• facebook
  • rss
  • Kościół jest rodzinny

    dodane 03.12.2015 00:00

    O pracy duszpasterskiej wśród australijskich studentów z o. Pawłem Barszczewskim OP rozmawia Marta Wojnarowska.

    Marta Woynarowska: – Mimo że opuścił Ojciec Tarnobrzeg ładnych kilka lat temu, podejmując pracę w innych klasztorach, a od trzech przebywa na placówce w Australii, chętnie przyjeżdża w te strony. Sentyment?

    O. Paweł Barszczewski: – Lepszym słowem niż sentyment będzie określenie „pierwsza miłość”. Jak wiemy na początku Apokalipsy, mamy siedem listów do siedmiu kościołów i w jednym z nich Pan Bóg zarzuca, że grzechem tej wspólnoty było odejście od pierwszej miłości. Dla mnie Tarnobrzeg i sanktuarium Matki Bożej Dzikowskiej są pierwszą miłością kapłańską. Jako neoprezbiter wzrastałem tutaj w moim kapłaństwie, przechodząc kolejne szczeble jako wikariusz, proboszcz, przełożony wspólnoty. Spędziłem tutaj w sumie 8 lat. Zawsze chętnie w ramach urlopu zaglądam tutaj, aby pierwszą miłość odnowić.

    Obecnie pracuje Ojciec w parafii św. Józefa w Kingswood. Jak to się stało, że Ojciec trafił w aż tak odległy od Polski zakątek świata?

    Parafia pw. św. Józefa w Kingswood, którą otrzymaliśmy (mówiąc otrzymaliśmy, mam na myśli nasz zakon dominikański), leży właściwie na obrzeżach Sydney, a podlega pod diecezję Parramatta. Powodem skierowania nas do tej parafii był fakt, że leży ona tuż obok jednego z kampusów uniwersyteckich. Ówczesny biskup Parramatty Anthony Fisher poprosił dominikanów o zorganizowanie duszpasterstwa akademickiego na tamtejszym University of Western Sydney. Cztery lata temu otrzymałem od ojca prowincjała pytanie, czy zdecydowałbym się na wyjazd do Australii. W przypadku zagranicznych wyjazdów jest bowiem zwyczaj pytania się, czy ktoś jest w stanie podjąć się takiego wyzwania. Nie jest to bowiem łatwa sprawa – język, zwyczaje, oddalenie, klimat itd. Po krótkim zastanowieniu odparłem, że tak. Po roku przygotowań wsiadłem w samolot i znalazłem się w Australii.

    Jak wygląda tamtejsze duszpasterstwo akademickie?

    Wzorem dla niego jest duszpasterstwo amerykańskie, czyli praca na kampusie. Kapelan ma swój pokój, salę, gdzie organizuje spotkania dla studentów. Naturalnie staramy się „sprzedawać” polskie wzorce. Udało się to na przykład naszym współbraciom w Nowym Jorku. I my ich wzorem powoli staramy się to robić. Aby lepiej zobrazować charakter tamtejszego duszpasterstwa, opowiem o mojej pracy na Uniwersytecie Katolickim, do którego zostałem „wypożyczony”. Codziennie mamy Mszę św., dyżur w konfesjonale, naturalnie jest też ado- racja i czas poświęcony na spotkanie ze studentami w porze lunchu. Raz w miesiącu organizujemy w pubie spotkania z zaproszonymi gośćmi. Po prelekcji jest czas na pytania, dyskusję. Jeśli jest to ktoś lokalny, przychodzi ok. 200 studentów, ale gdy nasze zaproszenie przyjmie osoba o znanym nazwisku, wówczas pojawia się ich nawet ponad 400. W naszej parafii pracujemy we trzech, czyli o. Andrzej Fornal, o. Piotr Kruk i ja.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół