• facebook
  • rss
  • Klerycka krew

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 49/2015

    dodane 03.12.2015 00:00

    Sandomierskie seminarium. Za zasługi w niesieniu pomocy innym otrzymali odznaczenie PCK Honorowy Zasłużony Dawca Krwi. Przez dwie dekady oddali jej ponad 600 litrów. Wiedzą, że to bezcenny dar, którego nie zastąpi żaden lek.

    Mimo że współczesna medycyna stoi na wysokim poziomie i co rusz słyszymy o niezwykłych badaniach, których wynikiem jest wyprodukowanie leku na najrzadsze choroby, krew jest wciąż nie do zastąpienia. Nie powstaje w zakładzie farmaceutycznym, nie trzeba na nią recept i refundacji. Najczęściej oddawana jest z chęci pomocy tym, którzy znajdują się w zagrożeniu życia. Oddawana przez dawców krew jest lekiem, który nie tylko ratuje życie i leczy ciało, ale także duszę, bo oddawany jest z potrzeby serca. Podczas obchodów Dni Honorowego Krwiodawstwa klerycki klub został odznaczony specjalnym medalem.

    Niezwykła „Aima”

    Zaczęło się – jak to bywa – prozaicznie. Ktoś pilnie potrzebował krwi dla bliskiej osoby, która była po wypadku. Jeden z kleryków był krewnym poszkodowanego i poprosił kilku kolegów o oddanie krwi. Następnego dnia pojawili się w sandomierskim oddziale krwiodawstwa. Niektórzy, oddając krew, dowiedzieli się, jaką mają grupę, i że w taki sposób można regularnie pomagać innym. Za jakiś czas przyszli ponownie, aby oddać krew. Z miesiąca na miesiąc rosła liczba chętnych.

    – Po około roku powstał pomysł, aby utworzyć klub honorowych dawców krwi w seminarium. Byliśmy naprawdę sporą grupą i działając razem, mogliśmy zbierać krew na wspólne konto. Trzeba było jednak uzyskać zgodę przełożonych. Po wizycie u rektora i poparciu kilku wychowawców zawiązała się pierwsza grupa. Nazwę „Aima” wzięliśmy z języka greckiego, aby było trochę egzotycznie i zagadkowo – opowiada ks. Jan Wilk, jeden z ówczesnych założycieli klubu w seminarium.

    Od początku ta forma pomocy innym miała wzięcie u kleryków. Każdego tygodnia kilku z nich oddawało krew. – Wtedy też otrzymaliśmy specjalne legitymacje, które większość z nas ma do dzisiaj. Wpisywana była tam każda ilość oddanej krwi. Po jakimś czasie między nami była swoista licytacja, kto więcej oddał – dodaje kapłan. Założenie klubu dawców krwi wiązało się z szerszą formą pomocy innym. – Oddawana krew oczywiście od razu trafiała do preparowania, ale jako klub dysponowaliśmy jej zasobem i gdy zachodziła potrzeba, mogliśmy występować do oddziału Polskiego Czerwonego Krzyża o przekazanie określonej ilości krwi konkretnej potrzebującej osobie czy na akcję pomocową – dodaje.

    Zdarzały się także przypadki, że zwracano się do seminarzystów o pomoc, gdy brakowało szczególnie jakiejś grupy krwi. Oczywiście oddawali tylko ci, którzy byli kwalifikowani jako dawcy. – Tak duża liczba dawców gwarantowała niemal każdą grupę krwi. Byliśmy w stanie pomóc, gdy ktoś posiadał bardzo nietypową grupę krwi – podkreśla ks. Jan.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół