• facebook
  • rss
  • Dzieje fotografią pisane

    ks. Tomasz Lis


    |

    Gość Sandomierski 16/2016

    dodane 14.04.2016 08:43

    Historia. W archiwach Biblioteki Diecezjalnej w Sandomierzu znajduje się pokaźny zbiór starych fotografii. Dzięki nim odkrywanie przeszłości staje się dużo ciekawsze. Prawie 500 z nich to fascynującE Obrazy seminarium sprzed stu lat.


    Tajemnice historii najczęściej możemy odczytać z dawnych dokumentów, kronik, prywatnych pamiętników. Jednak najdokładniejszy opis nie odda tak wielu informacji, ile może przekazać obraz. Odkąd wynaleziono fotografię, dokumentowanie stało się łatwiejsze. Dzięki obrazowi zatrzymanemu i utrwalonemu na zdjęciu możemy zobaczyć, jak świat wyglądał przed laty. – W naszej Bibliotece Diecezjalnej najstarszy album z fotografiami pochodzi z lat 1870–1880, co dowodzi, że ta sztuka dość szybko dotarła do naszego miasta. Zdjęcia w nim zawarte dotyczą całego Sandomierza. Pośród nich jest także kilka pokazujących budynek seminarium. Jednak najwięcej informacji o tym, jak wyglądał gmach seminaryjny, jak wyglądali ludzie, którzy wtedy tam się uczyli, i jak działała sama uczelnia, możemy się dowiedzieć ze starego albumu zatytułowanego „Seminarium – 1916”. Kolejne albumy, które zachowały się w archiwach, pokazują życie w seminarium w latach 30. ubiegłego wieku oraz podczas wojny – wyjaśnia ks. Piotr Tylec, dyrektor biblioteki. 


    Wielkie przemiany 


    Najstarsze zdjęcia z przełomu XIX i XX w. dokumentują ważny moment, w którym siedzibę seminarium przeniesiono z ul. Panny Maryi do obecnego gmachu, który został przekazany diecezji po likwidacji klasztoru benedyktynek. – To bardzo ciekawe zdjęcia, pokazujące wiele elementów architektury, które nie zachowały się do dziś. Dzięki nim możemy zobaczyć, jak wyglądał zakonny refektarz, w którym później urządzono kaplicę seminaryjną, poklasztorne korytarze czy dawne wejścia do cel zakonnych. Widać na nich duże zniszczenia budynku, który wymagał remontu i adaptacji dla potrzeb uczelni. Jego koszt według zachowanych dokumentów wyniósł 150 tys. rubli. Pokryto go z funduszu rządowego oraz dzięki ofiarom duchowieństwa i wiernych – opowiada ks. P. Tylec. Ciekawe są także zdjęcia z czasu budowy kolejnego skrzydła seminarium, które wzniesiono z racji powiększającej się liczby kleryków. – Budynek początkowo nie był zelektryfikowany, podobnie jak cały Sandomierz. Mieszkania, sale wykładowe, pokoje mieszkalne oświetlano lampami naftowymi. Elektryczność została w Sandomierzu zainstalowana w 1923 r. i wtedy również wprowadzono ją do seminarium. Ogrzewanie początkowo zapewniały tylko piece kaflowe w pokojach i pomieszczeniach wykładowych – dodaje. Bardzo ciekawe są zachowane wspomnienia ks. Józefa Pastuszki z lat 1912–1914, który dokładnie opisał seminaryjną codzienność. „Wyposażenie pokojów było skromne. W każdym pokoju był duży wieszak na ubranie (szaf nie było), a także etażerki na książki i zeszyty. Seminarium dawało łóżko żelazne i materace, a także umywalkę i dzbanek na wodę. Gorącą wodę przynoszono z kuchni. W każdym pokoju był piec kaflowy, opalany w zimie węglem, przynoszonym przez służących, którzy również co tydzień sprzątali pokój”. Jak można zobaczyć na archiwalnych zdjęciach, w początkowych latach wykłady odbywały się w dwóch aulach. W jednej uczyły się roczniki studiujące filozofię, a w drugiej, tzw. reprezentacyjnej, najstarsi alumni, którzy zgłębiali tajniki teologii. Jak doskonale uchwyciły to zdjęcia, starsi klerycy byli zobowiązani do noszenia tonsury, czyli wygalania czubka głowy, co było znakiem przynależności do stanu duchownego. Tego wymogu przestrzegano dość rygorystycznie. 


    Codzienność
na fotografiach 


    Dziś trudności zaopatrzeniowe w produkty żywnościowe uzależnione są jedynie od posiadanych funduszy. Przeróżne artykuły są dostępne niemal natychmiast i w każdej ilości. Całkiem inaczej sytuacja przedstawiała się w tamtych czasach. Mówią o tym dwa zdjęcia wykonane w seminaryjnej spiżarni. W jednej z nich, tzw. podręcznej, znajdowały się produkty używane do przyrządzania bieżących posiłków oraz zastawa stołowa. Spiżarnia główna znajdowała się w suterenach, czyli podziemiach budynku. Tam składowane były całe zapasy produktów spożywczych. Według przekazów kuchnią i gotowaniem najpierw zajmowali się świeccy kucharze i kucharki, którzy zatrudniani byli dla potrzeb seminarium, jednak, jak się okazało, ich potrawy nie służyły za dobrze klerykom i wychowawcom. Kroniki podają, że klerycy często chorowali, dlatego w późniejszych latach prowadzenie kuchni powierzono siostrom zakonnym, służkom Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej, które dbają o wyżywienie kleryków i profesorów do dziś. Żywność w większości pochodziła z gospodarstwa, które było prowadzone przy seminarium. W późniejszych latach powiększono je o gospodarstwo rolne w Rzeczycy Mokrej. Doskonałym fotoreporterem okazał się ks. Stanisław Legięć, który w latach 30. ubiegłego wieku wykonał prywatnym aparatem całą serię zdjęć amatorskich, wspaniale pokazujących codzienność życia seminaryjnego. Pośród zdjęć możemy znaleźć te, które dokumentują działanie przyseminaryjnego gospodarstwa, jego inwentarz, pracowników i alumnów pracujących przy różnych pracach. Całe serie zdjęć opatrzone są pełnymi humoru komentarzami, które tworzą niemal kronikę seminaryjną albo ówczesny komiks. Dzięki tym fotografiom możemy poznać niemal wszystkich pracowników gospodarstwa i ich zajęcia w seminarium, postacie profesorów, ich mieszkania oraz codzienne życie kleryków, ich czas studiów i wykłady, rekreacje i pracę fizyczną. – Jest to świetnie udokumentowana codzienność seminaryjna. Są to jedne z pierwszych zdjęć amatorskich, wykonane ze świetnym wyczuciem dokumentacyjnym. Widać, że zdjęcia nie są statyczne, ustawiane, lecz pełne życia. Dość ciekawie pokazane są zwierzęta czy ogród seminaryjny, uchwycony przez autora w następujących po sobie porach roku – wyjaśnia ks. Piotr Tylec. 


    Kręgle, krykiet i siatka 


    W serii tych najstarszych zdjęć zaskakuje obecność sauny, która służyła klerykom jako łaźnia. W początkach XX w. sandomierscy klerycy posiadali własną kręgielnię, którą bardzo ciekawie opisuje ks. Józef Pastuszka. „(…) była umiejscowiona na dolnym tarasie wirydarza, już blisko muru odgradzającego ogród seminaryjny od ulicy. W szopie pokrytej papą i na podłodze cementowej ustawiano 6 kręgli, czyli odpowiednio gładzonych słupków drzewa, ustawionych w szeregi. (…) Gra w kręgle była o tyle pożyteczna, że w czasie pauzy grający mogli trochę odprężyć swe mięśnie i zażyć świeżego powietrza”. – Przed I wojną światową klerycy grali także w krykieta i palanta. Najpopularniejszy był palant, grało się w niego bowiem na błoniach nad Wisłą, co stanowiło podstawę dla dodatkowego wyjścia z seminarium. Do końca I wojny światowej piłka nożna nie była znana. Oprócz tego w tamtym czasie klerycy posiadali salę rekreacyjną, gdzie grano głównie w szachy, oraz salę bilardową – opowiada dyrektor Biblioteki Diecezjalnej. Od połowy XX w. najpopularniejszym sportem kleryckim była siatkówka. Z kolei kilkadziesiąt lat temu sandomierscy seminarzyści nie mieli równych w Polsce w piłce nożnej.
Dziś, w dobie fotografii cyfrowej, którą wykonujemy coraz częściej telefonem, rzadko dbamy o to, by nasze zdjęcia trafiły do jakiegoś archiwum. Cieszą nas one tylko chwilę, potem szybko wyrzucane są z pamięci, nie tylko urządzenia. Szkoda, bo nasza supernowoczesność powoduje, że coraz mniej myślimy o przyszłości i o tym, aby pozostać na kartach historii. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół