Nowy numer 16/2018 Archiwum

Pieniądze obywatelskie

Budżet partycypacyjny. – Można chyba powiedzieć, że jest to w pewnym sensie mała rewolucja, bo mieszkańcy sami wybiorą inwestycje, które ich zdaniem są najważniejsze do zrealizowania – mówił w 2013 r. ówczesny prezydent Tarnobrzega. Jak potoczyły się losy budżetu obywatelskiego i co jest w planach?

Tarnobrzeg był pierwszym miastem w województwie podkarpackim i pierwszym w naszej diecezji, które zdecydowało się przeznaczyć określoną pulę pieniędzy na realizację zadań zgłoszonych i przegłosowanych przez samych mieszkańców. W pierwszym roku zgłaszania projektów do urzędu miasta wpłynęło 20 wniosków, do fazy realizacji przeszły trzy, które uzyskały największą liczbę głosów. I tak od dwóch siłowni na świeżym powietrzu i modernizacji ul. Borów zaczęła się tarnobrzeska historia budżetu obywatelskiego. Tworzenie tego budżetu, zwanego również partycypacyjnym, zainicjowało w 1989 roku brazylijskie miasto Porto Alegre. W Polsce na takie rozwiązanie jako pierwszy w 2011 roku zdecydował się Sopot.

Pierwsze inwestycje

– Jestem ogromnie rad z istnienia siłowni na naszym osiedlu – mówi pan Andrzej, mieszkaniec tarnobrzeskiego Serbinowa. – To świetna sprawa móc poćwiczyć na sprzęcie, takim jak w profesjonalnych siłowniach, ale na świeżym powietrzu, a nie w zamkniętych pomieszczeniach, gdzie często bywa duszno. Zresztą co tu mówić, przecież to nie ma porównania. Przychodzimy najczęściej z synkiem, który ma okazję wykorzystać roznoszącą go energię – dodaje z uśmiechem pan Andrzej. – To takie fajne miejsce do rodzinno-męskiego spędzania czasu. Ale jeśli ktoś myślałby, że to głównie panowie okupują siłownię, byłby w dużym błędzie. O figurę i sprawność równie chętnie dbają na niej panie. Swoją mamę przyprowadza tu 9-letni Jaś Seweryn. – Przychodzę tutaj z mamusią, jeśli razem jesteśmy u babci, albo z ciocią – mówi chłopiec. – Dla mnie jest to taki fajny plac zabaw, bo na te tradycjne, gdzie są zjeżdżalnie, huśtawki czy piaskownice, jestem już za duży. A tutaj mogę się gimnastykować na różnych przyrządach, których jest bardzo dużo. Najfajniejsze jest „wahadło”, tylko jak się rozkołysze, to później trudno z niego zejść. – Zainspirowała mnie wypowiedź prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego, który był polskim prekursorem budżetu obywatelskiego – wyjaśnia genezę pojawienia się w Tarnobrzegu budżetu partycypacyjnego Norbert Mastalerz, były prezydent, obecnie radny, inicjator wprowadzenia tego rozwiązania w mieście. – Było to w 2012 roku. Ponieważ mieliśmy już mniej więcej połowę roku, stwierdziliśmy z naszą panią skarbnik Marią Nabrzeską i wiceprezydentem Robertem Niedbałowskim, że zdecydujemy się uruchomić pierwszą edycję w 2013. Zwłaszcza że po bardzo trudnym roku 2011, gdzie z racji zadłużenia miasta, sięgającego 59,6 procent dochodów, groził nam zarząd komisaryczny, udało nam się zrównoważyć budżet. Jak postanowiliśmy, tak też się stało. Rozważaliśmy naturalnie możliwość głosowania przez internet, ale z obawy przed różnymi niepoważnymi zachowaniami zdecydowaliśmy się na tradycyjną formę. Urna do głosowania była wystawiona w urzędzie miasta nie tylko w dni pracujące, ale również w weekendy. Spodziewaliśmy się wygranej największych projektów, tymczasem mieszkańcy nas zaskoczyli. Podczas głosowania do pierwszego budżetu obywatelskiego, które odbyło się w drugiej połowie września 2013 r., tarnobrzeżanie wybrali do realizacji trzy projekty, w tym dwa – „Aktywne dzieci – aktywni dorośli” oraz „Siłownia na świeżym powietrzu” – dotyczące budowy siłowni zewnętrznych na osiedlach Serbinów i Siarkowiec. – Przegrały np. propozycje remontu ulic odbiegających od Kopernika, a przecież gdyby mieszkańcy tylko jednego bloku zebrali się i gremialnie zagłosowali, projekt z pewnością by przeszedł – zauważa Norbert Mastalerz. – Tymczasem wygrała siła przekonywania, jak w przypadku ul. Borów. Bardzo podobała mi się postawa Rady Osiedla, działkowców, LOK-u i Polskiego Związku Łowieckiego, które wspólnie połączyły siły, dzięki czemu ich projekt zajął trzecie miejsce. To był bardzo dobry i celny pomysł. Zaskoczyli mnie również przedstawiciele Klubu Tenisowego. Wydali specjalną ulotkę z wizualizacją przyszłych kortów na terenie nieczynnego basenu odkrytego, którą wręczali przed magistratem zupełnie obcym osobom, prosząc je o oddanie głosu na ich wniosek. Ponieważ na Podkarpaciu byliśmy pierwsi, zaczęły się do nas zgłaszać inne samorządy z prośbą o podpowiedzi, jakie należy przygotować dokumenty, jak przeprowadza się konsultacje itd. W pierwszym głosowaniu na budżet obywatelski wzięło udział 1197 osób, w roku ubiegłym było to już ponad 2 tys., w tym roku zaś ponad 2,7 tys. Można sądzić, że udana realizacja projektów pierwszego budżetu i nagłośnienie sprawy przyczyniły się do większego zainteresowania mieszkańców miasta. W tym roku decyzją obecnego włodarza Tarnobrzega uruchomione zostały dodatkowe punkty, gdzie można było oddać swój głos. W dwóch poprzednich edycjach zainteresowani mogli zagłosować tylko w siedzibie urzędu miasta przy ul. Kościuszki. Tym razem zostało uruchomionych osiem dodatkowych lokali rozmieszczonych w osiedlach podmiejskich. Być może stąd też największa liczba głosów padła na projekty dotyczące inwestycji na tych osiedlach. Bezkonkurencyjny okazał się Sobów.

Różne koleje projektów

Wszystkie projekty, które wygrały w Tarnobrzegu podczas pierwszego głosowania na budżet obywatelski, zostały zrealizowane. Pewne perturbacje spotkały natomiast zwycięskie propozycje wybrane w ubiegłym roku, które dopiero są w fazie wykonywania. Lecz nie wszystkie. Realizacji nie doczeka się projekt „Dom dla psów” zgłoszony przez Agnieszkę Wilamowską, który zebrał najwięcej głosów, zajmując tym samym pierwsze miejsce. – Wśród członków stowarzyszenia oraz osób, którym nie jest obojętny los zwierząt, a takich przecież nie brakuje, nastąpiła pełna mobilizacja i mój wniosek otrzymał 350 głosów. Jako obywatelka zgłosiłam do bud- żetu obywatelskiego na rok 2015 projekt zakładający modernizację wówczas jeszcze przytuliska, a obecnie już schroniska dla psów – mówi Agnieszka Wilamowska z tarnobrzeskiego Stowarzyszenia „Chrońmy Zwierzęta”. – W planie był remont budynku, dobudowanie kojców oraz jeszcze lepsze dostosowanie naszego obiektu do wymogów stawianych schroniskom. Wnioskowałam o kwotę 90 tys. zł. Ponieważ nasze obiekty znajdowały się na działce należącej do Kopalni Siarki „Machów” SA, był plan przekazania jej miastu, by projekt mógł być realizowany. Niestety, po ubiegłorocznych wyborach samorządowych okazało się, że wniosek nie może być wykonany, właśnie z powodu lokalizacji, i że w ogóle nie powinien był przejść pozytywnej weryfikacji. Zaczęły się pojawiać różne pomysły, jak wyjść z tej sytuacji. Próbowano więc przejąć od kopalni teren, na którym stoi schronisko. Okazało się to niemożliwe. Kiedy mieszkańcy i dziennikarze zaczęli się interesować realizacją budżetu obywatelskiego, na jednej z konferencji prasowych prezydent Tarnobrzega Grzegorz Kiełb poinformował o zamiarze budowy schroniska na terenie należącym do miasta, a usytuowanym w budynkach po dawnych kopalnianych łaźniach. Niestety, urzędnicy z nadzoru budowlanego orzekli, że obiekty nie nadają się do remontu. – Poprosiłam wówczas o opinię niezależnych biegłych – opowiada Agnieszka Wilamowska – którzy stwierdzili coś zupełnie innego. Jeden z nich przygotował nam specyfikację i znalazł nawet trzy firmy, które bez problemu, za 90 tys. zł, podjęłyby się zadania remontu i adaptacji owych łaźni na schronisko dla psów. Niestety, urząd miasta przychylił się do pierwszej opinii. Wówczas złożyłam wniosek do miasta o użyczenie nam tego terenu i realizację projektu w ramach budżetu obywatelskiego, która byłaby pierwszym krokiem do stworzenia schroniska z prawdziwego zdarzenia. 90 tys. wystarczyłoby wprawdzie tylko na najbardziej podstawowe prace, a resztę musielibyśmy zrobić we własnym zakresie, ale nas to nie przerażało. Odmówiono nam jednak. Podczas konferencji prasowej 27 października prezydent Tarnobrzega poinformował, że w przyszłorocznym budżecie miasta zarezerwowane jest 200 tys. zł na budowę nowego schroniska, zaś owe 90 tys. z niezrealizowanego projektu „Dom dla psów” mogłoby dodatkowo zasilić ową kwotę.

Kolejni chętni

Na przekazanie obywatelom Ostrowca Świętokrzyskiego decyzji co do wydatkowania 150 tys. zł zdecydował się jego prezydent Jarosław Górczyński. W tym roku mieszkańcy mogli po raz pierwszy głosować, na co zostaną przeznaczone pieniądze w ramach bud- żetu obywatelskiego. Głosowanie odbywało się w dwóch kategoriach. Jedna, na którą początkowo zarezerwowano 100 tys. zł, a ostatecznie zwiększono pulę do 150 tys., dotyczyła zadań inwestycyjnych, remontów, druga zaś, z pulą w wysokości 50 tys., została przewidziana na cele szeroko pojętej kultury, czyli np. na zorganizowanie wystawy, koncertu czy jakiegoś innego eventu. W kategorii remontów i inwestycji największą liczbę głosów, bo 380, oddano na wniosek złożony przez Mariusza Kałużę, a dotyczący modernizacji placu zabaw przy ul. Niskiej, który ma kosztować nieco ponad 50 tys. zł. Na drugim miejscu uplasował się projekt „Droga dojazdowa do Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 2”, zgłoszony przez Hannę Szczepanek. Koszt jego realizacji będzie jednak znacznie wyższy od zwycięskiego, gdyż opiewa na blisko 100 tys. zł. Z zakresu kultury najwięcej głosów zebrał projekt Krystyny Borys „Dzień Seniora w Ostrowcu Świętokrzyskim”, w ramach którego odbędą się m.in. obchody 25-lecia Klubu Seniora ODS „Malwa”. Jako drugi przeszedł wniosek „Debaty oksfordzkie – szkołą mądrej debaty”, na trzecim zaś miejscu znalazł się program Roberta Maja „Wystawa prac wybitnych polskich artystów XX w. połączona z wykładem dla słuchaczy Uniwersytetu Trzeciego Wieku”. Również samorząd Stalowej Woli przymierza się do wprowadzenia rozwiązań przypominających budżet obywatelski, kierowanych jednak nieco inną filozofią. Lucjusz Nadbereżny, prezydent miasta, pragnąłby powołać fundusz celowy, w ramach którego brano by pod uwagę zdania mieszkańców stalowowolskich osiedli. Do realizacji wybierane byłyby nieduże inwestycje. W Nisku jak na razie trwają dyskusje nad wprowadzeniem budżetu obywatelskiego. O takie rozwiązanie apelowali do burmistrza Juliana Ozimka radni z klubu Porozumienie Samorządowo-Gospodarcze. Nad budżetem partycypacyjnym również mocno zastanawiają się członkowie Niżańskiego Bloku Wyborczego, zasiadający w Radzie Miasta. Dotychczas w Nisku funkcjonował tylko fundusz sołecki, który pozwalał na finansowanie lokalnych inicjatyw, ale tylko w małym stopniu. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma