzo rzadko zdarzają się takie pytania ze strony dzieci czy młodzieży. Śladami księdza-detektywa najczęściej podążają jego fani, wśród których przeważają osoby w średnim wieku.

    Wykorzystana szansa

    Po latach turystycznej stagnacji, by nie powiedzieć posuchy, kiedy sytuacja uległa diametralnej zmianie, swoją szansę zobaczyły osoby prywatne. Jedni postawili na ofertę noclegową, inni gastronomiczną, jeszcze inni, co było w Sandomierzu całkowitym novum – oprowadzanie, ale z… meleksa. – Mogę powiedzieć, że do zmiany branży zmusiło mnie życie, a dokładnie powódź z 2010 r., w której ucierpiał mój dom, a prowadzony przeze mnie sklep został doszczętnie zniszczony – wspomina Urszula Puzio. – W ten sposób straciłam pracę i środki do życia. Ale pani Urszula nie zamierzała się poddać. Po kilku miesiącach postanowiła założyć firmę świadczącą usługi dla turystów. – Sandomierz ma piękne położenie na siedmiu wzgórzach, ale nie dla każdego i nie na każde nogi jest ono przyjazne. Przyjeżdżają bowiem do nas osoby starsze, mające problemy z poruszaniem, niepełnosprawni, rodziny z małymi dziećmi. Dlatego wzorując się na większych ośrodkach turystycznych, stwierdziłam, że możliwość zwiedzenia miasta bez uciążliwego i trudnego dla nich przemieszczania się może okazać się starzałem w dziesiątkę – wyjaśnia pani Urszula. Kiedy w urzędzie pracy przedstawiła swój plan, urzędniczki aż pokraśniały z radości. Szybko uwinęły się i Urszula Puzio dzięki dotacji z pośredniaka zakupiła jeden meleks. – To był pierwszy meleks w Sandomierzu przeznaczony dla turystów – podkreśla pani Urszula. – Jakież było zdziwienie, kiedy pojawiłam się na rynku. Już pierwszego dnia miałam chętnych. I wówczas wiedziałam, że mój pomysł był trafiony. Pani Urszula jest nie tylko kierowcą, ale również przewodnikiem, ukończyła bowiem specjalne szkolenie, posiada licencję. Ma dla swych klientów kilka propozycji, zarówno trasę standardową, na której znajdują się najważniejsze zabytki, m.in. Brama Opatowska, kościół Ducha Świętego, rynek, ratusz, Collegium Gostomianum, Dom Długosza, bazylika katedralna, Wąwóz Królowej Jadwigi, zamek, kościół św. Jakuba, Ucho Igielne, synagoga, kościół św. Michała, jak i „specjalistyczne”: śladami legend sandomierskich, królowej Jadwigi, Kazimierza Wielkiego czy ścieżkami pisarzy – Stefana Żeromskiego, Jarosława Iwaszkiewicza oraz Wiesława Myśliwskiego. Największą popularnością cieszą się jednak standardowa oraz tzw. poszerzona, obejmująca jeszcze miejsce papieskiej celebry z 1999 r., czyli Rybitwy. – Trasę śladami legend opracowałam specjalnie z myślą o małych dzieciach, które wręcz chłoną te opowieści – cieszy się przewodniczka. Sukces pani Urszuli zachęcił innych i dzisiaj w Sandomierzu działa 12 firm posiadających meleksy, którymi wożą turystów po sandomierskich zakątkach.

    Nie siadają na laurach

    W turystycznym boomie swoją szansę upatrzyło wiele osób. Szybko zaczęły pojawiać się nowe hotele, pensjonaty, kwatery prywatne, agroturystyczne oferujące noclegi na każdą kieszeń i dla każdego gościa, począwszy od niewymagającego po oczekującego najwyższych standardów. – W ostatnich latach można zauważyć, że usługi hotelarskie przenoszą się już do prawobrzeżnej części miasta. W centrum bowiem zaczyna brakować nowych miejsc – zauważa Urszula Puzio. – A turystów przybywa. Zmianie uległ również charakter turystyki, która z jednodniowej przekształciła się w kilkudniową. Goście odwiedzający Sandomierz coraz chętniej pozostają tutaj na dłuższy czas, a to wiąże się z koniecznością zwiększenia liczby miejsc noclegowych i zapewnieniem atrakcji turystycznych, które zachęciłyby gości, którzy zwiedzili już wszystkie zabytki, do przedłużenia pobytu. Już teraz mogą korzystać z odnowionego Bulwaru im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, który powstał w ramach projektu „Rewitalizacja Starego Miasta – Bulwar Piłsudskiego”, sfinansowanego z pieniędzy unijnych. Chętni mają do dyspozycji różnorodny sprzęt pływający, w tym rowery wodne, plac zabaw. – Planujemy budowę ogromnego kompleksu turystyczno-rekreacyjnego na odcinku od strony mostu drogowego na Wiśle do ujścia rzeki Koprzywianki – informuje burmistrz Sandomierza. Kilka tygodni temu miasto przejęło te tereny na własność, obejmujące prawie 22 hektary. Powstała koncepcja przekierowania Koprzywianki wzdłuż starorzecza, tak by utworzyć rozlewisko, nad którym powstanie plaża, i skierowanie jej wód do starego portu. Planowana jest także budowa ścieżek rowerowej oraz pieszej. Realizacja planów przewidziana jest na przyszły rok. Równie istotne są nowe miejsca parkingowe, których w mieście, niestety, brakuje, zwłaszcza w dni największego natężenia ruchu turystycznego. Tę bolączkę ma w pewien sposób rozwiązać budowa dwóch lub trzech nowych parkingów na ok. 500 miejsc. Dla wielu turystów równie istotna jak rekreacja jest oferta kulturalna. W tym roku, a zwłaszcza w sezonie turystycznym, kalendarz pękał od propozycji kulturalnych. Wiele z nich to imprezy cykliczne, które wyrobiły już sobie markę i ściągają do miasta nie tylko stałych bywalców, ale także zastępy nowych gości. Wśród nich są: Festiwal „Czas Dobrego Sera”, który w tym roku odbył się po raz 6., Jarmark Jagielloński i towarzyszący mu Turniej Rycerski, Festiwal „Muzyka w Sandomierzu”, tegoroczna nowość „Proza miasta”, akcja przygotowana przez Fundację Kultury Ziemi Sandomierskiej, mająca zachęcić do czytelnictwa. – Miasto ściśle współpracuje z podmiotami związanymi z turystyką. Takim ciekawym przykładem może być „Truskawkowa Niedziela”, podczas której restauratorzy serwowali dania wykonane na bazie truskawek – zauważa Marek Bronkowski. O tym, że również osobom prywatnym zależy na przyciągnięciu turystów i zatrzymaniu ich w mieście na dłużej, świadczą różnego rodzaju inicjatywy. Jedną z nich jest galeria figur woskowych prezentujących bohaterów serialu „Ojciec Mateusz”, która znajdzie swe miejsce na parterze kamienicy, gdzie mieści się restauracja Retro. Wśród części sandomierzan lekką obawę budzi perspektywa zakończenia serialu, rodząca pytanie: i co dalej? Wydaje się jednak, że owa niepewność jest zupełnie niepotrzebna, gdyż Sandomierz już zdążył wykorzystać szansę, wypromować się i wyrobić markę, co z pewnością zaowocuje w przyszłości.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół