• facebook
  • rss
  • Potomkowie kleeberczyka

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 35/2016

    dodane 25.08.2016 00:00

    – Wszystko zaczęło się w momencie, kiedy dowiedziałem się, że mój pradziadek, po którym noszę imię, brał udział w bitwie pod Kockiem – mówi Michał Biela.

    Znalezione stare rodzinne zdjęcia i zapomniane pamiątki po pradziadku rozbudziły w uczniu tarnobrzeskiego Gimnazjum nr 2 historyczną pasję. – To, że pradziadek bił się pod wodzą gen. Franciszka Kleeberga w ostatniej bitwie kampanii wrześniowej 1939 r., która rozegrała się pod Kockiem, było dla mnie niezwykłym odkryciem. Zacząłem coraz mocniej wgłębiać się w historię rodziny, a co za tym idzie, w najnowsze dzieje Polski – opowiada Michał Biela. – Aż z zainteresowania narodziła się pasja, która udzieliła się także mnie – dodaje z uśmiechem Grzegorz Biela, tata Michała, a wnuk kleeberczyka – jak nazywano podkomendnych generała. Dodatkowym impulsem do gromadzenia umundurowania i uzbrojenia stał się udział ojca i syna w inscenizacji historycznej, przygotowanej w ubiegłym roku przez Stowarzyszenie ESTEKA z okazji święta Niepodległości. Przedstawienie zaprezentowane w parku Dzikowskim przyciągnęło setki tarnobrzeżan, którzy bawili się równie dobrze jak sami występujący. – Mnie w udziale przypadła rola głównego pirotechnika – śmieje się pan Grzegorz.

    – Wszystkie wybuchy, fajerwerki to było moje dzieło. Michał zaś dzielnie stawał w polu, bijąc się z wrogami Polski. Widząc zainteresowanie mieszkańców oraz innych pasjonatów, postanowili, że sami spróbują bardziej na serio zająć się rekonstrukcjami historycznymi. Nie zastanawiali się, jaki to ma być okres historyczny, ani jaka jednostka, wszystko było bowiem jasne – 84. Pułk Strzelców Poleskich, w którym m.in. służył ich dziadek. Michał Biela był bowiem w okresie II Rzeczypospolitej zawodowym żołnierzem. – Syn ma na sobie oryginalny mundur, przerobiony na wzór obowiązujący w 1936 r. Ja, niestety z uwagi na wzrost, zmuszony zostałem do uszycia sobie u krawca nowego munduru, również opartego na wzorze z 1936 r. – wyjaśnia pan Grzegorz. – Ale za to mamy oryginalne pasy wojskowe. Reszta to repliki, kupowane najczęściej na różnych aukcjach internetowych. Trudno bowiem po blisko 80 latach natrafić na oryginalne rzeczy, gdyż zachowało się ich niewiele, a i ceny, jeśli już się pojawią, potrafią być zaporowe. Ale także repliki nie należą do tanich. Uszycie bluzy kosztowało mnie 280 zł, bryczesy to ok. 200, oficerki kolejne 200 zł itd. Nie jest to zatem tanie hobby, niemniej dające wiele satysfakcji. Obecnie w Tarnobrzegu nie działa zorganizowana grupa rekonstrukcji historycznej, która nawiązywałaby do przeszłości Polski. – Mamy Oddział Roninów „Katana Tarnobrzeg”, ale kładzie on nacisk na tradycje japońskich samurajów. Chociaż kiedy rozmawiałem z Jackiem Kmukiem, członkiem zespołu, okazało się, że w swej kolekcji posiadają również mundury i akcesoria Wojska Polskiego II RP – mówi Grzegorz Biela. – Być może wspólnie z nimi i jeszcze innymi pasjonatami uda się nam powołać do życia silną grupę rekonstrukcyjną, zwłaszcza że zapotrzebowanie i zainteresowanie działalnością tego typu organizacji jest spore. Wynika to także ze zmiany w podejściu do historii, sposobu jej przekazu, jak również zwyczajów obchodzenia świąt narodowych oraz ważnych rocznic historycznych. Coraz częściej z tej okazji organizowane są pikniki, zabawy, którym towarzyszą pokazy z udziałem grup rekonstrukcyjnych. Niektóre z nich wyrobiły sobie tak silną markę, że kalendarze mają zapełnione na kilkanaście miesięcy do przodu. – Mam nadzieję razem z synem, że także Tarnobrzeg doczeka się swoich rekonstruktorów – mówi Grzegorz Biela.

    Ostatnia bitwa

    Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie”, dowodzona przez gen. Franciszka Kleeberga, powstała w trakcie działań wojennych kampanii wrześniowej. W jej skład weszły oddziały stacjonujące na obszarze Okręgu Korpusu IX, wzmacniane stopniowo kolejnymi rozproszonymi pododdziałami, które chciały dołączyć do większej jednostki. Ostatecznie w składzie grupy znalazły się piechota, kawaleria, batalion marynarzy Flotylli Pińskiej oraz lotnicza eskadra szkolna. Reorganizację jednostki zakończono 28 września. Po wiadomości o kapitulacji Warszawy, do której planowano się przedrzeć, generał postanowił uderzyć w stronę Dęblina. W Stawach bowiem znajdowała się Centralna Składnica Uzbrojenia nr 2. Na drodze jednak stanęły wojska hitlerowskie. Do pierwszego starcia doszło 2 października, a decydująca bitwa pod Kockiem rozegrała się 4 i 5 października. Ostatni rozkaz nakazujący żołnierzom SGO „Polesie” zaprzestania walki jej dowódca wydał 5 października o 19.30. Akt kapitulacji podpisano rankiem dnia następnego. Był to ostatni akord walk kampanii wrześniowej 1939 r.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół