• facebook
  • rss
  • Czarny Rycerz z Garbowa

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 20/2015

    dodane 14.05.2015 00:00

    Historia. 600 lat temu pokonał na turnieju w Perpignan największego rycerza Europy. Do dziś jest symbolem rycerskości, waleczności i zaufania. Sandomierscy rycerze, którym patronuje, ogłosili Rok Zawiszy Czarnego.

    Sandomierski rynek co jakiś czas cofa się w czasie. Dzieje się to dzięki grupie rekonstrukcyjnej Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej, której jednym z głównych celów jest odtwarzanie wydarzeń i postaci historycznych związanych z Sandomierszczyzną. – Gdy ponad 20 lat temu, jako pionierzy i fascynaci, rozpoczynaliśmy działalność chorągwi, stało się czymś naturalnym, że naszym patronem został Zawisza Czarny, pochodzący z pobliskiego Garbowa. Jest to powszechnie znana i rozpoznawalna postać z polskiej historii, ale mało kto wie, że ten najdzielniejszy i najsławniejszy polski rycerz był synem tej ziemi – opowiada Karol Bury, kasztelan chorągwi.

    Szczeble rycerskiej kariery

    Trudno dziś szukać w Garbowie śladów dworu po przodkach Zawiszy, którzy już w XIV wieku byli obdarzeni herbem, czyli szlacheckim znakiem rodowym. Nie mniej sama miejscowość była znacznym majątkiem leżącym w pobliżu dużego ośrodka, jakim wtedy był Sandomierz. Ojcem Zawiszy był Mikołaj z Garbowa, przedstawiciel szlachty średniej, zajmujący stanowisko kasztelana konarsko-sieradzkiego, czyli osoby odpowiedzialnej za królewskie stadniny koni. Ożenił się z Dorotą z Grodziny i miał trzech synów: Zawiszę, Jana Farureja i Piotra Kruczka. Można przypuszczać, że samo pochodzenie i bliskość królewskiego miasta były już znacznym bonusem na starcie jego kariery. – Prawdopodobnie młody Zawisza pobierał nauki nie tylko w rodzinnym Garbowie, ale także w szkole katedralnej w Sandomierzu, gdzie mógł być zauważony przez Mikołaja Trąbę, sandomierzanina, który był notariuszem królewskim, a potem podkanclerzem koronnym i pierwszym prymasem Polski. To właśnie przy nim Zawisza mógł zdobywać doświadczenia nie tyle rycerskie, ile dyplomatyczne i dworskie. Mówiąc krótko, to Mikołaj Trąba, widząc zdolnego i szlachetnego młodego rycerza ze swoich stron, mógł wypromować go przy królewskim dworze – opowiada Karol Bury. Służąc na dworach książęcych i królewskich, zdobywał wiedzę i umiejętności, które w późniejszym czasie przyniosły mu chwałę. Jednak rycerska sława nie bierze się z biegłości w naukach czy obyczajach, lecz wypracowywana jest na polach bitew i rycerskich turniejach. Również majątek Zawisza zdobył w rycerskich szrankach, gdyż zgodnie z ówczesnym zwyczajem zbroja, broń i konie pokonanego przechodziły na własność zwycięzcy. Sława i zamożność pozwoliły mu pojąć za żonę Barbarę herbu Pilawa, bratanicę biskupa krakowskiego Piotra Wysza, jednego z najbliższych współpracowników króla Jagiełły.

    Pod królewskim sztandarem

    Walory wojskowe oraz wykształcenie pozwoliły Zawiszy stać się jednym z najbardziej zaufanych rycerzy Władysława Jagiełły. Król włączał go w skład zagranicznych delegacji wysyłanych do europejskich stolic. Zawisza związał się również z dworem króla Węgier, a późniejszego cesarza Niemiec Zygmunta Luksemburczyka. Służąc za zgodą Władysława Jagiełły na dworze Zygmunta, brał udział w wyprawach europejskiego rycerstwa przeciw Turkom. W czasach pokoju wypracowywał sobie sławę na turniejach rycerskich we wschodniej Europie. Podczas jednej z wypraw przeciw Turkom, której rzeczywistym celem było zajęcie przez Zygmunta Bośni i Serbii, doszło do zatargu między Gyulą, znanym węgierskim mocarzem, a Zawiszą. Polski rycerz stanął wtedy w obronie godności bośniackiej księżniczki. Następnego dnia w pojedynku roztrzaskał mieczem hełm przeciwnika. Gyula przeżył, ale los miał skrzyżować ich drogi już niedługo w starciu pod Grunwaldem. – To właśnie na wielką bitwę z zakonem krzyżackim król Jagiełło wezwał rycerza z Garbowa do swojego boku. Matejko w swoim malarskim arcydziele uwiecznił Zawiszę, jak pełen bitewnego zapału kopią atakuje przeciwnika. Prawdopodobnie w bitwie pod Grunwaldem to on uratował królewski sztandar, gdy wyrwano go z ręki Marcina z Wrocimowic herbu Półkoza – opowiada Karol Bury. Według niektórych relacji to właśnie Gyu- la natarł na chorążego polskiej armii i wytrącił mu sztandar z rąk. Na miejscu natychmiast pojawił się Zawisza, który nie tylko pokonał zaciężnego krzyżackiego rycerza, ale i uratował cały przebieg bitwy. Po grunwaldzkiej wiktorii Zawisza zasłynął jako dyplomata. Wyszedł z inicjatywą zawarcia pokoju między Polską a Węgrami (układ w Lubowli, 1411 rok). Rok później na wielkim zjeździe monarchów  w Budzie zwyciężył w turnieju rycerskim. Służąc sprawie dyplomacji, wziął udział także w soborze w Konstancji jako jeden z nielicznych obrońców Jana Husa.

    Największy rycerz Europy

    Zawisza nie przypuszczał, że  wyprawa z królem Zygmuntem Luksemburskim do Aragonii stanie się szczytowym momentem jego rycerskiej kariery. Król węgierski widział w Ferdynandzie Aragońskim poplecznika w swoich staraniach o cesarski tron. Zabierając sprawdzonego Zawiszę, nosił się z zamiarem wystawienia go jako swojego rycerza w turniejach rycerskich. Podczas spotkania królów ogłoszono turniej w Perpignan, gdzie mieli się zmierzyć dwaj najwięksi rycerze Europy: wschodniej – Zawisza i zachodniej – Jan Aragoński, syn króla Ferdynanda. – Była to niezwykła gala, która zgromadziła prawdopodobnie cały region. Źródła mówią o tysiącach ludzi, przedstawicielach znaczących rodów i kwiecie rycerstwa zachodniej Europy. Mało kto wierzył, że Aragończyk może ulec Zawiszy. Jednak już w jednym z pierwszych starć na kopie Polak wysadził Aragończyka z siodła. Starcie rozpędzonych rycerzy musiało być tak silne, że potężny rycerz z Aragonii zrzucony został ze swego rumaka i grzmotnął o piach. Proszę sobie wyobrazić, co musiało się wtedy dziać pośród zebranych gości, którzy oglądali porażkę swojego idola. Prawdopodobnie Zawisza musiał się odtąd poruszać po mieście w kilkudziesięcioosobowej obstawie, gdyż król Ferdynand obawiał się, że średniowieczni kibole zemszczą się na pogromcy ich ulubieńca – opowiada z uśmiechem sandomierski kasztelan. Tak Zawisza stał się najznamienitszym rycerzem średniowiecznej Europy.

    Śladami sulimczyka z Garbowa

    Sześć wieków po zwycięstwie w Perpignano Zawisza powrócił w chwale do Sandomierza. Na sandomierski rynek wjechał na potężnym rumaku, w czarnej zbroi ze złotymi elementami oraz złoto-czarnym płaszczem. „Bóg dał mi zwyciężyć niezwyciężonego, gdyż pokora wywyższa, a pycha poniża”, podkreślał w łacińskim przemówieniu do zgromadzonych mieszkańców i turystów podczas inscenizacji rozpoczynającej tegoroczny sezon turystyczny. – Ten rok poświęcamy w naszej chorągwi Zawiszy Czarnemu. Chcemy przybliżyć tę postać nie tylko sandomierzanom, ale także odświeżyć na nowo sławę sulimczyka pośród Polaków – dodaje Karol Bury. – Poznając postać Zawiszy Czarnego, można odkryć nie tylko znane powszechnie cechy dobrego rycerza jak szlachetność, waleczność, dotrzymanie słowa czy oddanie ojczyźnie, ale także wykształcenie, elokwencję, umiejętność dyplomacji oraz wysoką kulturę osobistą. Dlatego odtworzenie tej postaci nie jest łatwe ani proste. Tak jak wtedy, podobnie i dziś, aby zdobyć sławę, nie wystarczy wyćwiczyć się we władaniu mieczem, kopią i doskonale jeździć konno, ale trzeba mieć charakter rycerza. Przebywanie na królewskich i książęcych dworach pozwoliło Zawiszy poznać kilka języków oraz wykształcić się wszechstronnie. Dlatego zabiegano o jego służbę – podkreśla Maciej Bury, który od kilkunastu lat wciela się w postać Zawiszy w sandomierskiej chorągwi. Odtworzenie zbroi z detalami średniowiecznymi zajęło pasjonatom kilka lat. – Dążymy do perfekcji w odtwarzaniu stroju, zabiegając o wierność w najmniejszych elementach. Eksponujemy herb, który był niemal pieczęcią rycerza, i podkreślamy barwy, które określają dostojność – dodaje Maciej Bury. Jednak pan Maciej dodaje, że wielka sława popsuła trochę samego sulimczyka, który pod jej wpływem stał się zbyt wyniosły, a nawet zarozumiały, obrastając w rycerskie pióra sławy. Odkupił to, ginąc, w tureckiej niewoli po obronie przeprawy wojsk przez Dunaj pod Golubcem. Gdy król przysłał łódź, aby go ratować, miał odpowiedzieć „Nie ma takiej łodzi, która mogłaby przewieźć mój honor”. Został ścięty przez Turków, jego głowę posłano sułtanowi. Ciało rycerza jego towarzysze oręża pochowali w niedalekim klasztorze. Symboliczny pogrzeb pierwszego rycerza Europy odbył się w kościele franciszkanów w Krakowie w listopadzie 1428 roku.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół