Nowy numer 16/2018 Archiwum

Zamożne panny i klasztorne mury

Widok benedyktyńskiego klasztoru niezmiennie od blisko czterech wieków związany jest z panoramą Sandomierza. Mimo że o mniszkach mało kto już pamięta, nadal unosi się duch benedyktyński na klasztornych korytarzach.

Cztery wieki temu do Sandomierza, który przeżywał swoje złote lata rozkwitu, przybyły siostry benedyktynki, które przez kolejne stulecia nadawały religijny i kulturalny rytm życiu miasta.

Szlachecki zakon

– Inicjatorką sprowadzenia do miasta panien benedyktynek była marszałkowa Elżbieta Sieniawska z Gostomskich, siostra Hieronima Gostomskiego, który sprowadził do Sandomierza jezuitów i pobudował miejscowe Collegium. Była to bardzo energiczna kobieta, która czasem zbyt mocno ingerowała w spawy działających konwentów. To właśnie dzięki jej staraniom powstał pierwszy drewniany klasztor, w obrębie murów miasta, do którego 21 października 1615 r. przybyło pierwszych 13 benedyktynek z przełożoną s. Zofią Sieniawską, córką fundatorki – opowiada Urszula Stępień z Muzeum Diecezjalnego. Pierwszy klasztor, który znajdował się w okolicach dawnej Bramy Zawichojskiej, spłonął podczas pożaru miasta w 1623 roku. Siostry musiały przenieść się do swojego folwarku w pobliskich Górach Wysokich. Równocześnie rozpoczęto budowę nowego murowanego konwentu, już poza miastem, na zakupionych gruntach. Klasztor sandomierski był bogatą fundacją. Wstępowały tutaj panny z wysokimi posagami, wywodzące się z rodzin senatorskich i szlacheckich, było także kilka mieszczanek, jednak żadnej pochodzenia chłopskiego. Mimo że mniszki zobowiązane były do życia w klauzurze, czyli odosobnieniu od świata, jednak zapisały się w historii miasta w związku z działalnością edukacyjną. Siostry prowadziły szkołę dla dziewcząt pochodzących z miasta i okolicy, jak również kształciły panny przebywające tutaj na pensji, a pochodzące z odległych storn kraju.

Przy klasztorze powstała także cenna i bogata w woluminy biblioteka zakonna oraz ośrodek muzyczny. – W zbiorach Muzeum Diecezjalnego przechowywane są dwa cenne instrumenty pochodzące właśnie z konwentu benedyktynek. Jest to pozytyw szkatulny i najstarszy polski fortepian wykonany na potrzeby klasztoru w 1774 r. – opowiada U. Stępień. Chór zakonny i zespół muzyczny uświetniały ceremonie liturgiczne w przyklasztornym kościele, do którego schodzili się mieszkańcy miasta. W klasztornej kronice można znaleźć zarządzenia ksieni na takie nabożeństwa jak: za „szczęśliwą elekcję przyszłego króla”, po wyborze króla Stanisława Augusta Poniatowskiego czy po uchwaleniu konstytucji w 1791 roku.

Historia nie tylko miodem płynąca

Wybudowany w połowie XVII w. murowany klasztor służył siostrom przez blisko trzy wieki. Mieszkało, modliło się i pracowało w nim 296 zakonnic, nad którymi pieczę sprawowało 19 ksień, czyli zakonnych przełożonych. Klasztor prowadził własną zielarnię, szwalnię i pracownię haftu. – Wiele dokumentów potwierdza wielki kunszt wykonywanych przez siostry ornatów, firanek czy koronek, które najczęściej wykonywane były na potrzeby liturgiczne. Zachował się ciekawy opis wykonanego, niestety niezachowanego ornatu klejnotowego. Siostry wykonywały go blisko rok. Ozdobiony był 120 kopami (7200) pereł, rubinami i złotymi nićmi. Wyhaftowano na nim sceny biblijne mówiące o Eucharystii – opowiada U. Stępień. Wśród zapisów historycznych nie brakuje również anegdot związanych z życiem i działalnością konwentu panien benedyktynek. Jedna opowiada o chorobie przełożonej. Zmożona dolegliwościami ksieni mimo troski innych sióstr słabła z dnia na dzień. Chcąc wzmocnić nadwyrężone chorobą siły przełożonej, siostry przygotowały jej mleko z miodem i dodatkiem dobrego węgrzyna. Ksieni, zasmakowawszy leczniczego napoju, miała powiedzieć do kurujących ją sióstr: „Nawet gdybym umarła, krowy dającej tak smaczne mleko nie sprzedawajcie”. W latach najlepszej świetności w murach klasztornych mieszkało blisko 50 mniszek. Konwent dzielił także smutne losy związane z historią miasta i ojczyzny. Był dotknięty pożarem, który strawił miasto w 1657 roku. W 1809 r. podczas walk polsko-austriackich o Sandomierz budynki klasztorne bardzo ucierpiały i wymagały gruntownych remontów. Restrykcje wobec zakonnic rozpoczęły się także po upadku powstania styczniowego. Klasztor musiał zapłacić kontrybucję w wysokości 840 złotych polskich, odebrano mu okoliczne folwarki oraz zajęto szkołę dla dziewcząt. Sandomierskie benedyktynki objął również carski zakaz przyjmowania do zakonu nowych panien, co przybliżało perspektywę zamknięcia klasztoru. Liczba sandomierskich mniszek zmniejszała się z czasem, a gdy zeszła poniżej ośmiu, rząd carski postanowił zamknąć sandomierski konwent. W niedługim czasie po tej decyzji sandomierzanie mogli oglądać bardzo smutny obrazek, jak sześć benedyktynek, które jeszcze pozostały w konwencie, opuszczało klasztor, by w towarzystwie długoletniego spowiednika, ks. Wawrzyńca Szubartowicza, wyjechać do klasztoru w Łomży. W następnym numerze przybliżymy dodatkowe ciekawostki z trzywiekowej tradycji sandomierskich benedyktynek. Napiszemy o ich kuchni, zwyczajach, praktykach pokutnych i kolejnych anegdotach z zakonnego życia.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma