• facebook
  • rss
  • Pasyjki „Pielgrzyma”

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 16/2016

    dodane 14.04.2016 08:45

    Miał mało czasu. tylko tyle, 
ile pali się mała świeca, 
by udowodnić, że godzien jest zwać się rzeźbiarzem.


    Trudny egzamin musiał przejść Michał Kubicki, by wykazać się rzeźbiarskim kunsztem przed swym mistrzem. A uczył się w dość niecodziennym miejscu – w klasztorze w Jerozolimie. Trafił tam podczas jednej ze swych licznych pątniczych wędrówek.
„Pielgrzym” nie był bowiem z tych, co siedzą na miejscu. Wciąż coś go ciągnęło w obce strony, a szczególnie tam, gdzie były stare sanktuaria.
Niedoszły mnich
Michał Kubicki urodził się w Siedleszczanach, wiosce należącej do parafii Miechocin (obecnie osiedle Tarnobrzega). Przyszedł na świat 10 lat przed wybuchem powstania styczniowego. – Podstawy pisania i czytania poznał w tzw. szkole zimowej, w której uczył pan Róg – opowiada Sławomir Stępak, historyk, regionalista, pracownik tarnobrzeskiej Delegatury Urzędu Ochrony Zabytków w Przemyślu, autor artykułów o „Pielgrzymie”. – Kiedy ukończył 18 lat, postanowił wstąpić do zakonu bernardynów.
Tu niestety młody Michał zderzył się z rzeczywistością, która dla przyszłego rzeźbiarza okazała się zbyt trudna. Po nieudanej próbie zostania zakonnikiem powrócił do rodzinnych Siedleszczan, ale jak się okazało, nie na długo. Zakosztował bowiem w pielgrzymkach do znanych miejsc świętych.
Niestrudzony pątnik
I tak zaczęła się pielgrzymia epopeja Kubickiego.

    Niektórzy patrzyli na niego jak na nieszkodliwego dziwaka, inni z podziwem, jeszcze inni z ukrywaną skrzętnie zazdrością, że mimo niespokojnych czasów, trudności w przekraczaniu zaborczych granic każdego roku wędruje w odległe zakątki polskich ziem. Każdego roku „Pielgrzym” udawał się do maryjnych sanktuariów. Na jego pątniczym szlaku były Jasna Góra, Leżajsk z cudownym obrazem Matki Bożej Pocieszenia i podkrakowska Kalwaria Zebrzydowska. Trzykrotnie odwiedził również Lwów, będący stolicą Galicji. Ale tą najważniejszą pielgrzymką, jaką odbył w swoim życiu, była wyprawa do Ziemi Świętej. – Przez miesiąc miał się nim opiekować polski zakonnik, później zaś, 
jak głoszą ustne przekazy, przez dziewięć miesięcy przebywał w jednym z jerozolimskich klasztorów – mówi Sławomir Stępak. – Tam ponoć zaczął uczyć się rzeźbiarskiego rzemiosła pod okiem wymagającego nauczyciela. Naukę zakończył trudny egzamin. Mistrz dał mu do ręki klocek drewna, niezbędne narzędzia i rzekł: „Masz tyle czasu, ile będzie palić się ta świeca. Jeżeli z tego drewna coś zrobisz, to będą z ciebie ludzie, jeśli nie – na nic zdały się moje nauki”.
Kubicki szczęśliwie nie tylko zdążył, ale w dodatku wyrzeźbił udany świątek, który mistrz pochwalił.
Pasyjki w każdym domu
Po powrocie do domu „Pielgrzym” postanowił się ustatkować i założyć rodzinę. Jego wybranką została Marianna z domu Bednarz, wdowa po Janie. Była od swego drugiego męża starsza o trzy lata. Uroczystości zaślubin, która odbyła się 26 listopada 1888 r. w miechocińskim kościele, przewodniczył proboszcz ks. Józef Sobczyński.

    Młodzi małżonkowie zamieszkali w rodzinnym domu Kubickiego, podarowanym mu wraz z dwumorgowym gospodarstwem przez ojca. Państwo Kubiccy dochowali się córki Stefanii, zmarłej w 1966 r.
Michał Kubicki pracował na roli, wciąż pielgrzymował do maryjnych sanktuariów i każdą wolną chwilę poświęcał na rzeźbienie, będące jego prawdziwą pasją. Dzieła, które wyszły spod jego dłuta, znajdowały się w niemal każdej okolicznej chałupie i wielu przydrożnych kapliczkach. Rzeźbił bowiem bardzo dużo. Niestety, do dzisiaj zachowało się niewiele z tych prac. Najchętniej wykonywał pasyjki, świątki oraz Jezusa Frasobliwego.
Jego prace, niczym relikwie, przechowują w swoich domach Anna Rzeszut, założycielka Zespołu Obrzędowego „Lasowiaczki”, oraz Dorota Kozioł, pisarka i malarka. Obie panie, jak mało kto, zdają sobie sprawę z wartości historycznej prac „Pielgrzyma”.
– W 1902 r., kiedy oddano w Machowie nowy budynek szkoły, mieszkańcy zamówili u Michała Kubickiego dwa krzyże do sal lekcyjnych. Ten, który mam, jest jednym z nich – mówiła podczas spotkania autorskiego Dorota Kozioł. – Oba krzyże wisiały aż do lat 60. ubiegłego wieku, kiedy władze komunistyczne kazały je usunąć. Przez jakiś czas trwała mała wojna podjazdowa, polegająca na ściąganiu i ponownym zawieszaniu krucyfiksów.

    W końcu jeden z nich trafił do mieszkania kierowniczki szkoły, która zawiesiła go nad małżeńskim łożem. Wówczas moja mama – Maria Kozłowa – poszła do niej i odebrała go, twierdząc, iż nie zasłużyła sobie, by ten krzyż pozostał u niej w domu. Dzisiaj wisi on w moim mieszkaniu.
Prace rzeźbiarza z Siedleszczan można znaleźć także w muzeach, m.in. w Muzeum Etnograficznym w Krakowie, gdzie trafiły za sprawą Michała Sworznia, nauczyciela tarnobrzeskiego gimnazjum, który przekazał je jako dary w latach 30. ubiegłego wieku. – Jest wśród nich figura Chrystusa Ukrzyżowanego, wzorowana na gotyckim krucyfiksie. Kubicki chętnie sięgał bowiem do znanych wzorów, a okazji do studiowania gotyckiej rzeźby Ukrzyżowanego miał wiele, choćby w rodzimym kościele w Miechocinie – zauważa Sławomir Stępak. – W tej samej świątyni, w bocznej kaplicy, znajduje się krucyfiks, który datowany był na XVII w. Jak się jednak okazało, jest to praca „Pielgrzyma”, a mylne datowanie wynikało z kunsztownego wykonania. Pierwowzorem był zaś wizerunek Ukrzyżowanego z ołtarza bocznego w kościele ojców dominikanów w Tarnobrzegu, pochodzący z królewskiej kaplicy Stanisława Augusta Poniatowskiego.
Kubicki swą pasją do rzeźby zarażał innych. Prawdopodobnie wśród owych „zarażonych” znalazł się Stanisław Tracz, wybitny rzeźbiarz rodem z Kajmowa, który mógł przysłuchiwać się opowieściom i podglądać prace „Pielgrzyma” w domu swego wuja Jana Stali, pisarza gminnego w Miechocinie.
Michał Kubicki rozstał się z tym światem w 1926 r. Spoczął na starym cmentarzu „na Piaskach” w Miechocnie.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół