Nowy numer 16/2018 Archiwum

Chłopska republika

Tarnobrzeg w listopadzie 1918 r. stał się areną burzliwych wydarzeń, w których główną rolę odegrali chłopi.

Klęska państw centralnych i rozpad monarchii austro-węgierskiej dały impuls do działań polskiego społeczeństwa w Galicji. W drugiej połowie października w poszczególnych miastach zaboru austriackiego zaczęły odbywać się wiece, podczas których debatowano o urządzeniu wolnej Polski i sposobie przejmowania władzy od zaborców.


Nic o nas bez nas


Wieczorem 31 października przyjechał do Tarnobrzega z Krakowa por. Jan Czopek, przywożąc najnowsze wieści o powstaniu Polskiej Komisji Likwidacyjnej, która przejęła władzę w Galicji. Tejże samej nocy ukonstytuowała się Powiatowa Komenda Wojsk Polskich w Tarnobrzegu, na której czele stanął mjr Karol Pawlas. Szefem żandarmerii został por. Tomasz Dąbal, rodem z Sobowa, oficer wojsk austriackich. Władzę cywilną przejął Powiatowy Komitet Samoobrony, złożony tylko z przedstawicieli ugrupowań prawicowych, na którego czele stanął inż. Jan Bochniak.

I w tej decyzji, jak sądzi wielu ówczesnych świadków, jak i historyków, należy upatrywać przyczyn powstania tzw. Republiki Tarnobrzeskiej. 
„(…) działaczy chłopskich w terenie zaskoczyły wydarzenia z 1 i 2 listopada. Utworzenie nowej władzy w powiecie, złożonej z samych zwolenników prawicy, oburzyło do głębi. Jak to? To w Polskiej Komisji Likwidacyjnej w Krakowie zasiadają ich przywódcy ludowcy, a przewodzi jej Wincenty Witos, a tu, w Tarnobrzegu, naczelną władzę cywilną w powiecie przejmują sami »panowie«, nie chłopi?...” – pisał Józef Rawski, świadek tamtych dni.


Burzliwe wiece


Z takim rozwojem wypadków nie mogli pogodzić się chłopi, których do wystąpień zachęcali miejscowi samozwańczy przywódcy, na których wyrośli ks. Eugeniusz Okoń i Tomasz Dąbal. – Jest paradoksem, że Dąbal, który stanął na czele miejscowej żandarmerii, zamiast uspokajać sytuację, to ją dodatkowo podburzał – zauważa dr hab. Tadeusz Zych.
Wystąpienia chłopów zaczęły się 6 listopada. Przyjeżdżający na targ chłopi byli nawoływani, by zgromadzili się pod siedzibą żandarmerii naprzeciw szpitala. Stamtąd pod wodzą por. Tomasza Dąbala ruszyli na rynek pod pomnik Bartosza Głowackiego. „Na wiecu tym, (…), zgromadziły się wielotysięczne tłumy ludności ze wszystkich stron powiatu i z różnych stronnictw. Po przemówieniach ks. Okonia i innych stwierdzono koniec Austrji i rządów austrjackich, koniec wpływów szlacheckich we wszystkich władzach i urzędach. (…)Na wiecu tym uchwalono także znieść w powiecie wszystkie rady gminne, wójtów, pisarzy gminnych, a wybrać na odnośne urzędy wszystkich nowych ludzi; uchwalono usunąć posterunki żandarmerji, a wprowadzić milicję gminną” – pisał w swych „Pamiętnikach włościanina” Jan Słomka, wieloletni wójt Dzikowa, naoczny świadek wydarzeń z listopada 1918 roku.
W wiecu, jak oceniał Józef Rawski, uczestniczyło parę tysięcy osób, podkreślając, że mówienie o 30 tys. było grubą przesadą. 
Postanowienia niniejsze wraz z żądaniem przekazania władzy Powiatowemu Komitetowi Chłopskiemu, wyłonionemu podczas wiecu, dotychczasowym władzom, czyli inż. Bochniakowi i mjr. Pawlasowi, przedstawili chłopscy delegaci. Spotkali się jednak z odmową. Obaj panowie bowiem oświadczyli, że władzę otrzymali z rąk PKL. Także wyprawa do Krakowa i rozmowy z Komisją Likwidacyjną nie przyniosły rezultatu i forowany na starostę Stefan Grzywacz nie mógł objąć stanowiska ofiarowanego podczas zebrania.


Rozruchy i agonia


Także podczas kolejnych środowych targów pod pomnikiem Bartosza Głowackiego odbywały się tłumne wiece. Podczas drugiego zebrania, odbywającego się 13 listopada „ks. Okoń przemawiając do tłumu, w swoim zapale oratorskim, wskazał ręką na sklepy w rynku, dając do zrozumienia, że to wszystko »wasze«. Czy miał na myśli sklepy, czy też obszar ziemi rozciągający się w dali – trudno powiedzieć. (…) Na wyniki tego demagogicznego przemówienia nie trzeba było długo czekać. (…) część zgromadzonego tłumu rzuciła się na sklepy żydowskie w rynku” – pisał J. Rawski. W rabunku nie brali udziału miejscowi.
Gorąca atmosfera, coraz liczniejsze napady na dwory i folwarki oraz szerzące się bezprawie wywołały reakcje władz w postaci akcji pacyfikacyjnych. Ksiądz Okoń został aresztowany, zaś Dąbal zdołał uciec. – W działaniach przeciw zbuntowanym chłopom, jak podaje rodzinna tradycja, uczestniczył brat mojej babci, wujek Wacław Lubicz Niezabitowski – mówi Tadeusz Milarski. – Mój brat jako uczeń, jeszcze za PRL, pochwalił się w szkole, że wujek Wacek bił chłopów wyciorami od karabinów. Gdy tata się o tym dowiedział, zakazał mu to rozpowiadać w obawie przed represjami.
W okresie PRL „Republika Tarnobrzeska” była gloryfikowana, a co za tym idzie, również przekłamywana. Wyolbrzymiane było przede wszystkim znaczenie i rozmiar chłopskich wystąpień. A imieniem przywódcy republiki – Tomasza Dąbala nazwano w Tarnobrzegu główna ulicę (dzisiaj ul. Sikorskiego).
Kiedy nastąpił definitywny koniec „Republiki Tarnobrzeskiej” trudno jednoznacznie określić. Można przyjąć, że stało się to po drugiej, styczniowej akcji pacyfikacyjnej w 1919 r. oraz wyborach do Sejmu Ustawodawczego, do którego zostali wybrani m.in. przywódcy republiki, prowadzący od tej pory działalność na forum parlamentu.


« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma