• facebook
  • rss
  • Nadzieja w Betlejem

    dodane 17.12.2015 00:00

    Bardzo dużo ludzi za nas się modli. Pocieszeniem jest też dla nas uśmiech na ulicy, serdeczny uścisk dłoni – wyznała Maria Frączek, żona ciężko chorego Pawła z Niska.


    Rok temu u 51-letniego Pawła lekarze stwierdzili stwardnienie zanikowe boczne – nieuleczalną chorobę, która prowadzi do zniszczenia komórek nerwowych odpowiedzialnych za pracę mięśni. Obecnie nie może już samodzielnie chodzić, ma też duże problemy z wymową, dlatego w rozmowie, która była bardzo emocjonalna, pomagała żona Maria. Paweł Frączek z zawodu jest leśnikiem, ale przyroda jest jedną z jego kilku pasji. 


    Druga miłość


    Największą jest teatr, szczególnie niżańskie „Kontynuacja” i „Tradycja”, z którymi związał się 7 lat temu. W listopadzie 2014 r., ze względu na chorobę, przestał grać. – Teatr to jest jego druga miłość. Nawet byłam o to zazdrosna, bo wydawało mi się, że teatr był ważniejszy od mnie. Buntowałam się, bo mąż wymykał się na próby. Także w niedzielę. Po wspólnej Eucharystii i szybkim obiedzie znów go nie było. Teraz oddałabym wszystko, by mąż realizował swoją pasję – ze łzami przyznała pani Maria. 
Paweł Frączek na scenie wystąpił około 90 razy. Szczególnie ciepło wspomina „Zemstę” A. Fredry, graną w naturalnej scenerii zamku Krzyżtopór w Ujeździe oraz występy dla litewskiej Polonii („Odprawa posłów greckich” i „Moralność pani Dulskiej”). – Paweł swoją grą aktorską dostarczał nam niezapomnianych przeżyć. To on ubogacał życie artystyczne Niska, i nie tylko. Ciągle wierzymy, że przezwycięży swoją chorobę i jeszcze nieraz podejmie teatralne wyzwanie – powiedziała Alicja Sochacka, dyrektor NCK „Sokół” w Nisku. – Diagnoza nas wszystkich przeraziła. To przecież bardzo dobry kolega, superobowiązkowy. Mamy nadzieję, że wróci do zdrowia – dodaje Marek Urban, kolega z Teatru „Kontynuacja”.


    Wiara mnie trzyma


    Pan Paweł także pisze wiersze. – Zacząłem późno, gdy zachorowałem, szczególnie kiedy mój stan zdrowia bardzo się pogorszył – odczytuję z podsuniętej mi przez niego kartki. „Jako poeta nie potrzebuje Paweł Frączek taryfy ulgowej. Jest twórcą zasługującym na zaistnienie w rubrykach poetyckich, wydanie samodzielnych tomików, spotkania autorskie poświęcone jego twórczości. Może to właśnie jako poeta, nie aktor, Paweł wróci z dyplomem za rolę życia” – napisał Ryszard Mścisz w recenzji debiutanckiego tomiku poezji Pawła Frączka.
W wierszach pan Paweł wspomina o Jerozolimie i Betlejem. Był tam na wiosnę 2014 r., czyli kilka miesięcy zanim wykryto u niego chorobę. – Byliśmy na pielgrzymce. Wróciliśmy z niej umocnieni duchowo (państwo Frączkowie należą do oazy Domowego Kościoła). Wiara pomaga nam pokonywać udręki życia, aczkolwiek mąż nadal nie może się pogodzić z tym, co go spotkało. Pyta: dlaczego właśnie ja?! Przecież to taki dobry człowiek: życzliwy, wspaniały mąż i ojciec – wylicza pani Maria. 
Maria i Paweł Frączkowie mają trzech synów: dwóch jest poza domem, najstarszy Arkadiusz i średni Mateusz, a najmłodszy Piotr chodzi jeszcze do gimnazjum. Pomaga mamie w opiece nad ojcem. Pani Maria nie pracuje. – Dużą pomocą służą mi przyjaciele z Domowego Kościoła. Na nich mogę zawsze liczyć. Też oddani i życzliwi sąsiedzi – dodaje pani Maria. Wszyscy spotkają się oczywiście na święta Bożego Narodzenia. Będzie żywa i pachnąca choinka, jak to u leśnika, oraz tradycyjna wigilia z rybą i barszczem czerwonym z uszkami. A co z prezentami? Najlepszym oczywiście byłby powrót pana Pawła do zdrowia. Paweł Frączek kiwa głową. – Wiem jaka to choroba. I tylko wiara trzyma mnie jeszcze przy życiu – dodaje ledwo zrozumiałym głosem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół