• facebook
  • rss
  • Dzików coraz bogatszy

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 34/2015

    dodane 20.08.2015 00:00

    Szczęście, radość i ogromne wzruszenie towarzyszyło synom Artura Tarnowskiego.

    Spełniło się wielkie pragnienie ich matki Róży z Zamoyskich i ojca, by Dzików, tak jak to było przed wrześniem 1939 r., stanowił skarbnicę sztuki i pamiątek narodowych. – Wypełniamy testament taty, który przez kilkadziesiąt lat daremnie zabiegał u komunistycznych władz o zgodę na utworzenie w zamku muzeum, w którym złożone zostałyby dzikowskie zbiory. To jest dotrzymanie obietnicy złożonej tacie, który miał nadzieję, że wszystkie obrazy, w tym także miniatury, zostaną scalone, by służyć społeczeństwu – mówił Jan Artur Tarnowski, najstarszy syn ostatniego pana na Dzikowie. – Cieszymy się, że udało się to zrobić w Dzikowie.

    86 miniatur

    Do ponad 100 obrazów sztalugowych, tworzących kolekcję malarstwa polskiego i europejskiego, udostępnioną zwiedzającym od połowy maja, dołączył zbiór niezwykle cennych dzieł – dzikowskich miniatur. Otwarcie Gabinetu Miniatur zbiegło się w czasie ze zjazdem Związku Rodu Tarnowskich. Na uroczystość przybyło blisko 100 przedstawicieli Leliwitów oraz rodzin z nimi spokrewnionych. – Tego gabinetu nie byłoby, gdyby nie decyzja rodziny, która postanowiła ten wielki dar udostępnić w tutejszym muzeum – podkreślił Tadeusz Zych, dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Tarnobrzega. W zamku dzikowskim prezentowanych jest 86 miniatur ze zbioru liczącego przed wojną ok. 200 obiektów. Pozostałe przed swoją śmiercią Artur Tarnowski postanowił przekazać Muzeum Polskiemu w Rapperswilu w Szwajcarii. „To, co zostało w moim ręku – pisał w artykule „Prawda o zbiorach dzikowskich”, opublikowanym w „Kulturze” paryskiej w 1959 r. – tj. zaledwie miniatury, z radością ofiarowałbym Polsce, gdyby połączone zostały razem z resztą zbiorów dzikowskich i suskich rozproszonych po muzeach, bibliotekach i archiwach polskich i gdyby utworzona z nich została jedna całość np. w Krakowie w Muzeum Narodowym i nazwane po wieczne czasy zbiorami Tarnowskich z Dzikowa i Suchej”.

    Niestety, kilkudziesięcioletnie zabiegi u władz polskich, osób mogących pomóc, w tym u prof. Stanisława Lorentza, nie przyniosły żadnych efektów. Kiedy w dodatku w połowie lat 70. Artur Tarnowski stracił wzrok, poddał się, rezygnując z dalszych batalii z komunistyczną Polską i ponad 100 miniatur, które jego siostra Zofia Potocka wywiozła z kraju, ofiarował raperswilskiemu muzeum. Miniatury, prezentowane obecnie w Dzikowie, zostały przywiezione z Muzeum Narodowego w Krakowie, gdzie pozostawały jako depozyt rodziny Tarnowskich. Mimo usilnych próśb ze strony dyrekcji krakowskiej instytucji, zabiegającej o pozostawienie ich, Jan A. Tarnowski wraz z rodzeństwem postanowili spełnić ostatnią wolę swego ojca. I tym sposobem MHMT posiada jedną z najcenniejszych kolekcji miniatur w kraju. Większość obiektów pochodzi z końca XVIII i początku XIX stulecia. – Kiedy w 1813 r. zmarł Wincenty de Lesseur, to cała zgromadzona przez niego kolekcja, składająca się w dużej mierze z dzieł, które wyszły spod jego pędzla, została zakupiona przez Walerię Tarnowską – wyjaśnia Tadeusz Zych.

    Metal i kość słoniowa

    Twórczynię dzikowskich zbiorów oraz jej męża Jana Feliksa łączyła z Lesseurem, najwybitniejszym bodaj miniaturzystą działającym w Polsce, autentyczna przyjaźń. Malarz zresztą uczył Walerię trudnej sztuki malarstwa miniaturowego, która okazała się nad wyraz zdolną i pojętną uczennicą. W dzikowskiej kolekcji oprócz obrazów wspomnianych artystów znajdują się prace Friedricha H. Fügera, Jeana-Jacques’a Barre’a, Józefa Sonntaga, Jana Matejki czy Adamowicza. W przeważającej mierze miniatury powstawały na płytkach z kości słoniowej, ale zdarzają się również metalowe. Na podkreślenie zasługują spore rozmiary owych podobrazi, które należą do rzadko stosowanych w technice miniatorskiej z uwagi na tendencję do odkształceń i dużą łamliwość. Ponadto niełatwo było je zdobyć, a i cena ich należała do nader wysokich. O dbałości i pietyzmie, z jakim kolejni dziedzice Dzikowa odnosili się do zbioru miniatur, świadczą choćby zachowane do dzisiaj kunsztowne oprawy, wykonane z mosiądzu, miedzi, złoconego brązu, a nawet ze złota. By uchronić malarską powierzchnię, stosowano otoczki z rybiego pęcherza lub pergaminu, które umieszczane były pomiędzy płytką a ramką. Większość kolekcji przechowywana była w specjalnych oszklonych szafach, tylko nieliczne miniatury, przedstawiające m.in. członków rodziny lub święte obrazy, znalazły swoje miejsce w pokojach. Także obecnie te bezcenne małe arcydzieła umieszczone są w specjalistycznych drewnianych gablotach, zapewniających im stałą wilgotność i temperaturę. – Są to meble stanowiące muzealne wyposażenie XXI w. – podkreśla Bożena Staszczak, kustosz MHMT, która wraz z Radosławem Pawłoszkiem i Grzegorzem Komadą przez kilka tygodni przygotowywała ekspozycję miniatur. Zbiór miniatur, jak i pozostałe obrazy rodzina Tarnowskich przekazała tarnobrzeskiemu muzeum w 30-letni depozyt. Podczas wizyty w Tarnobrzegu Paweł Tarnowski, prezes Związku Rodu Tarnowskich, po raz kolejny złożył niezwykle ważną deklarację. – Chcemy załatwić sprawy Dzikowa, by raz na zawsze władze miasta i jego mieszkańcy wiedzieli, że rodzina nie ma zamiaru czegokolwiek odbierać czy odzyskiwać. Tarnowscy wielokrotnie podkreślali, że nie są zainteresowani fizycznym odzyskaniem zamku, a jedynie uznaniem, że został odebrany przez władze komunistyczne w sposób naruszający nawet ówczesne prawo i otrzymaniem stosownego odszkodowania wypłaconego przez Skarb Państwa.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół