• facebook
  • rss
  • Nowoczesne i trudne

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 28/2016

    dodane 07.07.2016 00:00

    Ponad 8,5 tys. wniosków o dopłaty z Unii Europejskiej złożyli sandomierscy rolnicy. Mimo tej pomocy z niepokojem patrzą na plony, a rynek nie zaskakuje cenami.

    W powiecie sandomierskim rolnicy bardzo sprawnie poradzili sobie z wypełnianiem wniosków o unijne dopłaty oraz wykorzystywaniem unijnych programów mających za zadanie pomoc osobom pracującym na roli. – Niemniej jednak wielu rolników już liczy straty z powodu klęski gradu lub ulewnego deszczu, które poniszczyły uprawy – zwraca uwagę Waldemar Matuszczak, kierownik Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Sandomierzu.

    Unijna pomoc

    W tym roku do sandomierskiego biura ARiMR wpłynęły 8653 wnioski o dopłaty obszarowe. Wysokość dofinansowania uzależniona jest m.in. od kursu euro czy obszaru, na jakim gospodaruje rolnik. W tym roku rolnicy będą mogli liczyć na dopłatę w wysokości od 700–800 zł na hektar upraw. – Nasi rolnicy bardzo chętnie uczestniczą także w innych programach pomocowych dla tej grupy zawodowej. Ostatnio wiele gospodarstw korzystało z pomocy programu „Młody rolnik” i „Modernizacja gospodarstw rolnych”. Dzięki tym programom wielu rozpoczynających swoją rolniczą przygodę gospodarzy miało ułatwione tworzenie i doposażenie gospodarstw. Także bardzo wielu rolników znacząco zmodernizowało swoje gospodarstwa poprzez zakup nowoczesnych maszyn lub przez odnawienie sadowniczych nasadzeń – dodaje kierownik sandomierskiej agencji. – Nie ukrywam, że z obawą podchodziliśmy do przystąpienia do programu modernizacji naszego gospodarstwa. Z jednej strony z własnych środków byłoby to niemożliwe, z drugiej – obawialiśmy się, czy poradzimy sobie z całą biurokracją związaną z dofinansowaniem z Unii Europejskiej. Gospodarujemy na ponad 40-hektarowym obszarze i modernizacja była konieczna, aby usprawnić pracę i z obniżyć koszty produkcji. Zdecydowaliśmy się wystąpić o dofinansowanie do Agencji. Spotkaliśmy się z dużą życzliwością i zdecydowaną pomocą ze strony urzędników. Dzięki otrzymanym środkom zakupiliśmy nowoczesne maszyny i w części odnowiliśmy nasadzenia w sadzie – opowiada Andrzej Skuza z gminy Dwikozy.

    Trudny rok

    Obecny rok nie wydaje się łaskawy dla sandomierskich ogrodników i sadowników. – Nie dopisywała pogoda podczas kwitnienia sadów, potem było dość sucho i wiele drzew zrzuciło dopiero co zawiązane owoce. Teraz fale upałów przeplatają się z gwałtownymi burzami z gradem, które niszczą dojrzewające owoce miękkie oraz obniżają plony upraw warzywnych – komentuje kierownik ARiMR w Sandomierzu. Podczas niedawnych nawałnic ucierpiały sady w okolicy Łoniowa i Ożarowa. – Gdy tylko zobaczyliśmy dużą, czarną chmurę, wiedzieliśmy, że nie będzie wesoło. Zerwał się wiatr i posypało gradem. Najbardziej ucierpiały sady wiśniowe i czereśniowe. W czereśniach trwają już pierwsze zbiory, więc postrącało wiele dojrzałych owoców z drzew. Duża część zawiązków wiśni jest także uszkodzona, więc straty w plonach będą znaczne – komentuje pan Andrzej, sadownik z Łoniowa. – Liczyliśmy na lepszą cenę czereśni, która zrekompensowałaby straty w plonach. Jednak duży popyt i mała podaż na ten owoc sprawiły, że handlowcy już eksportują duże ilości owoców z południowych krajów Europy. Są one tańsze i szybko znajdują odbiorców. Przy takiej polityce nasze gospodarowanie nie ma szans na przyszłość – podkreśla Andrzej Ożóg, sadownik spod Ożarowa. Ulewne deszcze poniszczyły uprawy kapusty i innych warzyw w okolicach Dwikóz. – Na rekompensaty nie mamy co liczyć, bo straty nie obejmują ponad 30 proc. Jednak większość plonów nie zakwalifikuje się na pierwszą klasę i będą trudności ze sprzedażą, a i na dobrą cenę nie ma szans – podkreśla z żalem rolnik z Dwikóz, który stracił znaczne uprawy warzyw. Na domiar złego embargo na handel z Rosją jest coraz bardziej zaostrzane i nie widać perspektyw na otwarcie wschodnich rynków. – Kiedyś na giełdzie sprzedawaliśmy całą naszą produkcję. Dziś nie ma na to szans. Nie ma kupców ze wschodu i dlatego musimy szukać rynków zbytu w większych miastach. Jest to jednak kłopotliwe i czasochłonne. Rolnik, zamiast zająć się uprawą, coraz częściej musi być menedżerem i handlowcem – podkreśla pan Andrzej, handlujący na sandomierskiej giełdzie młodą kapustą.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół